Autorem kolejnego odcinka naszej Powieści sensacyjnej jest Wojciech
Holenstein - zza grobu! Wprowadza on silny dreamlandzki wątek, poczytajmy!
" - Witam pana profesora - zaczął nieśmiało rozmowę ambasador Wiewióra.
Widać było, że to nie sama profesura wzbudzała jego szacunek. Gość nazwany
Profesorem musiał być kimś znacznie więcej.
- Arturze, bez zbytnich uprzejmości. Jesteśmy tu w końcu w interesach -
powiedział nieznajomy rozmówca, nerwowo kręcąc się po ciemnym pomieszczeniu.
Ambasada Dreamlandu po zmroku wyglądała ponuro. Znajdowała się ona w dawno
nie remontowanym budynku, pamiętającym jeszcze czasy "Wielkiego Desantu".
- Bardzo się cieszę, że wreszcie mogliśmy się spotkać - zaczął
spotkanie ambasador - Pragnę Ci więc przedstawić zapowiedzianego rozmówcę.
Wasza Wysokość... zapraszamy!
Zza kotary wynurzyła się rosła postać duchownego, odzianego w purpurę.
Był to we własnej osobie Filip von Schwaben, młodszy brat Miłościwie
Panującego Króla Scholandii i ambasador Królestwa w Dreamlandzie. Jego
Królewska Wysokość przybył tu prosto z pierwszej płatnej (i przez to bardzo
uroczystej) Liturgii w swojej archikatedrze.
- Teraz jesteśmy w komplecie - kontynuował ośmielony Wewióra - Na
początku chciałbym poinformować Waszą Wysokość, że Rząd Dreamlandu bardzo
niepokoją ciągłe zawirowania na scenie politycznej Scholandii. Pragniemy
pomoc wam w unormowaniu tej sytuacji.
Do pokoju wszedł kamerdyner, wnosząc tacę z kieliszkami wybornego
elsynorskiego wina. Postawił ja na małym stoliku na środku stołu i wyszedł.
Pokój, w którym ambasador zorganizował spotkanie urządzony był klasycznie.
Po ścianami stały regały wypełnione literatura klasyczna i prawnicza. Na
środku pokoju stały trzy fotele i ława. Okna były zasłonięte zielonymi
zasłonami i jedynym źródłem światła była duża menora - 9-ramienny żydowski
(a może masoński?) świecznik.
Filip wypił duży łyk wina i opadł na fotel. Patrzył, słuchał i
zastanawiał się, jaki interes przywiódł tu tego człowieka z dreamlandzkim
akcentem, do którego z taką czołobitnością odnosił się Ambasador Dreamlandu.
- Szczególnie niepokoją nas ciągłe wybryki Markgrafa de Belli i jego
częste alkoholowe eskapady. Przez jego alkoholowe ciągi Ministerstwo
Finansów do dziś nie było w stanie ustalić kursu przeliczania naszych walut,
na czym cierpi wymiana gospodarcza. Ufamy, ze panowie, jako wysoko
postawione osoby w Scholandii i jednocześnie przyjazne Dreamlandowi szybko
rozwiążą ten problem. Jesteśmy gotowi oferować za to wysokie wynagrodzenie
finansowe - "Profesor" był dość bezpośredni, z wielka pewnością siebie
przemawiał do Silnego Człowieka Scholandii i jej niedawnego Regenta. Kto za
nim stał? Chyba nie tylko Rząd Dreamlandu!
- Więc co mam zrobić? Usunąć Belli? To dałoby się zrobić! Ale nie za
darmo! Przysługa za przysługę. Pozbędziemy się de Belli, jeżeli wam na tym
zależy, ale za to chcemy usunięcia ze stanowiska szefa Waszego Banku -
Vilgefortza. Przeszkadza on nam dawno w naszych szemranych interesach, a i
prywatne konto Markiza na tym traci. Zgadzacie się?
- To prerogatywa Króla. Ale Król je mi z ręki - odparł Wewióra, po czym
wyszedł na chwilę do swojego gabinetu. Stamtąd szybko wykonał kilka
telefonów i podnieconym z radości głosem oświadczył:
- JKM eMBe wyraża na to zgodę - nalał sobie kolejny kieliszek wina.
- W takim razie wszystko ustalone - powiedział Profesor - do zobaczenia
za tydzień.
Patriarcha wziął komórkę, wezwał swój samochód i szybkim krokiem wyszedł z
Ambasady przez główne wejście. Nie musiał obawiać się szpiegów. Wszyscy
wiedzieli o jego zażyłych stosunkach z Ambasadorem. Jego Królewska Wysokość
uchodził bowiem, obok Premiera, za głównego poplecznika Dreamlandu w
Scholandii.
- Dobra! Zatem dobiliśmy dobrego targu. Ekscelencja zechce go ze mną
oblać? - Tajemniczy gość zwrócił się do Ambasadora, jakby już nie raz
oblewali wspólne interesy. Wewióra skinął głową. Czasem warto poświęcać
duszę abstynenta, w tej Scholandii wszyscy piją, poczynając od Zamku. Za
chwilę obaj panowie opuszczali budynek ambasady Dreamlandu Kiedy trzasnęła
za nimi żelazna bramka na tyłach ambasady, zaczęła się nowa rozmowa:
- Wojtku, jak mogliśmy się na to zgodzić - przerwał ciszę Wewióra -
Vilgefortz to dreamlandzki patriota!
- Nie denerwuj się - odpowiedział Wojtek - Loża chce jego upadku! Loża
kazała mi Tobie przekazać, że Vilgefortz już nie jest jej potrzebny.
- Jak to??
- Wiedzieliśmy już dawno, że i Filip ma swoje niejasne interesy w
naszych nieruchomościach. Gdy więc zaczną się w tym grzebać w Dreamlandzie,
dowiedzą się najwyżej, że eMBe usunął szefa Banku na jego żądanie. Najwyżej
ktoś pokrzyczy o scholandzkich machlojach. My tymczasem zrealizujemy nasz
Wielki Skok na Kasę!
- Racja, osiągnęliśmy wielkie rezultaty... Teraz trzeba świętować -
Markiz uśmiechnął się szeroko. W tym radosnym nastroju obaj zmierzali do
wykwintnej restauracji "U Pasibrzucha".
Knajpa ta posiadała ukrytą sale dla elit, za potrójne ceny, ale gwarantującą
anonimowość,. To tu obżerali się Jumper z Knoblem, tu upijał się do
nieprzytomności Nadin de Belli, gdy akurat nie miał okazji skosztować
specjałów zamkowych ani nie był u kochanki. Nikt z prostego ludu nie
odwiedzał tej obskurnej i zapuszczonej, lecz piekielnie drogiej speluny,
wiec można w niej było spokojnie porozmawiać. Przy drzwiach do sali dla
VIP-ów, zwanej popularnie Center Clubem stal ochroniarz. Groźnym głosem, na
dźwięk którego włos jeży się na głowie, zapytał obu gości:
- Hasło?
- Schwaben
- Na kogo zamówiony stolik?
- Na nazwisko: Wojciech Holenstein..." - odpowiedział Profesor.
Received on Mon 22 Sep 2003 - 11:54:36 CEST