Rozumiem Pański humanitarny gest i obronę godności mieszkańca czy tez petenta, pana Czekańskiego. Niemniej pozwolę sobie w dalszym ciągu bronić postawy władz Królestwa (których członkiem nie jestem). Otóż: 1. Pan Czekański chce umorzenia części kredytu, czyli nie wykonuje to swoich praw obyweatela czy mieszkanca, lecz PROSI o cos, czego nikt nie ma obowiązku mu udzielić, bo przeciez dlugi nalezy splacac. 2. Zwraca się z tym niewłaściwie ogolnie na listę, choć dobrze wie, kto jest w Scholandii ministrem finsnow, jako ze z ministrem tym prowadzil wielokrotnie negocjacje, ponadto jako uczestnik listy w ostatnich dniach miał okazje dowiedziec sie dokladnie o skladzie rządu. 3. Na stronie www Scholandii podane są WSZYSTKIE adresy ministerstw i innych urzędów, a dostac sie do nich jest dziecinnie latwo. Zreszta pan Czekanski, jako nadzwyczaj doswiadczony bywalec panstw wirtualnych takich problemow na pewno nie ma. dowodzi zreszta tego jego historia pobytu wsrod nas - zawsze umial znalezc np. drogę do sądu, gdzie aż roilo sie swego czasu od jego pozwow, a i teraz nie jestem pewien, czy jakiegos tam nie ma. 4. Staramy sie być symulacja panstwa realnego, to znaczy dzialac tak jak ono,. To nie oznacza chęci powielania NIEPOTRZEBNEJ biurokracji, niemniej chcemy, by nasze organy dzialaly jak realne, czyli by istniala formalna droga urzedowa, jak to jest zreszta np w Dreamlandzie. A droga formalna oznacza zlozenie wniosku w odpowiednim urzedzie, a nie publiczne ujawnianie swoich postulatow, wnioskow i prosb na liscie (czyli na ulicy lub , jak kto woli, w prasie). Dlatego to obowiazkiem obywatela jest znalezienie odpowiedniego adresu (co panstwo mu maksymalnie ulatwia przez spis WSZYSTKICH adresow bezposrednio na stronie glownej) i zwrocenie sie do odpowiedniego organu w swojej sprawie.
Dlatego 5: Jestem przekonany, ze Pan Czekański po prostu chce zrobic troche halasu wokol wlasnej firmy lub osoby, a robi to w sposob nieco populistyczny, domagając sie publicznie (!) umorzenia częsci kredytu. Takiego umorzenia jak dotąd w Scholandii NIE BYŁO, byly tylko o tym rozmowy i propozycje.
A teraz parę konkretow:
Z: I zauważyłem że nie traktujecie go zbyt przyjaźnie.
Traktuje sie go poprawnie, a przyjazn nie nalezy do naszych obowiazkow, czyz nie tak? Zeby o tym rozstrzygac, czy jest to wlasciwe traktowanie (mowie nie o podejsciu do wniosku lecz o owej "przyjaźni") trzeba byłoby znac historie naszych wzajemnych odniesien, a jest kilka spraw, krtórych w Scholandii wielu Panu Czekanskiemu tak szybko nie zapomni. Wiec dlaczgo mamy sie ściskac i calowac?
Pan Czekański napisał że scholandscy(przepraszam za ewentualną złą odmianę) urzędnicy traktują mieszkańców jak petentów.
Otóż osoba wchodząca do urzedu jako wnioskodawca zawsze nazywa sie petentem. Tak podaje slownik jezyka polskiego: (Zgółkowa)! Petenci zas traktowani mogą być nawet bardzo przyjaznie (albo i nie), najwazniejsze jest, czy ich sprawa zostanie skutecznie zalatwiona. To jest chyba ideal stosunku: urzednik-petent.
Nie wiem czy to
norma, czy tak sie zachowujecie tylko względem pana Czekańskiego, ale
jestem zdania że takie traktowanie obywatela jest szkodliwe dla
wirtualnego państwa.
Takie zachowanie (traktowanie petenta jak petenta, czyli formalna uprzejmosc) jest normalne. I nie inne jest w Pańskiej wirtualnej ojczyznie. Mnie także przez ponad miesiac nie zalozono tam konta (nawet jako ambasadorowi zaprzyjaznionego kraju), i nawet mi do glowy nie przyszlo publicznie o tym oglaszac na liscie dyskusyjnej. Po prostu pisalemn do roznych urzedow i organow oficjalnych, i w koncu dobilem sie spelnienia swoich wnioskow.
Traktując mieszkańca jak petenta zniechęca się go do wirtualnego państwa.
Nie sądzę. Traktujac mieszkanca jak kompetentny urzednik traktuje petenta, zalatwia sie jego sprawe. W kraju zas wirtualnym dodatkowo uczy sie moze wielu mieszkancow, jak maja zalatwiac swoje wnioski jako obywatele realnego panstwa. Scholandia powstala jako symulacja o charakterze rowniez edukacyjnym i to ma swoją wartość.
Drugą sprawą jest wnioski do ministra powinny iść prywatną drogą. Na tym polega netykieta w wirtualnych państwach. Według mnie jest dopuszczalne naciąganie tej zasady gdy na liście jest cisza. Ale o ciszy na waszej liście dyskusyjnej nie ma mowy.
No wlasnie. Zatem nasze urzedy maja w 100% racje, gdy żądają by sprawy do nich kierowac bezposrednio, a nie na liste. Wnioskow, zglaszanaych na ulicy albo via gazeta zaden urzednik w zadnym kraju nie przyjmie. I bedzie mial racje. Po to ma biuro i oficjalny adres, by tam kierowac wnioski odnosnie spraw, leżących w jego kompetencji.
Krótko mówiąc jestem zdania że pan Czekański popełnił błąd, ale kara za ten błąd był niewspółmierny do wyrządzonych krzywd.
A jakaż to kara spotkała Pana Czekanskiego? Ze po raz kolejny pouczono go (uprzejmie zreszta, nikt nikogo zle nie traktowal), jak sie zalatwia sprawy? Moge Pana zapewnic, ze poprzednie tlumaczenie na tej liscie tej samej osobie trybu zalatwiania spraw urzedowych nie przynioslo efektu.
Z powazaniem
Filip von Schwaben
Received on Tue 11 Nov 2003 - 07:15:25 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:35 CET