Wiem, ze 'dyskusja' już w sumie się zakończyła - i w sumie to dobrze. Jednak pozwolę sobie wtracic swoje trzy grosze, bo wlos mi sie jezyl gdy niektore posty czytałam. Zaluje, ze wczoraj mnie caly dzien nie bylo, bo poczte odebralam dopiero teraz... przejdzmy do rzeczy.
Na wstpeie zaznaczam, ze nie pamietam juz nawet co z czyich ust wyszło, czytałam maile ze strony yahoo, i nadawcy w pamieci mi nie utkwily, tylko niektore wypisywane brednie... wiec, nie mowcie mi potem ze jestem stronnicza.
Co najbardziej mnie przeraziło (tak, wlasnie przerazilo!) to czyjes podejscie do wirtualnego swiata. Padły gdzies slowa, ze decydujac sie na zycie w wirtualu, trzeba ponosic tego konsekwencje w realu..... I tu chyba, jest pewne pomylenie pojęć. Od początku istnienia Scholandii (a mysle, ze w ogole v-panstw) podekresla sie jedna wazna rzecz - najpierw real, potem v-swiat. Oczywiscie.... nie bronie miec innego 'systemu wartosci'.... ale nie mozna zapomniec, ze aby zyc wirtualnie trzeba zyc realnie - i ten fakt chyba wystarczy by sobie uzmyslowic, ktore zycie jest wazniejsze. Nie wroze nikomu zle, ale ten, kto tak sadzi, moze zda sobie sprawe z tego, kiedy bedzie musial odlozyc pare spraw z v-swiata na pozniej, gdyz problmy realne na ich natychmiastowa realizacje po prostu nie pozwolą!
Druga sprawa. V-panstwa z załozenia daza do tego by byc jak najbardziej
realne. Z tym zgodza sie chyba wszyscy. I na tej bazie chciałabym się
oprzeć... W realu, kazdy kiedys sie rodzi - jest okres dziecinstwa,
dojrzewania.... uczenia sie zycia, nie od razu przeciez wiemy wszystko. Ten
proces w realu jest długotrwały.... ale w końcu kiedyś dorastamy, stajemy
sie odpowiedzialni (albo i nie). A spojrzmy na swiat wirtualny.... Naszymi
narodzinami tutaj jest zarejestrowanie się do systemu, i gdyby proces
'dojrzewania' i czenia sie zycia w tym swiecie trwal tak dlugo, to bylo by
to bezsensem... cale szczescie tak nie jest. Ale nie jest tez tak, ze od
razu po zalogowaniu sie wiemy i mozemy wszystko. I chwała tym, którzy
dowiedzieć i nauczyć się próbują.... Czemu to wszystko pisze? Z dwóch
powodów. Po pierwsze: 'dyskusja' o nowej gazecie, po drugie dyskusja o
'szacunku'.
Zacznijmy od tej pierwszej rzeczy. Ja ze swej strony, cieszę się, że ktoś
próbuje stworzyc gazete, ze probouje w ogole stworzyc 'cos'. Przeczytałam
ja. Zwroilam uwage, na to fakty, o ktorych byla mowa - bledow faktycznie
pare bylo.... czy jednak my jestesmy az tacy doskonali? Wypominanie na
liscie nic nie da. Jesli ktos, chcialby faktycznie dobra Scholandii - a
rozwoj prasy za dobro uważam - to napisałby prywatnie o tym redaktorowi.
Poza tym, wiem jak sie zaczyna. Nieliczni juz pewnie pamietaja moje
poczatki - 'gazeta' Przegląd. Zdaję sobie sprawę, że to nie była dobra
gazeta, ale gdyby ktoś wtedy mnie za to strasznie skrytykował, zaczal sie
wrecz 'smiac' to mysle ze bym sie zamknela i wiecej nie probowala. Spotkalam
sie jednak z zyczliwoscia, i znalazlo sie pare osob ktore pomogly mi sie
odnalezc (dziekuje wam! - oni wiedza, ze to onich mowa). Pierwsze kroki nie
sa łatwe, dajcie sprobowac, a jesli umiecie to pomozcie, a nie od razu
podcinacie skrzydła... do czytania przeciez was nikt nie zmusza!
Druga rzecz. Szacunek.... temat niezwykle - z tego co zauwazylam - drazliwy.
I znowu przytocze real. Czy wyobrazacie sobie wejsc do banku, i obrazac jego
prezesa? Ja nie. A czy wyobrazacie sobie obrazac twarza w twarz kogos z
'władz'. Ja nie. W miejscu publicznym potraktowane zostałoby to jako
zniewazenie. W domach mozecie mowic soie co checie. Myslec tez. Ale jakies
zasady dobrego wychowania chyba obowiazuja! I tu odniose sie do tego co
pisałam wyzej. Życia w kazdym swiecie trzeba sie nauczyc, na jakas pozycje
trzeba sobie zapracowac... a kazdy kto tu przychodzil (mam nadzieje, ze
czytac umie i wie w co sie pakuje) zdawal sobie sprawe, ze jest to
Krolestwo! A został tu obrażony poniekąd majestat. Ugryzcie sie czasem w
jezyk! Wypracujcie sobie, swoja praca na rzecz Scholandii taką pozycję,
szacunek..... Tego sie nie uzyskuje od razu po 'urodzeniu'. A jak ktoś jest
tu krótko, i rzuca błotem w osoby o takiej randze, to tak jakby realny
nastolatek poszedł do jakiegoś profesora na uczelni i go zwymyślał bo 'coś
tam' (to tylko przykład).
Trzeba brać odpowiedzialność za swoje słowa, pamietać, że to jest tylko świat wirtualny i pamiętać, że tak jak w realu, im człowiek dłużej żyje tym ma większe doświadczenie i więcej wie na temat życia - więc trochę szacunku dla 'starszych' ludzi. Jeśli rozumiecie co mam na myśli....
przemyslce to co napisalam, jesli dobrneliscie do konca,
pozdrawiam wszystkich,
Karina S.
P.S. Jeśli ktoś ma ochotę i lubi się kłocic, to na privie moge polecic inne panstwo, gdzie nie ma rozmow a same klotnie.... ;-)
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:37 CET