Szlachectwo

From: Piotr_II_Grzegorz <ksiestwo.sarmacji_usunto_at_gmail.com>
Date: Sun, 14 Oct 2012 00:26:35 +0200


Lepki:
> Pytam tu bo słuszniej,
> Wysypały się na forum jakieś przysięgi szlacheckie, się
> składa że też
> otrzymałem wsie i tytuł chyba kawalera ( za co JKM
> serdecznie dziękuje
> oczywiście), ale przecież już jako obywatel jedną
> przysięgę składałem,
> to co teraz znowu mam przysięgać? Wiecie coś towarzysze?
>
> Katiuszyn Rewoluty Lepki

Zdjąłem obowiązek przysiąg szlacheckich z kilku powodów. Najbardziej praktyczny był taki, że obejmując tron, z uwagi na pewne niezobowiązujące deklaracje polityczne mojego poprzednika, roszczeniowo nastawiona opozycja kwazi*-demokratyczna (* - tu suchar lepszy niż od Kakulskiego) kwestionowała nie tyle legalność co legitymację mojej władzy. Uznałem, że wygodniej będzie nie wymagać jakiś typowych przejawów lojalności w okresie, w którym nie zdobędę faktycznej a nie tylko prawnej legitymacji, własną pracą i działaniami.

I choć głosy sprzeciwu ściszyły się, by mniej więcej wraz z wprowadzeniem Złotej Wolności, zamilknąć na zawsze, to do przysiąg szlacheckich nie powróciłem, bo poza tym, że były one niepraktyczne na bardzo chwiejnym początku panowania, to przemawiały za ich likwidacją także względy merytoryczne.

Pierwszy z nich to ten, o którym towarzysz pisze - a polega on w dużym skrócie, że przysięga szlachecka powiela przysięgę obywatelską, zatem nie ma potrzeby powtarzać przysięgi, bo jaki to ma sens. Słowo jest słowem i trzeba je dotrzymać albo (to w przypadku państwa dobrowolnego jest zrozumiałe, w szczególności gdy chodzi nie o nielojalność ale o nieaktywność) obywatelstwo przestać posiadać.

Co prawda utrata obywatelstwa nie pociąga za sobą utraty szlachectwa, ale wszelkie przywileje (poza ekonomicznymi) szlacheckie w przysługują obywatelom. Usypianie tytułu to tylko problemy natury informatycznej i biurokratycznej (potem przywracanie). Dodatkowo niech sobie ludzie ten tytuł posiadają. Obywatelstwo za nieaktywność tracą, bo tutaj musi być porządek i obywatelstwo pokazuje aktualną aktywną populację państwa - głupio byłoby mieć 15% w wyborach na przykład, to miałoby zły wydźwięk piarowy. Natomiast szlachectwo niech mają, bo jest za konkretne zasługi. Zawsze to może ułatwić decyzję o powrocie.

Druga argument jest taki, że przysięganie na ręce każdoczesnego władcy, za każdym razem przez ogół szlachty, przy koronacji jest może fajnym bajerem nawiązującym do epoki feudalnej, ale bliższa jest mi wizja monarchy jako uosobienia państwa jako tworu politycznego a nie przedmiotu własności patrymonialnej. To nie jest może aż tak, że jestem pierwszym urzędnikiem rzeczypospolitej, chociaż jestem głęboko przekonanym o mojej służebnej roli wobec społeczeństwa, ale jednak raczej chodzi o zasadę "umarł król, niech żyje król". Król/książę jest organem (konkretne głową) państwa. Książęta się zmieniają, ale państwo jest tożsame. Diuk z czasów PMK, markiz z czasów DŁ, czy hrabia z czasów MF - poczynili zasługi na rzecz tego samego państwa - nie ma zatem potrzeby odbierać im tytuł tylko dlatego, że uchybią (czasem nieświadomie) obowiązkowi złożenia przysięgi szlacheckiej...

Trzeci argument - i dla mnie najważniejszy, to jest to, że nie za bardzo lubię mieć ludzi nad sobą. Wkurza mnie to i nie lubię się temu poddawać. Jednocześnie nie mam jakiejś szczególnej ochoty być wyżej od innych. To znaczy akceptuję hierarchię urzędniczą i to zarówno pełniąc najwyższą godność, jak i gdybym go nie pełnił. Raczej chodzi o to, że wolę narrację wczesnego cesarstwa niż bizancjum i jakąś czołobitność. Pewien splendor okej, ale nie na tyle, żeby naruszyć godność poddanych. Z jednej strony są to poddani, z drugiej współobywatele którym książę winien jest szczególnej służby. W każdym razie nie wymagam tego, czego sam bym nie był gotów zrobić. Obecnie co prawda złożyłbym przysięgę nowemu księciu, ale gdy decyzja o zrezygnowaniu z przysiąg zapadała, akurat dla kilku osób, które deklarowały publicznie sprzeciw wobec monarchii pod moim panowaniem, to byłoby poniżające musieć się ukorzyć. Te osoby i tak się wystarczająco ukorzyły de facto akceptując moje panowanie.

Nie ma żadnego sensu poniżać innych. Ukorzenia, skruchy to można wymagać wobec banitów, którzy proszą o łaskę, chociaż Pawła Ciupaka ułaskawiłem na wniosek mandragora Pupki, wniosku samego banity nie było. A tak naprawdę, wobec unii wandejskiej wydawało to się naturalnie. Ale to dygresja na marginesie, bo Ciupak to szczególny przypadek i polityczny (bo zjednoczenie) i on jednak nie był przestępcą tylko wygnańcem politycznym (jako persona non grata - nieobywatel, mieszkaniec państwa trzeciego). Ale wracając do głównej myśli - więcej niż to jest konieczne nie ma sensu nikogo upokarzać i kwestia przysiąg miała taki kontekst.

Nagle - ludzie sami zaczęli te przysięgi składać, z własnej inicjatywy. Była taka akcja społeczna FLMu. Bardzo mnie cieszy taki obrót sprawy i fajnie by było by był to zwyczaj powszechny. Ale jak ktoś nie złoży, to się nic nie stanie, ani prawnie, ani faktycznie. Z pewnością takie dobrowolne przysięgi mają dla mnie większą wartość niż przymusowe no i mają większą wartość dla samego szlachcia - bo skoro chce złożyć to musi czuć taką potrzebę.

Przepraszam za przydługi wywód, ale chciałem wyjaśnić, a na LDMW jest jednak kilka osób, która akurat tych niuansów nie śledziła, bo działo się to w czasie rozłąki.

-- 
Piotr_II_Grzegorz

Wiadomość została dodana na Forum Centralnym w podforum Życie Wandystanu, w wątku Szlachectwo pod adresem http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=275&t=8643&p=85662#p85662.
Aby na nią odpowiedzieć, udaj się pod powyższy adres. Odpowiedź na LDMW nie dotrze do wszystkich potencjalnie zainteresowanych.
Received on Sat 13 Oct 2012 - 15:26:39 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:30 CET