Jest godzina 3:15 nad ranem, a raczej w nocy. Właśnie przed chwilą nasz sedzia główny latał z dzwonem i budził wszystkich włącznie ze mną. Okazało się, że jest to niezbędne do przeprowadzenia kolejnego konkursu, jak nam później powiedział ... żartował, ale zostało mu to wybaczone, przynajmniej w części. Jako pierwsi swe pokoje opuścili Sh Veal oraz Piotr Krupiński, jako ostatni przybył natomiast Tomasz Chojnacki, jak się później okazało ten zawodnik wcale nie spał lecz podziwiał piękno tutejszej Wagarii. Sprawdzimy czy ta wycieczka zadziała pozytywnie na naszego dzielnego wojownika.
Na starcie wszyscy ustawili się już około godziny 4:30, wszyscy wykazywali zdenerwowanie, w końcu ropoczęła się jakby druga MTS, jeszcze nie wszystko jest przesądzone, zwyciężyć każdy może. Tak jak jeśli ktoś osiągnął w pierwszy konkursach punktów 100, to nie znaczy, że inna osoba nie może osiągnąć 150 w drugiej części, wszystko zależy od umiejętności i tego jak bardzo się będzie ów osobnik starał. Znów zmieniam temat więc czym prędzej przejdźmy do opisu tego co działo się na linii startu i mety w jednym. Zawodnicy szykowali się, zapoznawali się z mapami lasu, które zostały trochę wcześniej rozdane, teraz każdy otrzymywał opaskę, która posłuży do rozpoznawania swych punktów kontrolnych.
Po pięciu minutach wszystko było przygotowane i na sygnał nadany przez sędziego wszyscy poszli w las. I tutaj już na samym wstępie widac było róznice w stylu. Jedni czym prędzej na złamanie karku ognali w las, inni zaś powoli zimerzali ku mrocznym otchłaniom lasu, tylko jeden zawodnik nie robił nic. Bartek Rogalski usiadł na linii staru i uważnie wpatrywał się w swoją mapę, obracał ją na wszystkie strony i uważnie przeglądał. W końcu mapę zwinął w kulkę i wrzucił do kosza na papier (pochwalamy sposób zachowywania się tego zawodnika -- gdyby wszyscy tak postępowali nasz świat stałby sie lepszy). W końcu i on ruszył w las, jednak szedł jakby nieobecny, widać było, że wysila umysł -- na mecie okaże się czy jego pomysł był dobry.
Przez długi czas nie było żadnego kontaktu z naszymi wojownikami, wszystkie stacje kontrolne były na długi czas osamotnione. Jednak po około godzinie trzy różne stanowiska odezwały się, że Michał Majewski, Zbyszko Browarczyk oraz Piotr Krupiński przebyli pierwszy odcinek trasy jako pierwsi i w mniej więcej tym samym czasie znaleźli swe wstążki. Kolejnymi zawodnikami byli Kamil Pacanek oraz Wiktor Szpunar. W końcu wszyscy dotarli szczęśliwie do swych punktów i zmierali już do kolejnych. W dalszej części wyścigu wszystko przebiegało podobnie, czołówka dalej była czołówką, lecz dołączył do niej Krzysztof Macak. Warte odnotowania jest to, że gdy drugi zawodnik (Wiktor Szpunar) znajdował się właśnie przy trzecim punkcie kontrolny Piotr Krupiński był już przy punkcie piątym. Tempo tego zawodnika było niesamowite, parł do przodu niczym fala tsunami, która z pełnego oceanu wpłynęła na płytkie wody rafy koralowej. Niektórzy twierdzili, że bardiej przypominało to zjazd na rowerze z góry o nachyleniu 90 stopni do podłoża, jendak o gustach się nie dyskutuje.
W Dalszej części biegu wszystko szło spokojnie, aż do piątej godziny wyścigu kiedy to Krzysztof Bojar wabiony śpiewem nimfy leśnej zboczył z trasy i wpadł w pułapkę zastawioną przez myśliwego, na szczęście prócz delikatnych 8cm ran nic więcej mu się nie stało i spokojnie mógł on kontynuowac wyścig, jednak nie tak jakby chciał tego. Inna przygota przytrafiła się Piotrow Czarneckiemu, który na swej dordze spotkał na swej drodze stado wilków. Miał o tyle szczęście, że akurat wilki pilnowały młodych (przypominam, że zawodnicy biegli bez uzbrojenia) i nie oddalały się za uciekającym człowiekiem, jednak trasy sobie nasz zawodnik nadrobił.
W koncu zbliżaliśmy się do końca biegu, o zwycięstwo walczyli ze sobą Bartek Rogalski oraz Piotr Krupiński, jednak ten drugi miał tak znaczną przewagę, że nikt nie wątpił w jego zwycięstwo. Kiedy Piotr Krupiński kończył pokonywac ostatnią prostą, Bartek Rogalski właśnie upsuszczał las, zabrakło więc mu około 500m, jak na taki długi biego to niewiele, jednak trzeba przyznać, że Piotr Krupiński zachowywał si.ę na tym konkursie bezbłędnie, z pewnością należą mu się zasłużone gratulacje, choć te powinien otrzymać każdy, w końcu wszyscy ukończyli bieg pomyślnie.
Tym sposobem doszliśmy do końca konkurencji, wszyscy zawodnicy dobiegli do mety i udali się do swych pokojów, sędziowie tradycyjnie udali się do swego sędziowskiego kantorka gdzie poczęli naradzać się, choć wszyscy wiedzieli, że najwięcej punktów otrzymają dwaj zawodnicy, którzy przybyli znacznie przed resztą. Dotychczasowy lider widać znacznie osłabł w pierwszych częściach MTS, teraz już nie wybija się ponad wszystkich, konkurencje zalicza poprawnie, jednak wciąz gonią go inni. Po 30 minutach (za co otrzymali brawa) sędziowie wywiesili wyniki:
Relację z turnieju przygotował dla państwa Piotr Soboń Gb.Ottis. Dziękuję za to, że byliście tu z nami i zapraszam ponownie jutro.
-- sołtys wsi Wagaria w Gellonii Piotr Soboń Gb.Ottis MiszczQ e-mail: Gb.Ottis_usunto_at_poczta.fm tlen: Gb.Ottis GG: 3832344 telefon kom: +48 692636048 www.darmoland.pl/wagaria ---------------------------------------------------------------------- Okradaja nas na stacjach? >>> http://link.interia.pl/f18d4Received on Sat 19 Nov 2005 - 14:05:37 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:15 CET