Książka odcinek 4

From: WCWI <wcwi_usunto_at_icpnet.pl>
Date: Mon, 22 Sep 2003 20:54:43 +0200


Autorem kolejnego odcinka naszej Powieści sensacyjnej jest Wojciech Holenstein - zza grobu! Wprowadza on silny dreamlandzki wątek, poczytajmy!

" - Witam pana profesora - zaczął nieśmiało rozmowę ambasador Wiewióra. Widać było, że to nie sama profesura wzbudzała jego szacunek. Gość nazwany Profesorem musiał być kimś znacznie więcej.

    Zza kotary wynurzyła się rosła postać duchownego, odzianego w purpurę. Był to we własnej osobie Filip von Schwaben, młodszy brat Miłościwie Panującego Króla Scholandii i ambasador Królestwa w Dreamlandzie. Jego Królewska Wysokość przybył tu prosto z pierwszej płatnej (i przez to bardzo uroczystej) Liturgii w swojej archikatedrze.

    Do pokoju wszedł kamerdyner, wnosząc tacę z kieliszkami wybornego elsynorskiego wina. Postawił ja na małym stoliku na środku stołu i wyszedł. Pokój, w którym ambasador zorganizował spotkanie urządzony był klasycznie. Po ścianami stały regały wypełnione literatura klasyczna i prawnicza. Na środku pokoju stały trzy fotele i ława. Okna były zasłonięte zielonymi zasłonami i jedynym źródłem światła była duża menora - 9-ramienny żydowski (a może masoński?) świecznik.

    Filip wypił duży łyk wina i opadł na fotel. Patrzył, słuchał i zastanawiał się, jaki interes przywiódł tu tego człowieka z dreamlandzkim akcentem, do którego z taką czołobitnością odnosił się Ambasador Dreamlandu.

Patriarcha wziął komórkę, wezwał swój samochód i szybkim krokiem wyszedł z Ambasady przez główne wejście. Nie musiał obawiać się szpiegów. Wszyscy wiedzieli o jego zażyłych stosunkach z Ambasadorem. Jego Królewska Wysokość uchodził bowiem, obok Premiera, za głównego poplecznika Dreamlandu w Scholandii.

Knajpa ta posiadała ukrytą sale dla elit, za potrójne ceny, ale gwarantującą anonimowość,. To tu obżerali się Jumper z Knoblem, tu upijał się do nieprzytomności Nadin de Belli, gdy akurat nie miał okazji skosztować specjałów zamkowych ani nie był u kochanki. Nikt z prostego ludu nie odwiedzał tej obskurnej i zapuszczonej, lecz piekielnie drogiej speluny, wiec można w niej było spokojnie porozmawiać. Przy drzwiach do sali dla VIP-ów, zwanej popularnie Center Clubem stal ochroniarz. Groźnym głosem, na dźwięk którego włos jeży się na głowie, zapytał obu gości:

Received on Mon 22 Sep 2003 - 11:54:36 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:35 CET