Ksiazka odcinek 6 !!!

From: WCWI <wcwi_usunto_at_icpnet.pl>
Date: Wed, 24 Sep 2003 12:30:37 +0200

Oto kolejny odcinek naszej ksiazki, ukazujacy tajemne fobie i strachy Premiera Kanikova.
Autorem odcinka jest Konrad von Staufen. Prosze jedna nie oczekiwac, ze kolejne będą sie ukazywaly w takim tempie! To był przypadek:-)
FvS

**

Niezwyczajna ciemność panowała tego ranka w sali balowej Zamku Królewskiego w Scholopolis. JKM Armin Frederik był tego poranka niewyspany i wyraźnie zdradzał oznaki zmęczenia. Szybkim krokiem podszedł do małego stolika, który stał przy oknie. Codziennie rano pił kieliszek najlepszego ardeńskiego likieru z maracuji. Uwielbiał jego kolor i zapach... Mógłby jeszcze długo delektować się jego smakiem, gdyby nie nagłe wejście lokaja. Jego głos przeszył głuchą cisze panującą w sali.

Otworzyły się główne drzwi i wszedł nimi zapowiedziany Premier. Już u wejścia skłonił się ceremonialnie. Pomimo energicznego wejścia i dziarskiego kroku, na jego twarzy można było ujrzeć ślad niezdecydowania i niepokoju. Rzadko bywał na Zamku, ale ilekroć to robił zawsze miał przy tej okazji powodu nieprzyjemności. Ten budynek przerażał go już na wejściu, rozmowy tutaj były najcięższymi chwilami w jego pracy a twarz Króla śniła mu się potem po nocach. Nie warto owijać w bawełnę: Kanik Króla się bał. Po rozmowach z nim wychodził taki mały, jakby nie był premierem potężnego państwa, ale skarconym przez surowego nauczyciela uczniakiem podstawówki.

JKM stał tyłem do niego oglądając stara mapę królestwa. Nagle gwałtownie odwrócił się. Z jego oblicza biło dostojeństwo i równocześnie niezadowolenie. Premier na ten widok niechcąco zrobił gest, jakby chciał postawić krok w tył, jakby chciał uchronić się przed atakiem...

Zaczęło się kolejne kazanie, pomyślał Kanikov

    Szybkimi krokami Kanikov zaczął zbliżać się do drzwi, gdy nagle zatrzymało go ostatnie pytanie władcy.

Tak, tego się też można było spodziewać. Król nie cierpiał alkoholików, choć sam doceniał szlachetne trunki. Ale miał słabość do Nadina, jednego ze współtwórców potęgi Scholandii. Jakkolwiek by to nie brzmiało, jaka by nie była różnica pozycji i urodzenia, można było wielokrotnie zauważyć, że Król odczuwał w stosunku do niego coś w rodzaju przyjacielskiej lojalności. Kanikov mu tego zazdrościł. Nawet teraz, gdy Nadin jest w dołku, Król nie pozwoli mu upaść - to było widać. Teraz będzie aplikował mu wstrząsową terapię jego Kanikova rękami!

Tylko ktoś, kto oglądał takie sceny na Zamku mógł mieć pojecie, jaka jest prawdziwa skala wpływów Korony na politykę Scholandii. Insiderzy wiedzieli, że wszechmocny według konstytucji Premier Kanikov będzie się bał ruszyć palcem, jeśli to nie spodoba się na Zamku. Król cieszył się olbrzymim autorytetem, i choć nie dawał nigdy odczuć tego publicznie, potrafił się tym znakomicie posługiwać. I Kanikov dobrze to wiedział. Teraz jednak mógł bezpiecznie opuścić pałac i udać się na upragnioną pośniadaniową sjestę. Ostatnio dużo chorował i chyba należały mu się te dodatkowe godziny snu ...

 Jednakże, gdy tylko zamknęły się za nim drzwi Sali, usłyszał za sobą dobrze znany, trochę zachrypnięty głos.

    "Nie ma innego wyjścia - pomyślał Kanikov - Nadin musi zniknąć.... Ale co na to Król? Jeśli odkryje mój udział w tym, jestem skończony"

Premier poczuł się jak zwierzę w matni. A wybory już za miesiąc... Received on Wed 24 Sep 2003 - 03:30:46 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:35 CET