HAHA
Gratuluję odcinka.
- Original Message -----
From: WCWI
To: scholandia_xo_pl_usunto_at_yahoogroups.com
Sent: Friday, October 10, 2003 8:52 PM
Subject: [scholandia_xo_pl] Kariera i upadek Markgrafa de Belli, odcinek 9
Zapraszam do lektury jakże aktualnego odcinka naszej powieści. tym razem akcja rozgrywa się za oceanem. Niemniej dotyczy ona w całej rozciągłości Scholandii.
Oczywiscie, wszelkie fakty są zupełnie fikcyjne! :-)))
FvS
**
Wielki przedsiębiorca Cocacolatl zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Grodzisku czym prędzej pobieżał do czekającej na niego limuzyny z herbami Kanclerza. Miał umówione spotkanie ze swoim tajnym wspólnikiem i nie mógł się spóźnić. Markiz Czekański, który właśnie powrócił ze swego urlopu w Scholopolis, musiał nadrobić letnie miesiące. Knuł więc teraz tak wiele intryg naraz, że nie miał zbyt wiele czasu nawet dla swojego najwierniejszego sojusznika, faceta od mokrej roboty i trojańskiego konia w jednej osobie. Niemniej z takimi wiadomościami przyjmował go chętnie. Już wiedział o wielkim sukcesie w Dreamlandzie, opanowaniu Banku i Giełdy przez Lożę. Teraz musiał jeszcze naradzić się z Cocacolatlem, jak wykorzystać zniknięcie Markgrafa de Belli w Scholandii. Coca po przyjeździe do rezydencji spiesznym krokiem skierował swoje kroki prosto do gabinetu Kanclerza. Był tu stałym gościem i czuł się jak w domu.
- Witaj, Coca - Kanclerz wyszedł zza biurka i z dubeltówki uściskał swojego najlepszego agenta wpływu.
- Dobrze już, obu nam spieszno, co robimy z tym scholopolskim vacatem? - odpowiedział chłodny, jak zawsze Cocacolatl
- Myślałem nad tym, możliwości mamy kilka: Albo uruchomimy jednego z naszych uśpionych agentów, który nagle złoży wspaniałe referencje zgłosi swoją kandydaturę do ministerstwa, albo puścimy sprawy ich naturalnemu biegowi i wykorzystamy brak doświadczenia jego następcy, kimkolwiek on będzie, podczas rozmów o wymianie walut, albo...
- ...po prostu uruchomimy plan "I"- uśmiechnął się złowieszczo Cocacolatl.
- Skąd wiesz, że na to stawiam? - zapytał Kanclerz, świdrując swojego agenta wzrokiem. Ten Cocacolatl był trochę za sprytny, jak na jego gust. Kanclerz, znany z tego, że w obawie o swoją pozycję w Sarmacji zawsze wycinał wszystko, co się wyróżnia, nieco powyżej korzeni, zapamiętał sobie, że trzeba będzie bliżej przyjrzeć się kontaktom pana C. To przenikliwy człowiek i mógłby się spodobać Księciu - przemknęło mu przez myśl.
- To logiczne. Teraz, gdy Belli nie będzie nam patrzył na ręce, gdy nie ma nikogo, kto potrafiłby wyliczyć wszystkie przepływy pieniężne i wykryć machinacje w tle, czas na Wielką Infiltrację scholandzkiej gospodarki. Teraz możemy tam śmiało wchodzić i rozpocząć naszą wielką akcję niszczenia rywala.
- Masz rację - Kanclerz nie przestawał taksować wzrokiem Cocacolatla, tak składnie wyjaśniającego mu jego własne plany. Mamy już 5 oficjalnych swoich ludzi i drugie tyle uśpionych agentów. Dotąd dostarczali tylko scholandzką walutę, teraz można ich użyć jako podstawionych figurantów do zakładania firm, potem...
- ...a potem obniżyć ceny do poziomu dumpingu, poczekać, aż ich prywaciarze wykrwawią się w nierównej konkurencji, opanować kolejne segmenty ich rynku i w którymś momencie pozamykać interesy i spowodować krach gospodarczy, z którego się nie podniosą.
- Tak, już chyba pora na realizację planu I - stwierdził krótko Kanclerz. Podszedł do ściany, gdzie od miesięcy już wisiał wielki plan strukturalny scholandzkiej gospodarki z zaznaczonymi czerwonymi kółkami. Kółka te wyznaczały miejsca, w których miały zagnieździć się sarmackie firmy. Najwięcej ich było w sektorze handlu żywnością, najbardziej strategicznej dziedzinie każdej wirtualnej ekonomiki.
- Właśnie rejestruję moją żydowską restaurację w Scholandii - Kanclerz zwrócił się do Cocacolatla, a jaką działkę ty sobie wybierasz?
- Postanowiłem uaktywnić dawno już istniejącą filię mojego "Kaszana for ever". Oczywiście po zakończeniu akcji liczę na zwrot wszelkich kosztów - Coca pytająco popatrzył na Kanclerza.
- Nie ma obaw. Na tajnym koncie są już dwa tryliony libertów - uśmiechnął się Kanclerz - gwizdnąłem je Księciu spod nosa, gdy zlecał dodruk kolejnych 30 trylionów w Banku Sarmackim - tryumfująco spojrzał na pana C. Książę Sarmacji oczywiście o niczym nie wiedział, ale to było już publiczną tajemnicą w Urzędzie Kanclerskim, że mówiło mu się i pisało jedynie o bzdurach, prawdziwe plany zachowując dla siebie. Czekański od miesięcy zasypywał swego suwerena mailami, logami z nic nie znaczących rozmów, lipnymi raportami. Prawdziwe centrum władzy od dawna już znajdowało się tu na tym biurku, pod wielkim portretem Bismarcka.
- O nie, drogi Markizie - kwaśno uśmiechnął się Cocacolatl - Liberty niech już będą dla chciwych i naiwnych figurantów w Scholandii. - Obaj wiemy, jaką wartość ma nasza waluta, sam kupowałem w Leblandii nową maszynę do druku banknotów. Ja chcę realnego zadośćuczynienia!
- Dobrze już, myślałem, że tak będzie - odparł Kanclerz. Mam tu dla ciebie indywidualny plan rekompensaty - wyciągnął z szuflady kartkę z serią zapisków w punktach. Cocacolatl przebiegł wzrokiem podany mu papier: Pałac Mirtha w Grodzisku, wszystkie firmy Bazińskiego (który będzie wygnany, bo już się Kanclerzowi wydaje podejrzany), sześć parcel w Gelonii i dziedziczny tytuł hrabiego i utrzymanie na pensji państwowej w okresie emerytalnym. Był tam nawet pogrzeb na koszt państwa i marmurowy grobowiec. Czekański był pedantyczny.
- Może być? - spytał zadowolony z siebie Kanclerz
- Ok, ale ten twój tytuł możesz sobie schować, albo daj jakiejś swojej kreaturze - zadrwił Cocacolatl. Jego interesowały tylko pieniądze.- grzebcie sobie państwowych żebraków, mnie dołóż ze dwie parcele koło lotniska i możecie moje ciało po śmierci wrzucić nawet do stawu. Albo wykupię piękną ceremonię W Kościele Scholandzkim, to będzie ostatni zarobek Jego Szwabskiej Wysokości - Cocacolatl odłożył kanclerskie obietnice na biurko.
- Zatem wszystko jasne, kupiłem ci bilet do Scholopolis. Jutro na placu Gutenberga czeka tam na ciebie nasz emisariusz z wyłudzonym i wyzbieranym tysiącem arminów. Znaki rozpoznawcze i hasło jak zwykle. I bierz się szybko do dzieła. - Kanclerz wyciągnął rękę, by pożegnać swego gościa.
Po wyjściu Cocacolatla Robert Janusz Otto Czekański podszedł do swojego ściennego planu. Zatarł ręce i zakreślił jeden z sarmackich lokali na liście. Jego pracowite wakacje w Scholopolis zaczynają oto przynosić plony. Jeszcze za pięćset lat w podręcznikach historii wirtualnego świata klasycy będą analizować genialny plan, za pomocą którego Żelazny Kanclerz Dwa doprowadzi oto do dominacji Sarmacji i ruiny jej rywali.
Yahoo! Groups Sponsor
ADVERTISEMENT
To unsubscribe from this group, send an email to:
scholandia_xo_pl-unsubscribe_usunto_at_yahoogroups.com
Your use of Yahoo! Groups is subject to the Yahoo! Terms of Service.
Received on Fri 10 Oct 2003 - 12:13:12 CEST