Odp: Wandystan: Re: Tytuł nieznany

From: baal_katan <baal_katan_usunto_at_o2.pl>
Date: Wed, 21 Sep 2005 08:16:50 -0000

Uzupełniłem braki w wiedzy!

Szwedzki pacjent
Tygodnik "Wprost", Nr 1046 (15 grudnia 2002) Gdyby Szwecja leżała w USA, byłaby najuboższym amerykańskim stanem

Państwo zwinęło siatkę bezpieczeństwa, a my nie potrafimy sobie bez niej poradzić - przyznaje Thomas Lerner, publicysta dziennika "Dagens Nyheter". Dodaje, że w Szwecji upowszechnia się "syndrom wypalenia". Z badań przeprowadzonych w zeszłym roku przez najpopularniejszą bulwarówkę "Aftonbladet" wynika, że około 35 proc. Szwedów cierpi na tę chorobę. Do "Dagens Nyheter" przychodzą setki listów od zdesperowanych czytelników. "Byłem wiecznie zmęczony. Gdy myślałem o pójściu do pracy, robiło mi się niedobrze. Miałem problemy z pamięcią. Wykonanie nawet najprostszej czynności przekraczało moje siły" - pisał M., lekarz. Na podobne dolegliwości skarżą się przedstawiciele wszystkich zawodów - od urzędniczek po informatyków i bankowców.
Zestresowani ludzie masowo wykorzystują zwolnienia lekarskie (przez ostatnie pięć lat ich liczba wzrosła o 400 proc.) albo sięgają po leki antydepresyjne. Ta tendencja nadal się utrzymuje. Dlaczego tak się dzieje? Z badań przeprowadzonych przez Statistiska Centralbyran (centralne biuro statystyczne) wynika, że 40 proc. Szwedów obawia się utraty pracy albo redukcji pensji. Starsi godzinami przesiadują w biurze, zerkając błagalnie w stronę pracodawców. Prócz depresji Szwedzi borykają się z jeszcze jednym problemem - samotnością. Spada liczba zawieranych małżeństw (w 1976 r. było ich prawie 45 tys., 25 lat później zaledwie 35 tys.). Ślub bierze się później niż kiedyś, zwykle koło trzydziestki. Coraz mniej osób decyduje się na stałe związki. - Kiedy mamy się poznawać? Chyba w metrze, jadąc do pracy - mówi Christian, robotnik budowlany. Z analiz stołecznego Handlowego Instytutu Badawczego wynika, że gdyby Szwecja leżała w USA, byłaby najuboższym amerykańskim stanem. Ubruttowione dochody przeciętnej szwedzkiej rodziny są o połowę niższe od dochodów rodziny amerykańskiej. Agonia szwedzkiego systemu trzeciej drogi zaczęła się na początku lat 80. Eric Brodin, prof. filozofii ekonomii na Uniwersytecie Campbella w Karolinie Północnej, stwierdził, że zły stan gospodarki to wynik olbrzymich podatków (ponad 50 proc.), wysokich wydatków na sektor publiczny i zbyt łagodnych przepisów o ubezpieczeniu zdrowotnym, przyczyniających się do znacznej absencji w pracy. Wszystko to spowodowało dramatyczny wzrost dziury budżetowej. W latach 90. sytuacja stała się dramatyczna. Z kraju uciekał kapitał zagraniczny, szalała inflacja i bezrobocie, załamał się system bankowy. W przygotowanym przez OECD rankingu najbogatszych państw świata Szwecja spadła na 18. pozycję (w latach 70. była na 4. miejscu). Postanowiono więc zacisnąć pasa. Ograniczono nakłady na opiekę zdrowotną, socjalną i szkolnictwo (uważane za filary państwa dobrobytu). Pod koniec lat 90. sytuacja się ustabilizowała, wypracowano nawet dwuprocentową nadwyżkę budżetową. Szwedzka gospodarka nadal jednak rozwija się w żółwim tempie, a inwestorzy lokują kapitał w tańszych krajach. Ekonomiści twierdzą, że nie będzie lepiej, jeżeli nie przeprowadzi się drakońskiej kuracji, polegającej na radykalnej redukcji podatków i kosztów pracy.
Małgorzata Mirecka
Sztokholm

 wyślij
 drukuj
 forum

Spróchniała ideologiczna szwedka

Nie wiedzie się zbyt dobrze najbardziej bodaj zideologizowanej socjaldemokratycznej elicie, to znaczy szwedzkim socjaldemokratom. Wszystkie ideologiczne szwedki, którymi podpierały się w Szwecji w ostatnim półwieczu lewicowe elity, okazują się po kolei mniej lub bardziej spróchniałe.
Najpierw spróchniał model państwa opiekuńczego, ukochane dziecko socjaldemokracji. Okazało się, że sto lat zdrowego kapitalistycznego rozwoju, który wydźwignął Szwecję do wąskiej czołówki najzamożniejszych krajów świata, wystarczył jedynie na utrzymanie przez dwadzieścia pięć lat opiekuńczego rozpasania, płacenia wszystkim za to, co im się zamarzy, bez żadnego wysiłku ze strony coraz bardziej rozleniwionych "marzycieli". Potem zaczęły się schody. Koszty powoli okazywały się nie do udźwignięcia. I to mimo horrendalnych podatków. O Szwedach mówiono nawet złośliwie, że nie otrzymują poborów, lecz kieszonkowe od rządu, który zabiera pracującym wszystko, za to opiekuje się obywatelem od kołyski do grobu.
Jak się nietrudno domyślić, demoralizacja w krainie pieczonych gołąbków postępowała wcale szybko. W latach 80. doszło na przykład do tego, że każdego dnia co piąty pracujący Szwed był nieobecny w pracy z bliżej nie określonych powodów zdrowotnych! To też okazało się nie do utrzymania w otwartej, konkurencyjnej gospodarce. Wprowadzono więc przepis, że ubezpieczenia społeczne płacą "chorobowe" dopiero od trzeciego dnia nieobecności. W ciągu kilku miesięcy absencja zmniejszyła się ponad dwa razy! Mimo reform ograniczających skalę rozpasania Szwecja pozostała krajem bardzo wysokich podatków i przerośniętego państwa opiekuńczego. Dlatego ani dobrym firmom, ani dobrym fachowcom nie bardzo opłaca się pozostawać w Szwecji. Koszty pracy są relatywnie wysokie, a płace netto - niskie. Dlatego firmy głosują nogami. Ericsson przeniósł do Londynu pion finansowy firmy (reszta centrali pozostaje w Szwecji, na razie...). Wydaje się czasem, że każde miejsce jest lepsze dla Szwedów niż ich własny kraj, zważywszy na odbywający się tam drenaż kieszeni. Kiedy fińska Merita połączyła się ze szwedzkim Nordbanken, główną siedzibą nowej firmy stały się Helsinki, położone przecież jeszcze dalej od centrów zachodnioeuropejskiego biznesu.
Zresztą nogami głosują także fachowcy, nie czekając, aż zrobi to ich firma. Emigruje co czwarty szwedzki absolwent studiów politechnicznych. Co gorsze dla amatorów państwa opiekuńczego, firmy wyprowadzają ze Szwecji produkcję nie tylko z powodu wysokich kosztów, ale także z powodu niskiej jakości. Takie było na przykład uzasadnienie przeniesienia do Polski produkcji poduszek powietrznych przez ich szwedzkiego wytwórcę. Jak widać, nawet tradycyjnie silna luterańska etyka pracy zaczyna przegrywać w walce o rząd dusz z demoralizującym wpływem szwedzkiego państwa opiekuńczego. Druga szwedka zaczęła wykazywać objawy postępującego próchnienia na przełomie lat 80. i 90. Szwedzi byli bardzo dumni ze swej ideologii pomocy tzw. postępowym krajom Trzeciego Świata. Ich interesy nie były - jak sowieckie - imperialistyczne, lecz raczej ideologiczne. Rozumieli dosłownie internacjonalistyczne hasła wzywające proletariuszy do łączenia się. Mając wśród swoich ideologów Gunnara Myrdala, jednego z twórców tzw. development economics, ostro forsowali pomoc dla ideologicznie "słusznych" rządów, wierzących w zbawczą moc planów rozwoju i w ogóle w gospodarkę sterowaną z centrum.
Pominę znane nonsensy pomocy w postaci lodówek dla ludności i maszyn dla producentów w krajach, gdzie ani jedne, ani drugie nie mogły funkcjonować, bo... nie było elektryczności. Można wzruszyć ramionami i wspomnieć porzekadło o dobrych, ale głupich. Znacznie trudniej darować - zarówno z punktu widzenia ekonomii, jak i etyki - zajadłe forsowanie skazanych na klęskę socjalistycznych eksperymentów, jak utopia tanzańskiego socjalizmu wspólnotowego byłego prezydenta dyktatora Nyerere. I znowu pomijam wsparcie dla państwowego przemysłu, bo to były - można rzec - nonsensy dominujące od późnych lat 40. do wczesnych lat 80. Idzie mi o szwedzkie wsparcie dla pomysłów likwidacji wsi tanzańskich i tworzenia - w stylu Ceausescu - "nowoczesnych" wspólnot, czyli komun. W odróżnieniu od rumuńskiego dyktatora wspierany przez Szwedów tanzański dyktator wprowadzał początkowo swoje utopie po dobroci. Ale jak to u ideologów bywa, irytacja szybko wzięła górę i wieśniaków, którzy uciekali z tych oaz wspólnotowego dobrobytu do starych wiosek, zaczęto ciupasem odstawiać do komun, stare wioski palono, a wokół komun wystawiano straże. Ludzie jednak nadal uciekali, bo to, że liczą się wyłącznie potrzeby materialne, jest wymysłem lewicowych barbarzyńców zachodniej cywilizacji. Wolność liczy się tak samo - i dla polskiego ślusarza wybierającego niegdyś wolność na Zachodzie, i dla tanzańskiego wieśniaka uciekającego od przymusowego wspólnotowego postępu.
Mimo szczodrej szwedzkiej pomocy gospodarka Tanzanii najpierw powoli, a potem coraz szybciej chyliła się ku upadkowi. W drugiej połowie lat 80. trzeba było w warunkach kompletnej degrengolady komunowego rolnictwa i państwowego przemysłu odtrąbić odwrót od utopii. Nastąpiło to zresztą kilka lat później niż w wypadku interwencjonistycznej "ekonomiki rozwoju", którą rządy krajów Trzeciego Świata zaczęły porzucać pod wpływem doświadczeń azjatyckich tygrysów, przyznających znacznie większą rolę rynkowi i otwartej gospodarce.
Socjalistyczna ideologia ka-zała pomagać "postępowcom" w Trzecim Świecie i potępiać tych, którzy - wedle marksistowskich wierzeń - byli odpowiedzialni za biedę w krajach rozwijających się, czyli kapitalistów, kolonialistów i imperialistów (zachodnich oczywiście). To, że kraje, które nie włączyły się lub nie zostały włączone do systemu wymiany międzynarodowej, nie były bardziej rozwinięte gospodarczo, jakoś nie docierało do zaczadzonych lewicowymi utopiami umysłów szwedzkiej elity i - niestety - całych pokoleń tych, których zainfekowali tego rodzaju bezrefleksyjnymi ocenami źródeł bogactwa i nędzy narodów. Dlatego nawet w dzisiejszej Szwecji tak trudno znaleźć akceptację oczywistości, że kapitalizm i wolność są jedyną drogą ucieczki przed nędzą.
I tak dochodzimy do ostatniej ideologicznej szwedki, która zaczęła gwałtownie próchnieć po 11 września. Zionąca nienawiścią do kapitalizmu i Ameryki - jako upostaciowionego kapitalistycznego zła -  lewicowa elita znalazła się w schizofrenicznej sytuacji. Socjaldemokratyczny rząd szwedzki - jak wszystkie rządy Zachodu - jednoznacznie opowiedział się po stronie USA. A lewicowa elita, w której udział lumpenintelektualistów jest wyjątkowo liczny (pod tym względem Szwecja może się równać chyba tylko z Francją), nastawiona jest odwrotnie. Jan Myrdal, syn Gunnara - jak pisał korespondent "Rzeczpospolitej" ze Sztokholmu (w numerze z 13-14 października) - zapowiedział, że przyłączyłby się raczej do demonstrujących muzułmanów w Pakistanie. Myrdal - jak wielu innych zresztą - bronił także zabójców Pol Pota, którzy w imię obłąkanej komunistycznej utopii wymordowali ponad jedną trzecią ludności Kambodży (pod tym względem, licząc w procentach, wyprzedzili nawet Sowiety za Stalina i Chiny za Mao Tse-tunga!). Obawiam się, że przy takich wpływach lewicowej elity i poziomie indoktrynacji społecznej proces zmiany paradygmatu w warunkach zagrożonej cywilizacji będzie w Szwecji wolniejszy niż gdzie indziej (poza Francją). Niemniej presja realiów będzie rosnąć, choćby z tego powodu, że Skandynawia to raj dla terrorystów z całego świata, także z siatki bin Ladena ("Newsweek" z 4 listopada). To właśnie realia powodują, że próchnieją ideologiczne podpórki i - z większym lub mniejszym żalem - trzeba się z nimi rozstawać.

Jan Winiecki

Polowanie na rodzinę. (skróty)

"Niedościgłym wzorem państwa jest Szwecja, która praktykuje czysty socjalizm. Tuż za nią plasują się Chiny, będące mieszaniną socjalizmu i kapitalizmu." Tak sklasyfikował państwa koreański dyktator Kin Dzong II w rozmowie z Madelaine Albright, sekretarz stanu USA za prezydentury Clintona. Kim Dzong Ilowi mógł się zwłaszcza spodobać stosunek państwa do rodziny. Wiele szwedzkich ustaw wręcz stymuluje rozbijanie więzi rodzinnych i to na różnych poziomach: między współmałżonkami, między rodzicami a dziećmi oraz między wnukami a dziadkami.
W Szwecji rocznie zawieranych jest 38 tys małżeństw, a jednocześnie 31 tys par się rozwodzi. Trwałych jest zaledwie 18% małżeństw. 60% dzieci rodzi się w związkach pozamałżeńskich, a 20% jest wychowywana przez samotnych rodziców.
W 1995 r szwedzki parlament zalegalizował też pary homoseksualne. Według danych zebranych przez Związek Uprawnienia Sexualnego, w tego typu związkach wychowuje się już około 40 tys dzieci. Będzie ich jednak znacznie więce, gdyż 3 czerwca 2005 przyjęto prawo, które zezwala dwóm kobietom na zapłodnienie in vitro - na koszt państwa. Elina Alberg ze szwedzkiej młodzieżówki Zielonych mówi otwarcie, że tradycyjna rodzina to już przeżytek, a przyszłością jest poligamia. Tradycyjną rodzinę zastępują tzw. plastikowe rodziny , czyli hybrydy powstałe po kilku małżeństwach i kilku rozwodach. Dziecko w takiej rodzinie ma np 4 mamy, 6 ojców, i liczne rodzeństwo, którego nie jest się w stanie doliczyć. Państwowe uczelnie finansują nawet badania, które mają wskazać pozytywne strony tego typu rozwiązań. Szwedzkie państwo przejęło niemal pełną niemal kontrolę nad wychowaniem dzeci. Wysokie podatki uniemożliwiająutrzymanie rodziny z jednej pensji , więc oboje rodzice muszą pracować, a dziecko cały dzień przebywa w państwowych instytucjach opieki. W szwedzkim prawie nie istnieje pojęcie władzy rodzicielskiej. Istnieje za to obowiązek opieki i odpowiedzialności za dziecko, który jest nałożony na równo na rodziców jak i na państwo, które poprzez swoje instytucje może kontrolować życie rodzinne, a nawet interweniować w nie. Centralną tegu typu placówką jest Głowny Zarząd Zdrowia i Opieki Społecznej. Rocznie odbiera on rodzicom 10-12 tys dzieci.
Mariannie Sigtrom GZZiOS odebrał 12-letniego synka Daniela. Oficjalnym powodem było to, że matka była "nadopiekuńcza" i "popełniała błedy w wychowaniu". Jej syn najpierw trafił do rodziny zastępczej, którą się okazała para narkomanów na odwyku, następnie zaś do samotnego alkoholika. Daniel był epileptykiem i gdy miał atak padaczki nowi "opiekunowie" nie wiedzieli jak mu pomóc. W rezultacie chłopiec zmarł. Matka, która wytoczyła państwu proces, przegrała we wszystkich instancjach i musi zapłacić państwu 1,5 mln koron kosztów sądowych. Pani Sigtorm mówi, że nazwanie Szwecji "państwem prawa" jest ponurym żartem. Prawa do wychowywania dzieci odbiera się nie tylko uczniom ale i nauczycielom. Aż o 8 klasy ucznoim nie wolno stawiać stopni, nie wolno ich zostawiać na 2 rok w tej samej klasie ani usunąć ze szkoły. Coraz częściej dochodzi do napaści na nauczycieli dokonywanych przez uczniów.
Szwedzkie państwo które w latach 60 XX wieku zastąpiło rodzinę , teraz nie jest w stanie wypełniać swoich opiekuńczych funkcji bo nie ma nato pieniędzy. Efektem jest zamykanie nie tylko świetlic i ognisk dla dzieci ale teższkół i przeszkoli. Coraz częściej dzieci pozbawione są opieki zarówno rodziny, jak i państwa.

Grzegorz Górny.

Raj na Ziemi? Czy raczej Piekło wcielone? Towarzyszu Mandragorze! Czy uzupełnił już Pan braki w s w o j e j wiedzy? Jeśli tak, to bardzo dobrze. A jeśli szuka Pam jeszcze jakiś informacji na temat "krajów Skandynawskich posiadających rozbudowany system socjalny, a jednocze¶nie przodujących we wszelkich rankingach" to chętnie służę pomocą.

Proszę na przyszłość nie oskarżać nikogo o niedouczenie, jeśli nie wie Pan, jaki jest czyjś faktyczny stan wiedzy.

Wielce Oburzony Pana Zachowaniem i Wielce Wdzięczny Za Przyznanie Mi Obywatelstwa oraz Wielce Oczekujący Na Pana Replikę W Powyższej Mierze

BAAL KATAN Received on Wed 21 Sep 2005 - 01:17:38 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:14 CET