Uzupełniłem braki w wiedzy!
Szwedzki pacjent
Tygodnik "Wprost", Nr 1046 (15 grudnia 2002)
Gdyby Szwecja leżała w USA, byłaby najuboższym amerykańskim stanem
Państwo zwinęło siatkę bezpieczeństwa, a my nie potrafimy sobie bez
niej poradzić - przyznaje Thomas Lerner, publicysta
dziennika "Dagens Nyheter". Dodaje, że w Szwecji upowszechnia
się "syndrom wypalenia". Z badań przeprowadzonych w zeszłym roku
przez najpopularniejszą bulwarówkę "Aftonbladet" wynika, że około 35
proc. Szwedów cierpi na tę chorobę. Do "Dagens Nyheter" przychodzą
setki listów od zdesperowanych czytelników. "Byłem wiecznie
zmęczony. Gdy myślałem o pójściu do pracy, robiło mi się niedobrze.
Miałem problemy z pamięcią. Wykonanie nawet najprostszej czynności
przekraczało moje siły" - pisał M., lekarz. Na podobne dolegliwości
skarżą się przedstawiciele wszystkich zawodów - od urzędniczek po
informatyków i bankowców.
Zestresowani ludzie masowo wykorzystują zwolnienia lekarskie (przez
ostatnie pięć lat ich liczba wzrosła o 400 proc.) albo sięgają po
leki antydepresyjne. Ta tendencja nadal się utrzymuje. Dlaczego tak
się dzieje? Z badań przeprowadzonych przez Statistiska Centralbyran
(centralne biuro statystyczne) wynika, że 40 proc. Szwedów obawia
się utraty pracy albo redukcji pensji. Starsi godzinami przesiadują
w biurze, zerkając błagalnie w stronę pracodawców.
Prócz depresji Szwedzi borykają się z jeszcze jednym problemem -
samotnością. Spada liczba zawieranych małżeństw (w 1976 r. było ich
prawie 45 tys., 25 lat później zaledwie 35 tys.). Ślub bierze się
później niż kiedyś, zwykle koło trzydziestki. Coraz mniej osób
decyduje się na stałe związki. - Kiedy mamy się poznawać? Chyba w
metrze, jadąc do pracy - mówi Christian, robotnik budowlany.
Z analiz stołecznego Handlowego Instytutu Badawczego wynika, że
gdyby Szwecja leżała w USA, byłaby najuboższym amerykańskim stanem.
Ubruttowione dochody przeciętnej szwedzkiej rodziny są o połowę
niższe od dochodów rodziny amerykańskiej.
Agonia szwedzkiego systemu trzeciej drogi zaczęła się na początku
lat 80. Eric Brodin, prof. filozofii ekonomii na Uniwersytecie
Campbella w Karolinie Północnej, stwierdził, że zły stan gospodarki
to wynik olbrzymich podatków (ponad 50 proc.), wysokich wydatków na
sektor publiczny i zbyt łagodnych przepisów o ubezpieczeniu
zdrowotnym, przyczyniających się do znacznej absencji w pracy.
Wszystko to spowodowało dramatyczny wzrost dziury budżetowej.
W latach 90. sytuacja stała się dramatyczna. Z kraju uciekał kapitał
zagraniczny, szalała inflacja i bezrobocie, załamał się system
bankowy. W przygotowanym przez OECD rankingu najbogatszych państw
świata Szwecja spadła na 18. pozycję (w latach 70. była na 4.
miejscu). Postanowiono więc zacisnąć pasa. Ograniczono nakłady na
opiekę zdrowotną, socjalną i szkolnictwo (uważane za filary państwa
dobrobytu). Pod koniec lat 90. sytuacja się ustabilizowała,
wypracowano nawet dwuprocentową nadwyżkę budżetową.
Szwedzka gospodarka nadal jednak rozwija się w żółwim tempie, a
inwestorzy lokują kapitał w tańszych krajach. Ekonomiści twierdzą,
że nie będzie lepiej, jeżeli nie przeprowadzi się drakońskiej
kuracji, polegającej na radykalnej redukcji podatków i kosztów
pracy.
Małgorzata Mirecka
Sztokholm
wyślij
drukuj
forum
Spróchniała ideologiczna szwedka
Nie wiedzie się zbyt dobrze najbardziej bodaj zideologizowanej
socjaldemokratycznej elicie, to znaczy szwedzkim socjaldemokratom.
Wszystkie ideologiczne szwedki, którymi podpierały się w Szwecji w
ostatnim półwieczu lewicowe elity, okazują się po kolei mniej lub
bardziej spróchniałe.
Najpierw spróchniał model państwa opiekuńczego, ukochane dziecko
socjaldemokracji. Okazało się, że sto lat zdrowego kapitalistycznego
rozwoju, który wydźwignął Szwecję do wąskiej czołówki
najzamożniejszych krajów świata, wystarczył jedynie na utrzymanie
przez dwadzieścia pięć lat opiekuńczego rozpasania, płacenia
wszystkim za to, co im się zamarzy, bez żadnego wysiłku ze strony
coraz bardziej rozleniwionych "marzycieli". Potem zaczęły się
schody. Koszty powoli okazywały się nie do udźwignięcia. I to mimo
horrendalnych podatków. O Szwedach mówiono nawet złośliwie, że nie
otrzymują poborów, lecz kieszonkowe od rządu, który zabiera
pracującym wszystko, za to opiekuje się obywatelem od kołyski do
grobu.
Jak się nietrudno domyślić, demoralizacja w krainie pieczonych
gołąbków postępowała wcale szybko. W latach 80. doszło na przykład
do tego, że każdego dnia co piąty pracujący Szwed był nieobecny w
pracy z bliżej nie określonych powodów zdrowotnych! To też okazało
się nie do utrzymania w otwartej, konkurencyjnej gospodarce.
Wprowadzono więc przepis, że ubezpieczenia społeczne
płacą "chorobowe" dopiero od trzeciego dnia nieobecności. W ciągu
kilku miesięcy absencja zmniejszyła się ponad dwa razy!
Mimo reform ograniczających skalę rozpasania Szwecja pozostała
krajem bardzo wysokich podatków i przerośniętego państwa
opiekuńczego. Dlatego ani dobrym firmom, ani dobrym fachowcom nie
bardzo opłaca się pozostawać w Szwecji. Koszty pracy są relatywnie
wysokie, a płace netto - niskie. Dlatego firmy głosują nogami.
Ericsson przeniósł do Londynu pion finansowy firmy (reszta centrali
pozostaje w Szwecji, na razie...). Wydaje się czasem, że każde
miejsce jest lepsze dla Szwedów niż ich własny kraj, zważywszy na
odbywający się tam drenaż kieszeni. Kiedy fińska Merita połączyła
się ze szwedzkim Nordbanken, główną siedzibą nowej firmy stały się
Helsinki, położone przecież jeszcze dalej od centrów
zachodnioeuropejskiego biznesu.
Zresztą nogami głosują także fachowcy, nie czekając, aż zrobi to ich
firma. Emigruje co czwarty szwedzki absolwent studiów
politechnicznych. Co gorsze dla amatorów państwa opiekuńczego, firmy
wyprowadzają ze Szwecji produkcję nie tylko z powodu wysokich
kosztów, ale także z powodu niskiej jakości. Takie było na przykład
uzasadnienie przeniesienia do Polski produkcji poduszek powietrznych
przez ich szwedzkiego wytwórcę. Jak widać, nawet tradycyjnie silna
luterańska etyka pracy zaczyna przegrywać w walce o rząd dusz z
demoralizującym wpływem szwedzkiego państwa opiekuńczego.
Druga szwedka zaczęła wykazywać objawy postępującego próchnienia na
przełomie lat 80. i 90. Szwedzi byli bardzo dumni ze swej ideologii
pomocy tzw. postępowym krajom Trzeciego Świata. Ich interesy nie
były - jak sowieckie - imperialistyczne, lecz raczej ideologiczne.
Rozumieli dosłownie internacjonalistyczne hasła wzywające
proletariuszy do łączenia się. Mając wśród swoich ideologów Gunnara
Myrdala, jednego z twórców tzw. development economics, ostro
forsowali pomoc dla ideologicznie "słusznych" rządów, wierzących w
zbawczą moc planów rozwoju i w ogóle w gospodarkę sterowaną z
centrum.
Pominę znane nonsensy pomocy w postaci lodówek dla ludności i maszyn
dla producentów w krajach, gdzie ani jedne, ani drugie nie mogły
funkcjonować, bo... nie było elektryczności. Można wzruszyć
ramionami i wspomnieć porzekadło o dobrych, ale głupich. Znacznie
trudniej darować - zarówno z punktu widzenia ekonomii, jak i etyki -
zajadłe forsowanie skazanych na klęskę socjalistycznych
eksperymentów, jak utopia tanzańskiego socjalizmu wspólnotowego
byłego prezydenta dyktatora Nyerere. I znowu pomijam wsparcie dla
państwowego przemysłu, bo to były - można rzec - nonsensy dominujące
od późnych lat 40. do wczesnych lat 80. Idzie mi o szwedzkie
wsparcie dla pomysłów likwidacji wsi tanzańskich i tworzenia - w
stylu Ceausescu - "nowoczesnych" wspólnot, czyli komun.
W odróżnieniu od rumuńskiego dyktatora wspierany przez Szwedów
tanzański dyktator wprowadzał początkowo swoje utopie po dobroci.
Ale jak to u ideologów bywa, irytacja szybko wzięła górę i
wieśniaków, którzy uciekali z tych oaz wspólnotowego dobrobytu do
starych wiosek, zaczęto ciupasem odstawiać do komun, stare wioski
palono, a wokół komun wystawiano straże. Ludzie jednak nadal
uciekali, bo to, że liczą się wyłącznie potrzeby materialne, jest
wymysłem lewicowych barbarzyńców zachodniej cywilizacji. Wolność
liczy się tak samo - i dla polskiego ślusarza wybierającego niegdyś
wolność na Zachodzie, i dla tanzańskiego wieśniaka uciekającego od
przymusowego wspólnotowego postępu.
Mimo szczodrej szwedzkiej pomocy gospodarka Tanzanii najpierw
powoli, a potem coraz szybciej chyliła się ku upadkowi. W drugiej
połowie lat 80. trzeba było w warunkach kompletnej degrengolady
komunowego rolnictwa i państwowego przemysłu odtrąbić odwrót od
utopii. Nastąpiło to zresztą kilka lat później niż w wypadku
interwencjonistycznej "ekonomiki rozwoju", którą rządy krajów
Trzeciego Świata zaczęły porzucać pod wpływem doświadczeń
azjatyckich tygrysów, przyznających znacznie większą rolę rynkowi i
otwartej gospodarce.
Socjalistyczna ideologia ka-zała pomagać "postępowcom" w Trzecim
Świecie i potępiać tych, którzy - wedle marksistowskich wierzeń -
byli odpowiedzialni za biedę w krajach rozwijających się, czyli
kapitalistów, kolonialistów i imperialistów (zachodnich oczywiście).
To, że kraje, które nie włączyły się lub nie zostały włączone do
systemu wymiany międzynarodowej, nie były bardziej rozwinięte
gospodarczo, jakoś nie docierało do zaczadzonych lewicowymi utopiami
umysłów szwedzkiej elity i - niestety - całych pokoleń tych, których
zainfekowali tego rodzaju bezrefleksyjnymi ocenami źródeł bogactwa i
nędzy narodów. Dlatego nawet w dzisiejszej Szwecji tak trudno
znaleźć akceptację oczywistości, że kapitalizm i wolność są jedyną
drogą ucieczki przed nędzą.
I tak dochodzimy do ostatniej ideologicznej szwedki, która zaczęła
gwałtownie próchnieć po 11 września. Zionąca nienawiścią do
kapitalizmu i Ameryki - jako upostaciowionego kapitalistycznego zła -
lewicowa elita znalazła się w schizofrenicznej sytuacji.
Socjaldemokratyczny rząd szwedzki - jak wszystkie rządy Zachodu -
jednoznacznie opowiedział się po stronie USA. A lewicowa elita, w
której udział lumpenintelektualistów jest wyjątkowo liczny (pod tym
względem Szwecja może się równać chyba tylko z Francją), nastawiona
jest odwrotnie. Jan Myrdal, syn Gunnara - jak pisał
korespondent "Rzeczpospolitej" ze Sztokholmu (w numerze z 13-14
października) - zapowiedział, że przyłączyłby się raczej do
demonstrujących muzułmanów w Pakistanie. Myrdal - jak wielu innych
zresztą - bronił także zabójców Pol Pota, którzy w imię obłąkanej
komunistycznej utopii wymordowali ponad jedną trzecią ludności
Kambodży (pod tym względem, licząc w procentach, wyprzedzili nawet
Sowiety za Stalina i Chiny za Mao Tse-tunga!).
Obawiam się, że przy takich wpływach lewicowej elity i poziomie
indoktrynacji społecznej proces zmiany paradygmatu w warunkach
zagrożonej cywilizacji będzie w Szwecji wolniejszy niż gdzie indziej
(poza Francją). Niemniej presja realiów będzie rosnąć, choćby z tego
powodu, że Skandynawia to raj dla terrorystów z całego świata, także
z siatki bin Ladena ("Newsweek" z 4 listopada). To właśnie realia
powodują, że próchnieją ideologiczne podpórki i - z większym lub
mniejszym żalem - trzeba się z nimi rozstawać.
Jan Winiecki
Polowanie na rodzinę. (skróty)
"Niedościgłym wzorem państwa jest Szwecja, która praktykuje czysty
socjalizm. Tuż za nią plasują się Chiny, będące mieszaniną
socjalizmu i kapitalizmu." Tak sklasyfikował państwa koreański
dyktator Kin Dzong II w rozmowie z Madelaine Albright, sekretarz
stanu USA za prezydentury Clintona. Kim Dzong Ilowi mógł się
zwłaszcza spodobać stosunek państwa do rodziny. Wiele szwedzkich
ustaw wręcz stymuluje rozbijanie więzi rodzinnych i to na różnych
poziomach: między współmałżonkami, między rodzicami a dziećmi oraz
między wnukami a dziadkami.
W Szwecji rocznie zawieranych jest 38 tys małżeństw, a jednocześnie
31 tys par się rozwodzi. Trwałych jest zaledwie 18% małżeństw. 60%
dzieci rodzi się w związkach pozamałżeńskich, a 20% jest wychowywana
przez samotnych rodziców.
W 1995 r szwedzki parlament zalegalizował też pary homoseksualne.
Według danych zebranych przez Związek Uprawnienia Sexualnego, w tego
typu związkach wychowuje się już około 40 tys dzieci. Będzie ich
jednak znacznie więce, gdyż 3 czerwca 2005 przyjęto prawo, które
zezwala dwóm kobietom na zapłodnienie in vitro - na koszt państwa.
Elina Alberg ze szwedzkiej młodzieżówki Zielonych mówi otwarcie, że
tradycyjna rodzina to już przeżytek, a przyszłością jest poligamia.
Tradycyjną rodzinę zastępują tzw. plastikowe rodziny , czyli hybrydy
powstałe po kilku małżeństwach i kilku rozwodach. Dziecko w takiej
rodzinie ma np 4 mamy, 6 ojców, i liczne rodzeństwo, którego nie
jest się w stanie doliczyć. Państwowe uczelnie finansują nawet
badania, które mają wskazać pozytywne strony tego typu rozwiązań.
Szwedzkie państwo przejęło niemal pełną niemal kontrolę nad
wychowaniem dzeci. Wysokie podatki uniemożliwiająutrzymanie rodziny
z jednej pensji , więc oboje rodzice muszą pracować, a dziecko cały
dzień przebywa w państwowych instytucjach opieki.
W szwedzkim prawie nie istnieje pojęcie władzy rodzicielskiej.
Istnieje za to obowiązek opieki i odpowiedzialności za dziecko,
który jest nałożony na równo na rodziców jak i na państwo, które
poprzez swoje instytucje może kontrolować życie rodzinne, a nawet
interweniować w nie. Centralną tegu typu placówką jest Głowny Zarząd
Zdrowia i Opieki Społecznej. Rocznie odbiera on rodzicom 10-12 tys
dzieci.
Mariannie Sigtrom GZZiOS odebrał 12-letniego synka Daniela.
Oficjalnym powodem było to, że matka była "nadopiekuńcza"
i "popełniała błedy w wychowaniu". Jej syn najpierw trafił do
rodziny zastępczej, którą się okazała para narkomanów na odwyku,
następnie zaś do samotnego alkoholika. Daniel był epileptykiem i gdy
miał atak padaczki nowi "opiekunowie" nie wiedzieli jak mu pomóc. W
rezultacie chłopiec zmarł. Matka, która wytoczyła państwu proces,
przegrała we wszystkich instancjach i musi zapłacić państwu 1,5 mln
koron kosztów sądowych. Pani Sigtorm mówi, że nazwanie
Szwecji "państwem prawa" jest ponurym żartem.
Prawa do wychowywania dzieci odbiera się nie tylko uczniom ale i
nauczycielom. Aż o 8 klasy ucznoim nie wolno stawiać stopni, nie
wolno ich zostawiać na 2 rok w tej samej klasie ani usunąć ze
szkoły. Coraz częściej dochodzi do napaści na nauczycieli
dokonywanych przez uczniów.
Szwedzkie państwo które w latach 60 XX wieku zastąpiło rodzinę ,
teraz nie jest w stanie wypełniać swoich opiekuńczych funkcji bo nie
ma nato pieniędzy. Efektem jest zamykanie nie tylko świetlic i
ognisk dla dzieci ale teższkół i przeszkoli. Coraz częściej dzieci
pozbawione są opieki zarówno rodziny, jak i państwa.
Grzegorz Górny.
Raj na Ziemi? Czy raczej Piekło wcielone? Towarzyszu Mandragorze! Czy uzupełnił już Pan braki w s w o j e j wiedzy? Jeśli tak, to bardzo dobrze. A jeśli szuka Pam jeszcze jakiś informacji na temat "krajów Skandynawskich posiadających rozbudowany system socjalny, a jednocze¶nie przodujących we wszelkich rankingach" to chętnie służę pomocą.
Proszę na przyszłość nie oskarżać nikogo o niedouczenie, jeśli nie wie Pan, jaki jest czyjś faktyczny stan wiedzy.
Wielce Oburzony Pana Zachowaniem i Wielce Wdzięczny Za Przyznanie Mi Obywatelstwa oraz Wielce Oczekujący Na Pana Replikę W Powyższej Mierze
BAAL KATAN Received on Wed 21 Sep 2005 - 01:17:38 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:14 CET