To właśnie dziś rozegrana została kolejna konkurencja Międzynarodowego Turnieju Samurajów (MTS). Dzisiejszą konkurencją była "Walka z orężem". Jedynie zawodnicy zostali uprzedzeni o tym wcześniej, by móc w spokoju trenować swe umiejętności, wszyscy widzowie pozostawali w niepewności aż do godziny 5:00, bo to właśnie o tej godzinie wszystko się rozpoczęło, cała godzinę wcześniej niż wczoraj, ale to wszystko ze zwzględu na dłuży czas trwania walk. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że nasi zawodnicy nie walczyli prawdziwym orężem (ze względu na to, że później będą jeszcze potrzebni), lecz jedynie kopiami, co nie zmienia faktu, że walka była niebezpieczna i zacięta. Ale przejdźmy jednak do właściwej części turnieju.
Dziś ponownie jak wczoraj zawodnicy udali się na arenę, gdzie podobnie jak wczoraj, nastąpiła prezentacja kolejnych zawodników. Tym razem jednak ciała zawodników ukryte były w kunsztownych zbrojach, gdy tylko widzowie ujrzeli zwodników przez trybuny potoczyły się głośne 'achy' i 'echy', i słusznie, gdyż był to widok niesamowity. Promienie wschodzącego słońca odbijały się od zbroi tworząc wprost niesamowity efekt. Aż dziw bierze, że po wczorajszej paskudnej pokodzie mógł nastać tak piękny dzionek.
Tym razem walki zostały przeprowadzone w inny sposób, pierwszy
walczył z drugim, trzeci z czwartym i tak aż do zawodników dwudziestego
trzeciego z dwudziestym czwartym. Tym razem to Wiktor Szpunar musiał
zmierzyć się naszym trenerem, co wcale nie znaczy, że miał łatwą walkę,
wręcz przeciwnie, zmierzyła się tu bowiem młoda silna krew, ze starą,
ale jakże dobrze doświadczoną. Pierwsza walka Michała Majewskiego
z Michałem Dahlke była cudownym pokazem walki w stylu 'cios za ciosem',
obaj zawodnicy wyprowadzili identyczną liczbę ciosów, wydawało się,
że będzie remis, jednak Michał Dahlke lepiej balansował ciałem, różnica
jednak była niweielka. Kolejne starcie to zwarcie dwóch znakomitych
zawodników, Tomasza Chojnackiego oraz Kamila Koryciorza, walka
bez pardonu, było to pierwsze starcie, w którym pojawiła się krew
zawodnika, było to jednak do przewidzenia. To nie zabawa, to gra dla
prawdziwych twardzieli. Mimo otrzymanych mocnych ciosów to Kamil
Koryciorz wyszedł jakby zwycięsko z tej walki. Kolejne walki w
wykonaniu Timiosa Kiechajasa z Sh Veal, oraz Michała Haśnika z
Bartłomiejem Staniszczakiem były walkami wyrównanymi. Żaden z
zawodników nie uzyskał znaczącej przewagi, jednak widzowie na brak
emocji z pewnością nie mogli narzekać, ot był to piękny pokaz
Samurajskiej walki na miecze, aż współczuję tym, którzy z niewiadomych
powodów nie mogli tu być dzisiaj z nami. W końcu przyszedł czas na
walkę Krzysztofa Macaka oraz Claudiusa Drususa Germanicusa. Walka
o tyle ciekawa, że rozpoczęła się całkowitą przewagą tego drugiego
zawodnika, w połowie nastąpiła jednak zmiana i role się odwróciły,
Krzysztof Macak przystąpił do ofensywy i skutecznie atakował swego
rywala. Natomiast walka Krzysztofa Bojara z Kamilem Pacankiem była
powolną nacierką Kamila Pacanka, powolną gdyż mimo licznej ilości
zadawanych ciosów, wiele było chybionych, co nie zmienia faktu, że
Krzysztof Bojar okazał się nieco słabszym zawodnikiem. Walka Piotr
Czarneckiego z Mateuszem Kupczakiem i Bartka Janiczka z Hai-Tango
była zdecydowanie na pierwszych zawodników z tych par. To oni
okładali swych rywali nie pozostawiając im szans na obronę.
Zdecydowanie pomogły im w tym ich potężnie zbudowane ciała,
jednak czy aby nie będzie to przeszkadzać gdy przyjdzie czas na
morderczy bieg? Przekonamy się z czasem, jak na razie Bartek
Janiczek jest niepokonany. Następni zawodnicy, Bartek Rogalski i
Andrzej Condor byli wpierw jakby onieślmieleni przed publicznością,
która oglądała tak widowiskowe starcie. Szybko jednak doszli do
siebie i mogliśmy podziwiać na prawdę krwawą walkę, gdyby nie to,
że krew lała się obustronnie mielibyśmy zwycięzcę tej dyscypliny już
wybranego, jednak stało się inaczej. Kolejna walka Zbyszko
Browarczyka i Piotra Krupińskiego została zakończona remisem,
przynajmniej taką decyzję można było obserwować na twarzach
widowni. Po żadnej stronie nie zaobserwowano jakichś
gwałtowniejszych ataków, ot ładna walka, wykonana w dobrym
stylu. Kolejna walka okazała się całkowitym zaskoczeniem, Tomasz
Urban już w pierwszym sekundach przeprowadził szybki atak wprost
na głowę Pawła Szermińskiego, nie przewidział jednak tego, że
głowę tego drugiego zdobił hełm nie tylko piękny, ale także solidny
i niesamowicie twardy (Paweł Sermiński powiedział po walce, że
nigdy nie zdradzi przepisu, który posłużył do stworzenia tego
ochranicza), wytrąciło to jakby z równowagi atakującego co szybko
wykorzystał Pwaeł Szermiński i ciosem w nogi powalił swego
przeciwnika. Wprawdzie Tomasz Urban szybko się podniół, to
jednak wrażenie po tym zostało już do końca. Kolejna walka Michała
Sosnowieckiego z Wojtkiem Zielińskim, zakończyła się przewagą
tego pierwszego, była to walka jedno kierunkowa. "Walka z orężem"
to zdecydowanie nie jest ulubiona dyscyplina Wojtka Zielińskiego,
podobnie jak Wiktora Szpunara, którzy legli pod ilością i
skutecznością ciosów swych rywali. Co do ostatniej walki to trzeba
zawuażyć, że Wiktora Szpunara pewnie zmyliła wątła budowa
ciała naszego byłego mistrza. Wyszedł na arenę człowiek wątły i
jakby stary, swym kijem podtrzymywał się przed upadkiem. To
jednak było mylące, tuż po rozpoczęciu walki przeprowadzone
zostały szybkie ciosy i Wiktor Szpunar z pewnością poczuł się
jak kotlet schabowy przed gotowaniem. Jednak ta jednostronna
walka szybko się skończyła i w końcu nasz nowy pretendent do
tytułu mistrza szybko pokazał, że on także zna się na walce, było
już jednak zbyt póxno by to zmienić. Na koniec walki, w uszach
Wiktora Szpunara wciąż wirowały słowa rzucone przez schodzącego
mistrza "Nigdy nie lekceważ przeciwnika swego". Tę lekcję z
pewnością zapamięta do końca swego życia.
Tym sposobem doszliśmy do końca turnieju. Jedni zawodnicy udali się do swych pokoi, inni do puktu z opieką medyczną, sędziowie natomiast do swego domku by tam w ciszy i spokoju przedyskutować to co przed chwilą pozwolili im obejzeć zawodnicy. Po upłynięciu godziny, opuścili swoje lokum i ogłosili wyniki:
Relację z turnieju przygotował dla państwa Piotr Soboń Gb.Ottis. Dziękuję za to, że byliście tu z nami i zapraszam ponownie jutro.
-- sołtys wsi Wagaria w Gellonii Piotr Soboń Gb.Ottis MiszczQ e-mail: Gb.Ottis_usunto_at_poczta.fm tlen: Gb.Ottis GG: 3832344 telefon kom: +48 692636048 www.darmoland.pl/wagaria ---------------------------------------------------------------------- INTERIA.PL | Kliknij po wiecej >>> http://link.interia.pl/f18c1Received on Tue 15 Nov 2005 - 09:32:16 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:15 CET