Re: [scholandia_xo_pl] Poczatek "Powiesci Bez Tytułu"

From: Kath <kath_usunto_at_autograf.pl>
Date: Tue, 16 Sep 2003 22:17:03 +0200


hmmm, muszę przyznać, że udało się Panu mnie zaciekawić. Czekam na ciąg dalszy.
Pozdrawiam

Catalina Pomerania
brm. Ivonis
kath_usunto_at_autograf.pl

> Ośmielony kilkoma listami wsparcia, przedstawiam pierwszy odcinek
powiesci.
> Są w nim dwa wątki, ktore chciałbym, by przewijały się w niej do końca
(nie
> wykluczam innych). Jak się będą rozwijały, to już kwestia inwencji
> (Współ)autorów.
> Jako ze powieść, wykorzystując prawdziwe nazwiska, zawiera wyłacznie fakty
> fikcyjne, prosze o nie obrażanie się nikogo! W końcu to chyba miło wejść
do
> historii literatury, w jakiejkjolwiek roli:-)))
>
> Filip von Schwaben
>
> POWIESC (na razie) BEZ TYTUŁU
>
>
>
> Mrok już od dwóch godzin ogarniał słabo oświetlane zaułki w pobliżu Placu
> Mendla. Uliczkami przemykali się ostatni przechodnie. W tych rejonach i
tak
> nigdy nie było nadmiernego ruchu. To Stare Miasto Scholopolis, lecz daleko
> od największych turystycznych atrakcji. Tylko nieliczni interesanci
ambasad
> wirtualnych państw zaglądają tu, ale przecież w porach urzędowania. Teraz,
> po dziesiątej wieczorem mało kto miał tu jakikolwiek interes. Wieczorna
> cisza pozwalała dyplomatom na oścież otwierać okna, nic nie przeszkadzało
im
> w odpoczynku i lekturze raportów i instrukcji. Lecz jednak... na tyłach
> ambasady Dreamlandu, gdzie znajdują się wiecznie zamknięte stalowe drzwi w
> murze, coś zgrzytnęło. Dozorca delikatnie otworzył drzwi i zamarł w
czujnym
> oczekiwaniu. Najwyraźniej czekał na kogoś, kto miał nadejść. Po niedługiej
> chwili dał się słyszeć delikatny szum motoru cicho jadącej limuzyny. To
był
> nie najnowszy, lecz bardzo solidny model Schola, dumy scholandzkiej
> motoryzacji. Jego znaki rejestracyjne nie były oświetlone... gdyby się
> przyjrzeć, chyba nawet czymś zamazane. Czyżby ktoś zamożny, ale unikający
> rozgłosu umówił się na spotkanie z markizem Wewiórą, ambasadorem
> sojuszniczego Królestwa Dreamlandu? Ale dlaczego w takich okolicznościach,
> kiedy kontakty z Dreamlandem mile są w Scholandii widziane? Choć... wiele
> mówiono o pozycji Wewióry, która znacznie podobno wykraczała poza jego
> oficjalne funkcje: Prezesa Sądu Królestwa Dreamlandu i Ambasadora w kraju
> sojuszników. Byli tacy, którzy twierdzili, że swoisty duumwirat Wewióra -
> Reichenau (scholandzki potentat medialny i swego czasu Minister Spraw
> Zagranicznych) znacznie więcej umie zrobić i przerobić w świecie
wirtualnych
> państw, niż się to powszechnie przypuszcza. Byli tacy, którzy oskarżali
obu
> panów o spisek (mniejsza o to, czy masoński), inni twierdzili, że obaj
> zrobili niesłychany majątek na doprowadzeniu do
scholandzko-dreamlandzkiego
> sojuszu. Teraz jednak Reichenau przebywał w szpitalu po ciężkim wypadku,
> efektywna współpraca obu panów z konieczności została przerwana. Zresztą
ci
> dwaj nie kryli się ze swoją przyjaźnią i odwiedzali za dnia, czy to w
> MSZ-cie, czy w Ambasadzie. Kto więc ma tu interesy o takiej porze i tak
> usilnie dba, by nie zostać rozpoznany? Czy zaczyna się kolejna intryga,
> która zakończy się spektakularnym politycznym grzmotem?
>
> Człowiek, który wysiadł przy furtce, najwyraźniej znaczył
> znacznie więcej, niż jego wóz na to wskazywał. Można to było rozpoznać
> choćby po uprzedzająco grzecznych ruchach szofera, który w sekundę po
> zatrzymaniu już otwierał mu drzwiczki samochodu, jak dobrze zaprogramowany
> robot. Gdy lekko szpakowaty mężczyzna średniego wzrostu, na oko może około
> czterdziestki, przekroczył furtkę w murze, dozorca skłonił mu się z
> szacunkiem i natychmiast zamknął ją na klucz. Z wnętrza ogrodu dało się
> słyszeć stłumione powitanie... czy to był glos samego ambasadora? Samochód
> odjechał, tak jak się pojawił. Tymczasem w oknach salonu ambasady
zapłonęło
> światło.
>
>
>
> **
>
>
>
> Markgraf Nadin de Belli, Minister Finansów i szef Partii Ludzi
> Inteligentnych, z zadowoleniem zatarł ręce. Oto udało mu się domknąć
kolejny
> budżet. Spory deficyt nigdy zresztą nie martwił teoretyka deflacji, z
> lubością powtarzającego swoją mantrę o konieczności udrożnienia systemu
> monetarnego. Niemniej niechętne pomruki, dochodzące z Zamku przy każdym
> kolejnym wywiadzie rozmownego Ministra oraz ostra krytyka ze strony
> konserwatywnych kół zgrupowanych wobec "Przekroju" kazała mu wciąż dbać o
> pozory. Tym razem jednak udało się nadspodziewanie i bez większych cudów
na
> papierze. Belli ograbił właśnie kilkanaście martwych, a całkiem zamożnych
> dusz, które nie pozostawiły testamentu, teraz z prawdziwą przyjemnością
> wpisywał ich mienie po stronie dochodów państwa. Po wczorajszym sukcesie w
> postaci wprowadzenia systemu opłat do pierwszej gazety ("Przeglądu"), a
tym
> samym zapewnieniu państwu podatków także ze sprzedaży mediów, Belli był
już
> pewien, że w Parlamencie nie będzie dużej opozycji. W razie czego
> pozostawało zawsze nie wypłacenie kolejnej pensji urzędnikom i
> zaoszczędzenie paru tysięcy albo opodatkowanie aptek, właśnie zaczynającej
> swoją karierę nowej dziedziny gospodarki. Ale w tym miesiącu nie będzie to
> potrzebne - także z Bazaru (giełdy towarowej) nadchodziły dobre wieści -
> boom budowlany spowodował nie widziane dotąd zakupy i szykował się pokaźny
> zastrzyk podatkowy do kasy państwowej. Nadin de Belli mógł już całkiem
> realnie żywić swoje osobiste ambicje. Z rozkoszą dobrze nakarmionego kota,
> lekko mrucząc, rysował na kolejnych kartkach swój herb: "Mieszek" w
> otoczeniu książęcej mitry. Pozostawało mu tylko jeszcze przekonać Zamek,
że
> trwająca miesiącami stagnacja w rozmowach o ustaleniu kursów walut
pomiędzy
> państwami to nie zaniedbanie ani porażka, lecz właśnie wielki sukces. "My
> som my, i piszem się my" - powtarzał sobie półgłosem Ojciec Scholandzkiego
> Izolacjonizmu, kończąc lewą fałdę książęcego płaszcza na papierowym
herbie.
> Może jednak będzie musiał coś rzucić temu upartemu Szwabowi na zamku,
> pomyśli się o tym jutro. Jakiś niby koszyk walut, jakieś "wstępne
> porozumienie" o zamierzonym spotkaniu i może się odczepi. Teraz tylko
> przebrnąć przez Parlament z najlepszym budżetem w dziejach. OK., na dziś
> wystarczy. Belli wypił siódmy kieliszek Johnny Walkera, przygładził swoje
> rude loki i chwiejnym krokiem poszedł w stronę swojej sypialni. Nie miał
się
> do czego spieszyć - i tak była pusta. Od czasu sarmacko-komunistycznych
> oszczerstw na temat moralności członków rządu Anike of Lebland, jego tajna
> Pocieszycielka, musiała zamieszkać na prowincji. Bynajmniej nie dlatego,
że
> liberalny Belli bał się krytyki swojego prywatnego życia, o nie. Anike
była
> Leblandką, nielegalnie przebywająca w Scholandii, a to już, wywleczone
przez
> media, mogło zwichnąć karierę ministra. Zatem Prześwietny Markgraf
odwiedzi
> swą ukochaną pod koniec tygodnia, gdy już zapcha pysk niezrównoważonemu
> Strudlowi i obłaskawi króla. Teraz... spać, do południa! Nikt w
> Ministerstwie Finansów nie ośmieli się pobudzić szefa wcześniej....
>
>
>
>
>
>
> To unsubscribe from this group, send an email to:
> scholandia_xo_pl-unsubscribe_usunto_at_yahoogroups.com
>
>
>
> Your use of Yahoo! Groups is subject to http://docs.yahoo.com/info/terms/
>
>
>
Received on Tue 16 Sep 2003 - 13:18:19 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:34 CET