Re: Re[2]: [scholandia_xo_pl] Kościół

From: WCWI <wcwi_usunto_at_icpnet.pl>
Date: Sun, 21 Sep 2003 12:41:47 +0200


Ewangelia przewija sie w cyklu trzyletnim, oj mało pan wie o kosciele! A co do aktualnosci, to interpretacja wlasnie tę aktualnosc tekstowi daje! Kazda interpretacja jest inna. Pokaze panu tekst, dobrze, to jedna z homilii w naszym Kosciele. I niech mi pan powie, czy do klasycznego tekstu nie jest to wspolczesna interpretacja?

ROZPOZNAĆ JEZUSA TO UJRZEĆ ŚWIAT NA NOWO
(do J 20, 1-18)

 "W pierwszy dzień tygodnia, wczesnym rankiem, kiedy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena przychodzi do grobu i widzi kamień odsunięty od grobu. Biegnie więc, przychodzi do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i mówi im: - Zabrali Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położyli. Wyszedł więc Piotr i ten drugi uczeń i szli do grobu. Obydwaj biegli razem, lecz ten drugi uczeń wyprzedził Piotra i pierwszy przybył do grobu. I nachyliwszy się widzi leżące płócienne taśmy. Nie wszedł jednak do środka. Przychodzi też Szymon Piotr, który biegł za nim. I wszedł do grobowca, i widzi leżące płócienne taśmy i chustę, która była na Jego głowie, leżąca nie razem z płóciennymi taśmami, ale osobno zwinięta na innym miejscu. Wtedy wyszedł też drugi uczeń, który był pierwszy przybył do grobowca. I zobaczył, i uwierzył. Jeszcze bowiem nie rozumieli Pisma (które mówi), że On ma powstać z martwych. Potem uczniowie odeszli do domu. A Maria stała na zewnątrz grobowca i płakała. Płacząc nachyliła się w stronę grobu. I widzi dwóch aniołów w bieli siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego przy głowie, a drugiego przy nogach. Mówią do niej: - Niewiasto, czemu płaczesz? Mówi im: - Pana mego zabrali i nie wiem gdzie Go położyli. Po tych słowach odwróciła się i ujrzała Jezusa, a nie wiedziała, że to jest Jezus. Mówi jej Jezus: - Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona sądząc, że to ogrodnik, mówi Mu: - Panie, jeśli to ty Go zabrałeś, powiedz mi, gdzieś Go położył, a ja Go wezmę. Mówi jej Jezus: - Mario! Ona odwróciwszy się mówi Mu po hebrajsku: - Rabbuni! - To znaczy: Nauczycielu. A Jezus jej mówi: - Nie zatrzymuj Mnie, bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca. Ale idź do moich braci i powiedz im, że wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mojego i Boga waszego. Przychodzi więc Maria Magdalena i oznajmia uczniom, że widziała Pana i to jej powiedział.

Najpierw znalazła pusty grób. To pierwszy fakt, z którego jeszcze nie wszystko wynika. Może ukradziono ciało? Może jego wrogowie chcieli je zbezcześcić? A może ktoś Go tak szanował, że postanowił Go pochować w innym miejscu? Idzie więc i mówi to, co wie: "zabrano Pana i nie wiem ..." o co chodzi. Kiedy ci inni, najbliżsi z najbliższych idą i przekonują się, kiedy kiełkuje w nich paschalna wiara, że przecież On miał powstać z martwych, ona stoi na zewnątrz i płacze. Opłakuje jeszcze ciągle Jego śmierć, czy może wzrusza się nad losami tego ciała, które nie może znaleźć spoczynku. Jeszcze w niej nic nie woła o nową wiarę, jeszcze dominuje żal i ból po stracie Mistrza. Dwóch obcych ludzi w bieli nie jest w stanie jej zdziwić, tyle już widziała przez ostatnie dni. Mocny jest ten ból, skoro nie rozpoznaje jego głosu. Może ma tak zapłakane oczy, że nawet patrząc nie poznaje Go i przemawia, jak do ogrodnika. A może patrzy wciąż w stronę grobu i widzi tylko grób, choć i pusty: grób jako nieodwołalny koniec, grób jako ostateczne pożegnanie. Jak tylu z nas, kiedy kogoś utracimy patrzy w złym kierunku, nie widzi ŻYWEGO Jezusa. Dopiero , gdy On zwraca się wprost do niej, woła ją po imieniu, rozpoznaje Go. I mówi wtedy tylko: "Mistrzu!" i chwyta Go tak mocno, że musi ją prosić, by Go puściła. Skoro już poznała, że to On, że żyje, nic jej już nie potrzeba. Wszystko wie, wszystko rozumie, we wszystko wierzy! Naprawdę? Ona już Go ma z powrotem, jest bez reszty szczęśliwa, reszta świata jej nie obchodzi. Ale On daje jej misję: Nie bądź samolubna! Nie zatrzymuj mnie tu, mam jeszcze coś do zrobienia! I ty nie możesz zatrzymać twojej radości tylko dla siebie: "Idź i powiedz moim braciom..." że wstępuje do Ojca mojego i waszego - że nadszedł dzień chwały i zwycięstwa, że teraz właśnie dokonało się paschalne przejście przez śmierć do nowego życia!

Idź, Mario i powiedz im to, co już sama wiesz: Że grób to nie koniec! Że łzy nie mogą przysłaniać wiary i nadziei! Że trzeba wierzyć Bogu na słowo! Że Pan żyje i zwyciężył! Że trzeba się Nim dzielić z innymi, bo wszyscy Go potrzebują!

           Maria biegnie więc i daje natychmiast świadectwo - najprostsze, a jakże przejmujące: widziałam Pana i to mi powiedział!

A ja?

Każdy z nas, kto kiedykolwiek spotkał Jezusa, MUSI umieć odwrócić się od każdego grobu i spojrzeć na życie i śmierć w nowym świetle. Nie mówię więc moim bliskim zmarłym: żegnaj, ale tylko: do zobaczenia! Śmierć nie jest definitywnym końcem, lecz nowym początkiem. Tak uczy i to gwarantuje żywy Jezus przy pustym grobie.

Muszę też nauczyć się Go poznawać. Wierzyć w to, że wielekroć w naszym życiu woła do mnie po imieniu. I wtedy muszę Mu uwierzyć. On jest obecny w tym świecie, w moim osobistym mikroświecie też. Mówi do mnie i oczekuje mojego zawierzenia, chce, bym powiedział do Niego: Nauczycielu! I jak Mistrza Go traktował.

Nie mogę zostawić Go tylko dla siebie, zatrzymywać mojej paschalnej radości. Muszę natychmiast i stale na nowo iść do braci i sióstr Jego i moich i mówić im: tak, widziałem Pana, tak, spotkałem Go, i TO mi dla mnie i dla was powiedział! Każdy ma to robić, nie tylko funkcjonariusze Kościołów i zawodowi katecheci - przecież to nie przypadek, że właśnie Maria z Magdali, kobieta i nie Apostoł dostała to pierwsze misyjne polecenie - dotyczy ono więc wszystkich, którzy Go spotkali.

A jest co głosić w ten wielkanocny poranek: przeżyliśmy przecież tej nocy największy zwrot ludzkiej historii. Na nowo ujrzeliśmy ten świat i własne życie. Pan przecież żyje i ileż z tego wynika dla mnie, dla nas i dla wszystkich ludzi!

"Oto dzień, który Pan uczynił - radujmy się w nim i weselmy!"

Wszystkim, którzy czują się zbawieni i kierują swoje kroki na Drogę Pana, wszystkim szukającym Go szczerze, wszystkim ludziom dobrej woli: Radosnych Świąt Wyzwolenia i podniesienia człowieka, życzy: Chrześcijański Kościół Scholandii

A teraz inny tekst tez z tej samej grupy:

WIZYTA
(do: Łk 10, 38-42)

        "Jezus przyszedł po drodze do pewnej wioski. Tam kobieta imieniem Marta przyjęła Go do swojego domu. Maiła ona siostrę, która miała na imię Maria. Ta usiadła u stóp Pana i przysłuchiwała się Jego słowom. Marta natomiast zajmowała się rozmaitymi posługami. W pewnej chwili przystanęła i powiedziała: Panie, czy Ciebie to nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą przy posługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. Pan zaś jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i zabiegasz o wiele, a jedno jest potrzebne. Maria wybrała dobrą cząstkę, która nie zostanie jej odebrana."

        Oto wchodzi Jezus do domu, w którym żyją dwie kobiety. Z gruntu różne. I zupełnie różnie reagują też na Jego wizytę.

        Dla jednej wizyta oznacza: bieganie, organizowanie, nakrywanie do stołu, kwiaty, ciastka, spiżarnia...

        Dla drugiej wizyta oznacza: usiąść, słuchać, opowiadać, być razem...
        Jak ocenić zachowanie tych obydwu kobiet? Jasne: I jedno i drugie
jest potrzebne, i to, i to jest ważne!
        Lecz zaskakująco dla nas: Jezus patrzy na to inaczej niż my, w końcu
rozsądni i doświadczeni już ludzie: na dość przecież już niegrzeczne, ale zupełnie słuszne pytanie Marty odpowiada On ... pochwałą Marii: ona wybrała tę dobrą (w niektórych tłumaczeniach Ewangelii nawet: tę lepszą) część, tę konieczną. Dlaczego tak właśnie?

        Dziś i dla nas zastanowienie się nad pytaniem: dlaczego tak? I odpowiedź na nie jest ważna, bo my sami jesteśmy Martą i Marią w jednej osobie! Te dwie siostry to dwie części naszego codziennego życia. Tak chętnie chcielibyśmy czasem odpocząć, spotkać innych, być razem, lecz wciąż na nowo samo życie nas rwie ku sobie, wymusza to i tamto, zajmuje... Po prostu nie udaje nam się usiąść i zamyślić, i nawet już zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, tak bardzo, że nawet już nie próbujemy tego zrobić.

        Jak to wygląda? Ano tak:
        Jemy śniadanie - i jednocześnie czytamy gazetę.
        Jedziemy samochodem - i słuchamy radia.
        Rozmawiamy - i oglądamy telewizję.
        Uczymy się - i słuchamy muzyki.
        Zasypiamy - i planujemy już następny dzień.
        Słuchamy naszych gości - i obsługujemy ich.

        Przestajemy już umieć się naturalnie zachowywać, a mianowicie
koncentrować się na tym, co istotne, na tym, co teraz, w tym momencie jest najważniejsze. Żyjemy szybko, robimy więcej, ale czy też lepiej? I czy jesteśmy z tym szczęśliwi? Czy my się w tym realizujemy? Jezus mówi, że Maria wybrała to, co dobre, lepsze. Nie to, co jedynie dobre, co w ogóle lepsze, nie!. To, co w tym momencie, teraz lepsze, nawet jedynie konieczne! Maria się nie rozdrabnia - ona wybiera jedno. Ona zbiera się wewnętrznie, koncentruje wokół jednego. I zyskuje nie tylko prawdziwe przeżycie, ale i pochwałę Mistrza.

        Takie są i nasze czasy, nie inne i nasze dylematy. Mamy problem z wewnętrznym spokojem i próbujemy sobie z tym poradzić. O pewnym autorytecie tych naszych czasów, mistrzu medytacji, który wielu ludziom potrafił pomóc znaleźć drogę do wewnętrznego uspokojenia, opowiada się, jak to został on zapytany, jak właściwie sobie tak świetnie radzi z zachowaniem spokoju w każdej sytuacji, jak on to robi, że wręcz tym spokojem promieniuje. Odpowiedział po prostu: "Gdy siedzę, to siedzę, gdy stoję, to stoję, gdy zaś idę, idę!" Wtedy pytający stwierdzili: "Nie, to nie może być to! Przecież my też tak się zachowujemy". "Nie, wy tak nie robicie! Gdy wy siedzicie, to już stoicie, gdy stoicie, to już idziecie, a gdy idziecie, to już jesteście u celu". Gdy się tak głębiej zastanowić, dochodzimy do wniosku, ze powiedział on to samo, co Jezus. Powiedział przecież: Sekret wewnętrznego spokoju i koncentracji, tajemnica udawania się, leży w tym, by czynić naraz tylko jedną rzecz, ale tę czynić całym sobą! I to nam właśnie Jezus mówi, chwaląc Marię:

        Bóg jest przecież Bogiem pokoju i harmonii, a nie Bogiem niepokoju i wszelkich roztargnień. I takimi chciałby nas mieć, takimi nas stworzył. Mówi nam to w wielu miejscach, najwyraźniej chyba słowami proroka: "Zatrzymajcie się, i poznajcie we mnie Boga". Tego chce od nas i teraz, chce do nas mówić, i być słyszanym. Mówić do nas i słyszeć nas, gdy On nas odwiedza, w naszej modlitwie i w lekturze Pisma w domu. Mówić i słyszeć, rozmawiać z nami, gdy na Liturgii my gromadzimy się wokół Niego, gdy mamy, choćby na chwilę w tym zabieganiu, "podnieść w górę serca, wznieść je do Pana", poświęcić się Jemu samemu, spotkaniu z Nim i Jego słowu do nas, złożyć Mu prawdziwą, głęboką w swym wewnętrznym wymiarze i skutkach wizytę. Ponieważ nas kocha, chce nas szczęśliwych i spełnionych także w codziennym życiu, uczy nas teraz, tym ewangelicznym tekstem, mówi: "Gdy śpisz, pozwól sobie na sen! Gdy pracujesz, bądź cały przy swojej pracy! Gdy z kimś rozmawiasz, bądź cały przy tym, z którym mówisz! Gdy odpoczywasz - ciesz się twoim odpoczynkiem! A gdy się modlisz - wtedy bądź całkiem przy Mnie!

        Jesteśmy i Martą, i Marią, więc nimi bądźmy, ale nie po połowie! Wybierajmy zawsze dobrą, lepszą cząstkę! Gdy trzeba, bądźmy całkiem jedną z nich, gdy trzeba, drugą. Tak będziemy spokojniejsi i szczęśliwsi, tak żyć będziemy zdrowiej i ... we właściwym kierunku!

TO SĄ HOMILIE!!! Panskim zdaniem nieaktualne?

FvS

: Received on Sun 21 Sep 2003 - 03:42:03 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:35 CET