Re: ksiązki ciąg dalszy

From: WCWI <wcwi_usunto_at_icpnet.pl>
Date: Sat, 20 Sep 2003 21:26:19 +0200


Oto trzeci odcinek powiesci, napisany przez nieocenionego Strudolfa! Przyjemnej lektury!
FvS
  .będzie żył! .- Sergiej Kanikov już po raz kolejny mówił do lustra swoje przemówienie, które miał wygłosić do Narodu Scholandzkiego w kilka godzin po zamachu na Nadina de Belli. Ćwiczył je ponad dwie godziny i w zasadzie znał już tekst na pamięć, jednak ciągle bał się wystąpienia. No właśnie - Premier miał dziwną jak na polityka fobię, panicznie bał się wystąpień przed kamerami. Gdy tylko stanął przed jedną z nich, zaczynał się pocić i jąkać, pewnie dlatego w publicznych przemówieniach zastępował go właśnie Nadin de Belli. Dziś jednak trzeba było się przemóc. Prawa ręka Premiera - Minister Finansów de Belli znajdował się w szpitalu, wprawdzie obrażeń fizycznych nie miał żadnych, ale jak zwykle w takich przypadkach zaleca się kilkudniową obserwację, tak również uczyniono w przypadku Margrafa. Kiedyś o Ministrze de Belli krążyły różne plotki. Miedzy innymi w kuluarach Parlamentu, a nawet na samym Zamku mówiono o rzekomej chorobie alkoholowej Margrafa, czy jest to prawda - nie wiadomo, ale de Belli wielokrotnie widywany był w nocnych klubach, z których wychodził, lekko mówiąc kołowatym i chwiejnym krokiem. W Narodzie Scholandzkim, gdzie prawie wszyscy lubowali się w zabawach przy kuflu piwa, a czasem i w czymś mocniejszym, nikt nie miał pretensji do Ministra, że ten lubi sobie wypić. Problem stanowił fakt, że de Belli pijał trunki produkcji Sarmackiej. Nie wiadomo dlaczego, podobno Minister Finansów czuje uprzedzenie do wszystkiego co Sarmackie, ale ich Johny Walker nie miał sobie równych. Paradoksalnie, to właśnie temu nawykowi Minister zawdzięczał teraz swoje życie. De Belli nigdy nie ruszał się nigdzie bez swojego ukochanego sarmackiego trunku. Tym razem również miał go w swojej ulubionej piersiówce, którą dostał podczas ostatniej kampanii wyborczej od Patryka Szmidta z dedykacją "A otruj się". I to właśnie Sarmatom i Szmidtowi zawdzięczamy ocalenie Ministra. Nóż, którym zamachowiec się posłużył najzwyczajniej utknął w piersiówce, przebijając metalową ściankę butelki. Stąd tez wziął się rudobrunatny płyn na koszuli ministra. Zamach został potraktowany bardzo poważnie, mimo że Margrafowi nic się nie stało. Jednak trzeba było podjąć wszystkie niezbędne kroki i takie zostały podjęte. W mediach prześcigano się w komentarzach i spekulacjach na temat zamachu. Podawano tak absurdalne informacje, że niezbędne okazało się wystąpienie Premiera. Trzeba jednak przyznać, że Kanikov bronił się przed tym jak diabeł przed świeconą wodą, ale po telefonie z Zamku trzeba było się poświęcić. Za trzydzieści sekund wchodzimy na antenę! - po studiu rozległ się donośny glos reżysera Wittle. Już? - krzyknął premier i pobiegł usiąść na fotel przed kamerą. Jeszcze tylko ostatni łyk wody. Trzy, dwa, jeden, start! - reżyser dał znak do rozpoczęcia. Na ekranie dużego monitora pojawił się tekst orędzia i Premier zaczął wygłaszać przemówienie. Obywatele i obywatelki! Dziś dokonano zamachu na demokrację! Atak na Ministra Nadina de Belli jest aktem agresji skierowanym również na mnie. to znaczy, na was! Dlatego apeluję o głosowanie na Partię Ludzi Inteligentnych w najbliższych wybora... eee.. Przepraszam to nie ten tekst. a tak, już jest. Informuję was, że zamachowcą jest jeden z redaktorów scholandzkich gazet - nie będę podawał nazwiska, aby nie zaszkodzić śledztwu, bo być może zamach miał źródło gdzieś za granicą. Chciałbym was również zapewnić, że Nadin de Belli będzie żył! Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zamachowiec chybił i Ministrowi nic się nie stało. Dziękuję wszystkim za wsparcie oraz okazaną pomoc i życzliwość. - Premier wybełkotał te słowa w rekordowo krótkim czasie. Wiedział, że kłamie, ale przecież nie mógł powiedzieć, że zamachowiec trafił w butelkę z alkoholem. Co by powiedział król, gdyby dowiedział się, że Minister ma na wyposażeniu sarmacki alkohol? Na pewno Królewski Majestat poczułby się urażony, w końcu każdego gościa na Zamku częstuje się najlepszym w Scholandii koniakiem, a tu wyszłoby na to, że Nadin de Belli gardzi królewskim trunkiem, zastępując jego spożycie napojem sarmackim. Jest to nie do pomyślenia i Kanikov o tym dobrze wiedział, dlatego należało zrobić wszystko, aby do uszu Króla nie doszła wiadomość o zamiłowaniu Ministra Finansów. Premier nie mógł teraz robić wymówek Margrafowi, bo nie wypadało, kiedy ten leżał w klinice, ale zapamięta sobie tę wpadkę i jeszcze kiedyś się z nim policzy. Teraz jednak wypadałoby odwiedzić Nadina w szpitalu. Premiera łączyła z Ministrem nie tylko przynależność do jednej z partii, ale również głęboka przyjaźń. Tym bardziej należało odwiedzić Ministra, że pod budynkiem kliniki stały liczne grupki gapiów i niewiast rozmiłowanych w rudych lokach Margrafa. Wszyscy oni stanowili potencjalny elektorat PLI, dlaczego więc nie skorzystać z okazji i nie pokazać się jako polityk z uczuciami - to na pewno zaowocuje wzrostem popularności. Wprawdzie po rozwiązaniu PPKP Premier nie musiał się obawiać utraty władzy, ale zawsze na wszelki wypadek trzeba było być ostrożnym - Strudolf jest nieprzewidywalny i nie wiadomo co jeszcze wymyśli. Jadąc do kliniki bocznymi ulicami Scholopolis Premier zauważył, że w niemal wszystkich oknach jest umieszczone zdjęcie Nadina. Czyżby kult jednostki? Tak, to możliwe. W końcu królowi Arminowi też postawiono pomnik za życia - czy Nadina spotka to samo? Kanikov aż wzdrygnął się na samą myśl, w końcu to on bardziej zasługuje na uwiecznienie w marmurze, a tu taka cześć wobec Ministra Finansów. Trzeba będzie porozmawiać z Resortem Kultury i nakazać, aby wydał rozporządzenie o zakazie stawiania pomników żywym osobom - Premier doskonale wiedział co ma zrobić, aby nie dopuścić do zrealizowania tego niecnego pomysłu, choć jeśli to jemu mieliby postawić pomnik, to czemu nie? Samochód wjeżdżał już na plac przed kliniką, Premier przygładził kruczoczarną czuprynę, w końcu mogli być tam i dziennikarze. Drzwi rządowego auta otworzyły się więc i wysiadł z nich Premier. Rozentuzjazmowany tłum zaczął bić brawa. Kanikov pozdrowił wszystkich zdecydowanym ruchem dłoni i wszedł do budynku. Tak, trzeba przyznać, że Rząd nie skąpi na ochronie swojego zdrowia - te marmury, dywany, pozłacane klamki, jedwabne ręczniki w łazienkach i barek na piętrze sprawiały, że Ministrowie bardzo często chorowali i wcale nie spieszyło im się do powrotu do zdrowia. Sala, w której przebywał Margraf de Belli, znajdowała się na drugim piętrze. Przed wejściem stało trzech ochroniarzy, którzy na ramieniu mieli wypisany skrót SSB - Scholandzka Służba Bezpieczeństwa. Premier minął ochroniarzy, którzy głębokim ukłonem głowy wyrazili swój szacunek dla Kanikova - teraz mogli być pewni rychłych awansów, w końcu Sergiej tak jak wszyscy lubił, jak się mu trochę połechtało jego poczucie szacunku u obywateli. Gdy po nominacji na stanowisko Premiera, telefony milczały i nikt nie spieszył z gratulacjami, Kanikov sam dzwonił do ważnych Scholandczyków i domagał się składania życzeń i gratulacji. Dobrze o tym wiedzieli ochroniarze, których informacje mogły służyć niejednemu dziennikarzowi do pisania sążnistych artykułów, ale byli lojalni i nie zdradzali sekretów usłyszanych za kuluarami. Premier Kanikov wszedł na salę i zamknął za sobą duże, szklane drzwi. Na korytarzu została cala świta Premiera, teraz można było się jedynie domyślać, co się działo za tym drzwiami..    

  ---
  Outgoing mail is certified Virus Free.   Checked by AVG anti-virus system (http://www.grisoft.com).   Version: 6.0.495 / Virus Database: 294 - Release Date: 03-06-30 Received on Sat 20 Sep 2003 - 12:26:41 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:35 CET