>Piwo nadal będzie sprzedawane, gdyż służy ono własnie do wytwarzania
>wszelkiej żywności. Piwo jest składnikiem zarówno żywności marketowej, jak i
>restauracyjnej. Nastąpi teraz wzrost sprzedaży żywności, a co za tym idzie
>również będą kupowane większe ilości piwa przez członków branży spożywczej,
>niż było do tej pory. Myślę, że to choć w części zrekompensuje spadek kupna
>piwa przez obywateli.
>
>
Nie mam rzeczywiście jeszcze orientacji, jakie składniki wchodzą w skład
żywności marketowej i restauratorskiej. Ale jeśli dostępne miałoby być
jedynie jako surowiec branży spożywczej - to na pewno trzeba by
wprowadzić je wyłącznie do sprzedaży HURTOWEJ (dla producentów
żywności), a wycofać z detalu. Ale czy wzrośnie jego produkcja po tej
decyzji rządu? Nie, raczej nie wzrośnie, raczej zmaleje lub w najlepszym
razie pozostanie na tym samym poziomie (to zależy od tego, ile jednostek
piwa wchodzi w jednostkę żywności, ale zakładam zgodnie ze zdrowym
rozsądkiem, że raczej poniżej 1, niż powyżej). Pozatem przecież w
uzasdnieniu przeczytaliśmy: /"Do takiej decyzji sklonilo nas to, ze w
pazdzierniku, czyli przez 11 dniz jednej z firm zostalo sprzedanych
ponad 100 jednostek piwa."/ Argument ten stoi w sprzeczności z
twierdzeniem, sugerującym, że sprzedaż browarów wzrośnie. Zmieni się
tylko struktura zakupów, ale wielkość raczej zmaleje.
>Można polemizować z tym, czy po wypiciu piwa, np. z browaru królewskiego
>można stracić prestiż. Uważam, że rozsądne picie piwa nie musi kończyć się w
>jakiś nieprzyjemny sposób. Natomiast obserwując od długiego czasu, że wielu
>obywateli piwem żywi się codziennie przez kilka miesięcy, no to można dojść
>do wniosku, że mamy do czynienia z alkoholizmem :-) Trzeba z tym walczyć
>:-).
>
>
Oczywiście, polemizować można ze wszystkim. Nie ma wszak wątpliwości, że
niezależnie od właściciela browaru i koloru etykietki na butelce
działanie etanolu jest jednakowe. ;-)
Co do walki - dalej wykażę, że po przyjęciu mojej propozycji zwykły
obywatel nie przeżyje na samym piwie więcej niż dwa miesiące.
>
>
>>Normalnie powinno być tak: wzrasta popyt - wzrasta cena. Tymczasem
>>reakcja Rządu jest jak z haniebnej przeszłości PRL-u, albo niemniej
>>haniebnej teraźniejszości (vide: rzepak w paliwie albo żonglowanie
>>ulgami w podatkach) Rzeczpospolitej: komuś się za bardzo opłaca, a komuś
>>za mało, więc administracyjnie zmieniamy zasady.
>>
>>
>
>tyle, że w gospodarce wirtualnej własnie ktoś kiedyś już ustalił zasady, że
>piwo ma dawac jednostkę najedzenia. To nie wzięło się z kosmosu.
>
Jeśli to "ktoś kiedyś już ustalił", to czemu to zmieniać? ;-) No
dobrze, nie będę się czepiał... Ale nie odpowiedział mi Pan na kluczowy
argument: dlaczego zwiększenie popytu z jednego z browarów nie
spowodowało wzrostu ceny sprzedaży? Tak przecież działa gospodarka
rynkowa...
>Moje ważne pytanie: Czy zna Pan kogoś kto całe życie przeżył wyłącznie na piwie? czy to
>jest normalne i możliwe?
>
Oczywiście że nie, dlatego proponuję kompromis między tym, co "ktoś
kiedyś już ustalił", a zdrowym rozsądkiem. Albo inaczej: można żywić się
piwem tylko tak długo, dopóki starczy punktów prestiżu. Poniżej pewnego
pułapu (-50 pkt.) o ile wiem - wypada się z gry, trafia do szpitala i
być może potem - na cmentarzu. Tak więc de facto nie da się przeżyć na
samym piwie, bo - jak w życiu - od tego się umiera... Ja np., jako
nowy, mam za sobą dopiero jedną wizytę w drogiej restauracji, czyli +1
p.prestiżu. Jeśli bym się zdecydował żyć tylko piwem, to starczyłoby mi
prestiżu na 51 dni, potem zostałbym - zgodnie z ustawą - przymusowo
umieszczony w szpitalu (na odwyku??? ;-) )
Zresztą uważam, że to miałoby ręce i nogi - kupować coś co daje
jednostkę najedzenia, ale odbiera - w zamian za taniość - jednostkę
prestiżu. Trochę jak odwrotność wariantu żywności ekskluzywnej, która
daje i jedno, i drugie naraz. Mielibyśmy:
Co do wypowiedzi Pana jumpera:
No cóż, niegdyś miałem podobne poglądy, zmieniłem je po wielu latach,
ale nie o tym tu dyskutujemy. Starajmy się może utrzymać w konwencji
argumentów dotyczących v-gospodarki Scholandii.
Wyżej zgłosiłem swoje wątpliwości o tym, jak arbitralna decyzja może
zachwiać branżą spożywczą. W ogóle jestem raczej przeciwnikiem
"zmieniania koni w czasie wyścigu", tak jak wspomniałem o żonglowaniu
podatkami w realu...
To Rząd zdecyduje, czy moje propozycje są interesujące, czy nie, w końcu
po to jest Rządem... ;-) Ja uważam je za ciekawe urozmaicenie zabawy, w
każdym razie ciekawsze, niż dzisiejsza decyzja Min. Gospodarki.
Jednakowoż JAKKOLWIEK by Rząd w końcu nie postąpił, to MUSI pilnie
zmienić treść informacji w jednym lub nawet kilku miejscach portalu
Scholandia, choćby np. tu:
http://www.scholandia.org/obywatele/sci/index.php?page=potrzeby
Pozdrawiam
Juliusz Cezar / julo
Received on Tue 12 Oct 2004 - 11:20:33 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:38 CET