From: "WCWI" <wcwi_usunto_at_icpnet.pl>
Obok nich można było dojrzeć obdartego i bosego człowieka,
najwyraźniej dawno już nie oglądającego ani jednego armina,
niedożywionego, o dziwo jednak trzymającego w ręku jedyną nie płatną
jeszcze w Scholandii gazetę - "Przekrój". Niektórzy mijający tę grupkę
ze zdziwieniem spoglądali na obdartusa, czyżby go sobie skądś
przypominali? Faktycznie, jego twarz wydawała się znana, niektórym
bardziej obeznanym w polityce nagle pojawiały się na twarzy objawy
prawdziwego zdumienia: toż to Kanclerz Sarmacji, osławiony Robert
Czekański! Znany był fakt, że przebywa on nielegalnie - bo bez prawa
pobytu - w Scholandii, nie wiedzieć dlaczego nie zmuszany przez władze
do opuszczenia kraju. Nie wiadomo było, jak się żywi, w końcu nie w
zamkniętej na głucho ambasadzie sarmackiej. Może miał jakiś cichych
przyjaciół? Po co w ogóle tu stał? Czyżby nie miał pracy w Sarmacji?
Ale przecież: był właśnie na urlopie i jak zwykle spędzał go tam,
gdzie mógł spodziewać się, że wywoła najwięcej zamętu. Dla sarmackiego
arystokraty i z Bożej Łaski Bismarcka wirtualnego świata była to
ulubiona forma spędzania wolnego czasu. Mniejsza o to, teraz stał obok
lumpów Strudla z "Przekrojem" w ręku, zaczytując się w sensacjach
scholandzkiej polityki. Od czasu do czasu głośno dołączał się do ich
przećwiczonych okrzyków; z silnym sarmackim akcentem wyrażał swoje
niezadowolenie z Redakcji "Przeglądu", która przez wprowadzenie opłat
uniemożliwiła mu czytanie swego tygodnika. Nadin de Belli obojętnie
minął grupkę, szyderczo skinąwszy głową Czekańskiemu. Widok
demonstrantów już mu spowszedniał, pisma kanclerza od dawna służyły za
podkładkę pod Johnny Walkera.
Czysby na prawde zasluzyl na tak spory watek? :) Z jego obrazowosci
wnioskuje, ze pojawie sie jeszcze nie raz. To mi pochlebia....
RCA
Received on Wed 17 Sep 2003 - 08:36:47 CEST