Re: [scholandia_xo_pl] Książka odcinek 5

From: Piotr Kalmus <p.kalmus_usunto_at_wsisiz.edu.pl>
Date: Tue, 23 Sep 2003 19:11:42 +0200


Ja nie chciałem Cię zabić tylko wyłudzić kasę:) ----- Original Message -----
From: "Nadin de Belli" <mailesb_usunto_at_o2.pl> To: <scholandia_xo_pl_usunto_at_yahoogroups.com> Sent: Tuesday, September 23, 2003 7:02 PM Subject: Re: [scholandia_xo_pl] Książka odcinek 5

Co za życie........ wszyscy chcą mnie zabić :) W dodatku Pan Strudziński mnie
nie lubi :(
 ps. A kim jest ów tajemniczy Regan miał mnie zabić?? może bym go mógł poznać?? gg:660103

--
Nadin de Belli


> Witam , oto piaty odcinek. Niecne knowania Ministra de Belli pokrzyżyje
tym
> razem dzielny aptekarz, broniacy wlasnych interesów.
> Autorem jest (a któżby inny:-) pan Piotr Kalmus
>
> **
>
> Strudolf, dowiedziawszy się o zamachu poczuł się niepewnie. Czyżby
wynajęte
> przez niego lumpy okazały się zbyt pracowite? Możliwym było, że chcąc
> przypodobać się swojemu chlebodawcy i licząc na lepszą pensję dokonali tej
> zbrodni. Widocznie nie wiedzą, jakim ich przełożony jest dusigroszem, i że
> ewentualna podwyżka nie wchodzi w grę. Nawet za wysadzenie zamku!
>
> Teraz dla marszałka sprawą najważniejszą stało się oczyszczenie z
zarzutów.
> Wszyscy wiedzą, że nie darzy on de Bellego sympatią i na pewno jest na
> liście podejrzanych o próbę zamachu. Rozważając wszelkie możliwości,
uznał,
> że najlepiej wykonać jakiś spektakularny gest przyjaźni. Zdecydował, że
> odwiedzi "kolegę" w szpitalu.
>
> Traf chciał, że akurat znajdował się w pobliżu. W chwili podania
wiadomości
> o zamachu blokował razem z kolegami farmerami za pomocą traktorów pobliską
> ulicę. Był to protest przeciw zaleganiu ich ofert na scholandzkim
Bazarze.
> Przed wejściem do rządowego szpitala udał się do kwiaciarni. Wprawdzie
> kwiaty były w niej troszkę drogie, ale co tam, najwyżej potrąci troszkę
> lumpom. Niech drą się godzinę krócej następnym razem.
>
> Wszedł do sali Nadina.
> -Przyjacielu, jakie nieszczęście Cię spotkało, na pocieszenie
przyniosłem..
>
> Nadin krzyknął:
>
> -Ratunku on ma sztylet w bukiecie, ochrona! Chce mnie znów zabić. To on!
> Poznaję go po tym młodzieńczym wąsie!!
>
> - Ale.. Hmm.... eeee.
>
> Do sali wbiegło dwóch drabów. Strudolf zobaczył po ich minach
że
> nie uratuje go parlamentarny immunitet. To były typy spod ciemnej gwiazdy,
> których Minister używał na co dzień do wykopywania zwłok na cmentarzu, aby
> ograbiać martwe dusze z ostatnich zaskórniaków. Przerażony Marszałek
rzucił
> bukiet i drugimi drzwiami, przez dyżurkę pielęgniarek, uciekł z budynku.
> Wsiadł na swój traktor, i ruszył z kopyta, przez co zyskał trochę na
> czasie. SSB miała jednak samochody dyżurne pod lecznicą, które na
polecenie
> Nadina z komórki natychmiast ruszyły w pościg. Szczęśliwie dla Marszałka
> pomogli mu jego koledzy z blokady. Wysypali zboże pod auta ścigających. Co
> tam. I tak spichlerze pękają w szwach. Jeden z policjantów (poruszający
> się na koniu), poradził sobie jednak z przeciwnościami i kontynuował
> pościg. Strudolf, mimo iż nie lubi sportu, i nigdy nie celował, odwrócił
> się i sięgnął za siebie na przyczepę, niczym Jan Żelezny wziął z fury
> ziemniaka i celnym rzutem w głowę powalił swojego prześladowcę.
>
>
>
> Nadin de Beli był szczęśliwy z obrotu wypadków. Taka okazja!
> Strudolf we własnej osobie, pragnący dobić przeciwnika! To byłby tytuł dla
> mediów! Dowód spisku! Znów pudło. Ale zaraz! Ten bukiet.... bukiecik się
> spreparuje! Jego draby nie takie rzeczy umiały. W końcu ściągnął paru z
> nich wprost z Sarmacji, gdzie na zlecenie komunistów zajmowali się
> fałszowaniem depesz, logów i maili, okradaniem kont bankowych i
> preparowaniem fałszywych oskarżeń. Tym razem trochę techniki... włożą małą
> bombkę między łodygi i w ten sposób unieszkodliwi się Strudolfa.
Oczywiście
> w ramach odszkodowania minister otrzyma cały majątek Marszałka. Nadin
> radośnie się uśmiechnął i pociągnął z ukrytej pod poduszką piersiówki.
> Pokrzepiony i pełen nowych idei postanowił natychmiast wyjść ze szpitala.
> Komedia skończona! Nie warto już tracić czasu, i tak za chwila pojawią się
> nowe, wstrząsające komunikaty o Marszałku-zabójcy! Kto w takiej sytuacji
> będzie jeszcze pytał, jak bardzo ranny był Markgraf? Jego misterny plan
> powoli zaczynał się realizować. Minister lekkim gestem przykazał
> ochroniarzom, by śledzili go z daleka.
>
> Przeszedł spacerując pobliskimi alejami. Idąc bawił się
> rozkoszną myślą o upadku Strudolfa i już przeliczał jego aktywa (miał je
> wszystkie w pamięci, jego ulubioną rozrywką było nieustanne kontrolowanie
> kont bankowych wszystkich liczących się obywateli). Ale i w takiej chwili
> nie dane mu było zaznać spokoju. Jakby wszystkich wydarzeń było na dziś
> mało, nagle z krzaka wychynęła gibka, młodzieńcza postać. Piotr Kalmus,
> aptekarz, skandalista od mokrych podkoszulków, i niedoszły mistrz
> Scholandii w skoku o tyczce, wreszcie poczuł, że ma swój dzień. Jego
> wielodniowe polowanie na Bellego, cierpliwe czaty pod ministerstwem,
> nieprzespane wieczory pod knajpą "Pasibrzuch" wreszcie zdawały się iść ku
> końcowi. Kalmus podszedł do zaskoczonego ministra ze strażacką siekierką w
> ręku:
>
> -Dzień dobry, widzę, że pana głowa boli. Zapraszam NIEZWŁOCZNIE do mojej
> apteki. Lekarstwa na pewno panu pomogą. Sprzedam Panu od razu dwie tony
> najnowszych pastylek wytrzeźwieniowych, za pięć tysięcy arminów, płatne
> czekiem! Ponadto, jeśli da mi pan na piśmie obietnicę poparcia w
> parlamencie wniosku o zniesieniu podatków dla sektora zdrowotnego, jestem
> skłonny dać panu 0,005% zniżki.
>
> Przy tych słowach niedwuznacznie pociągnął palcem po ostrzu siekierki.
>
> Belli poszarzał. Nerwowo rozejrzał się wokoło: "Gdzie moje draby?" -
> błyskawicą przemknęło mu przez mózg, że po raz kolejny ochroniarze go
> opuścili. Wszystko przez tą "Pornolandię". Ile razy trasa wypadała obok
> erotycznej wystawy na rogu Parkowej, jego zbóje nie mogli się powstrzymać
i
> oglądali plakatowe lolitki. Już kilkakroć zgubili przez to swego
pryncypała
> Ale czasu na myślenie nie było. Zdesperowany aptekarz coraz wyraźniej
> przymierzał swą siekierkę do jego szyi. Belli musiał powiedzieć cokolwiek:
>
> -Akurat nie wziąłem z sobą książeczki czekowej. Ale mogę przyjść do pana
> za godzinę.
>
> Kalmus roześmiał się w sposób, który nic dobrego nie wróżył. Ostrze
> siekierki musnęło brodę ministra.
>
> -Tak długo nie chce mi się czekać. Przecież pana zdrowie WYRAŹNIE jest
> zagrożone... musi pan coś łyknąć natychmiast!
>
> Ba dowód bardzo wielkiego zagrożenie zdrowia ministra siekierka lekko
> stuknęła o jego rudo zdobioną czaszkę.
>
> Belli, znany z obojętnego stosunku do wszelkich świętości, zaczął się w
> duszy modlić....
>
>
>
>
>
> To unsubscribe from this group, send an email to:
> scholandia_xo_pl-unsubscribe_usunto_at_yahoogroups.com
>
>
>
> Your use of Yahoo! Groups is subject to http://docs.yahoo.com/info/terms/
To unsubscribe from this group, send an email to: scholandia_xo_pl-unsubscribe_usunto_at_yahoogroups.com Your use of Yahoo! Groups is subject to http://docs.yahoo.com/info/terms/
Received on Tue 23 Sep 2003 - 10:12:06 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:35 CET