Panu baronetowi Ligockiemu:
Juz Panu pisze, czemu sie Pan myli. Nie odroznia Pan czlonkow partii
(ktorych liczba w ogole mnie nie interesuje) od liczby kandydatow tej partii
w wyborach. W ogole nie wyobrazam sobie partii tak glupiej, ktora nie
umialaby zlicvzyc do 5, tj wystawialaby w wyborach do 5-miejscowego
Parlamentu 10 lub wiecej kandydatow. Po co? Przeciez i tak wejsc ich moze
tylko 5! Najwyrazniej Pan sobie taka partie wyboraza. Prosze ja zatem
zalozyc i zobaczymy, jaki bedzie miala wynik wyboraczy. Pańskie zas
spekulacje na temat partii placacej swoim czlonkom nie maja zadnego
uzasadnienia, poniewaz Sad takiego statutu nigdy nie zatwierdzi, bo jest on
sprzeczny z ustawa o partiach politycznych. Poza tym nie jest to na temat.
Ja mowie o straconych glosach oddanych przeciez nie tylko na ludzi, ale i na
program ich partii (glosy sie oddaje nie tylko w celu wybrania jednego
posla, lecz po to, by do WLADZY doszla odpowiednia grupa ze swoim programem,
a jesli ma ona miec wladze to musi tez miec minimum 3 miejsca w
parlamencie). Tymczasem wyobrazmy sobie, ze w jednej z partii jest
nadzwyczaj popularna osoba, np. p minister Jumper. Zbiera on 50 glosow i
wchodzi lekko do parlamentu, niestety jego koledzy z partii dostaja tych
glosow po 6-8 i zaden nie wchodzi. I co teraz? Polowa ludzi majacych prawa
wyborcze zaufala Jumoerowi I PROGRAMOWI JEGO PARTII, zatem chce, by on go
zrealizowal. Ale on go zrealizowac nie moze, gdyż jest jedynym poslem swojej
partii, zatem w mniejszości i w opozycji. Glosy polowy wyborcow sa
zmarnowane! I to mi sie nie podoba i to pragnąlbym zmienic.
Panu Baronetowi Pawelczakowi:
Druga sprawa
Pan Pawelczak twierdzi, ze sie "odwazyl" i oto porusza problem rownosci
glosow, Dobrze, pomowmy o tym:
Zatem idealem wg pana bedzie, jak jest w Polsce, ze byle lump, ktory nigdy
nie wplacil grosza na podatek, a za to oszukuje i otrzymuje rente, bedzie
mogl miec tyle samo do powiedzenia o polityce kraju ( w tym wydawaniu
pieniedzy panstwowych np. na jeszcze wieksze renty dla oszustow) oraz na
wysokosc podatkow (opodatkowac aktywnych obywateli jeszcze wyzej, by dla
nierobow zasilki byly wieksze).Wg tego myslenia pojawi sie np scholandzki
Lepper, zacznie ludziom obiecywac, ze jesli zabierze sie puieniadze z
wszystkich bankow i rezerw panstwowych i rozda kazdemu, kto nie pracuje, nie
wnosi zadnych pineniedzy, nie splaca kredytow, nie zajal sie zadna
dzialalnoscia itd. Zbierze polowe wszystkich glosow, zbierze b. duzo glosow
nowych (a wiec buiednych) obywateli, liczacych np na 500 arm zapomogi za nic
i bez okreslonego celu placonej. Wygra wybory. Przejmie wladze. Zeby
zrealizowac swoje obietnice, podniesie podatki, rozwali panstwowe rezerwy
finansowe. Spowoduje hiperinflacje, zatrzyma wszelkie reformy (bo na nie
potrzeba pieniedzy, a tych juz nie bedzie). Zniecheci do pracy
przedsiebiorcow ( bo kto chce pracowac, jesli musi sie nameczyc, a podatek
zeżre mu np. 60 % zysku, Spowoduje upadek gospodarczy. To oczywiscie czarny
scenariusz, ktory jest zaledwie mozliwy. A jest mozliwy, bo jesli ten, ktory
nigdy nic nie zrobil i nie chce ruszyc palcem bedzie mial tyle do
powiedzenia, co czlowiek, ktory placie tyle podatkow panstwu, co 10
przecietnych zarabiajacych,a wiec to panstwo utrzymuje. A zgodzmy sie, ze w
wirtualnym panstwie o wiele latwiej zalozyc firme i zaczac na siebie
zaravbiac, skonczyc studia i dostac prace, cvhocby na Uniwersytecie, zalozyc
gazete i sprzedawac ja, poprowadzic dotowane przez ambitne miasto rownie
ambitne muzeum itd. zatem nikt nie jest na strraconej pozycjik, jesli ma
jakikolwiek pomysl. Mozna nawet zalozyc firme we 2 lub 3, podzielic sie
udzialami przez Gielde i zarabiac wspolnie.
Aktualny system jest taki:
KAZDY MA GLOS, a wiec i ci, ktorzy nic nie robia, zaledwie utrzymuja sie
przy zyciu (Nowi nawe5 nic nie robiac, zanim straca swpoje punkty zdrowia i
pieniadze na zamieszkanie). zatem nikt nie moze jeczec, ze nie ma wplywu na
pantwo i jego polityke. Ale ci, ktorzy placa duze podatki ( a wiec utrzymuja
panstwo i jego wydatki oraz sa aktywni, rozwijajac gospodarke) maja wplyw
wiekszy. I slusznie - w koncu to ich pieniadze sie wydaje, wiec maja prawo
decydowac, czy dostasnie je jakis lump za darmo, czy tez pojda na reforme
gospodarki albo budowe pieknego ratusza w X.
Szlachta: Zgodzilbym sie, ze nie przysluguje jej zaden glos wiecej, jesli
mialaby go na podstawie dfziedziczenia. dlaczego mialbym miec trzy glosy np
z powodu, ze moja prababka byla faworyta jakiegos krola 100 lat temu, albo
dlatego nawety, ze moj dziadek byl dobrym generalem i zostal uszlachcony,.
To jasne. Tymczasem w Scholandii szlachta i arystokracja nie jest taką z
dziedziczenia, tylko Z WLASNYCH ZASLUG. Zatem glos (jeden) dodatkowy w
wyborach i nieco wiekszy wplyw maja osoby, ktore sie BARDZO dla kraju
zasluzyly, cos w nim stworzyly (i to zazwyczaj niejedno) cos zbudowaly,znaja
wiec ten kraj dobrze, wiedza lepiej, co dla niego dobre, maja zaslugi i
potrafia docenic zaslugi u innych. Jedyna osoba, ktora posiada tytul
arystokratyczny z racji urodzenia, a nie zaslug jestem ja sam, ale bardzo
prosze, niech wystapi taki, ktory stwierdzi bez osmieszania sie, ze nie
posiadam w tym panstwie takze zaslug, ktore usprawiedliwiaja moj drugi glos?
Gdybym takowych nie posiadal, jestem gotow zrezygnowac z udzialu w
glosowaniu w ogole!
Order: dodatkowy glos maja posoiadacze jednego tylko, najwyzszego
odznaczenia scholandzkiego: Odreru sw Ulryka I Klasy. Sa to osoby, ktore
maja NADZWYCZAJNE zaslugi, praktycznie sa budowniczymi tego panstwa, bez
nich ono by po prostu nie istnialo. Chyba nie musze udowadniac, ze maja
prawo miec nieco wiekszy wplyw na wynik wyborow, niz osoba, ktora dopiero
weszla do panstwa i zyje z zasilku? Lepiej tez na pewno niz ona wybiorą.
Jestem ZDECYDOWAYM ZWOLENNIKIEM systemu, ktory panuje. Jest to demokracja
zmodyfikowana, i to zmodyfikowana w dobrym kierunku Ci, ktorzy dzwigaja
ciezar panstwa (podatki) i ci, ktorzy to panstwo tworza (szlachta, order)
maja pelne prawo miec nieco wiecej wplywu na kierunek rozwoku panstwa
(poprzez wybory) niz inni.
I nie deminizujmy: na 100 glosow tych uprzywilejowanych (podwojnych i
potrojnych liczac razem) jest 17.
Zatem np jesli 50 osob z jednym glowem na jakas partie zaglosuje, to ona
doistanie 50 glosow. zas jesli wszyscy uprzyilejowani zaglosuja na inna, to
ona dostanie tych glosow 34 w sumie. wiec i tak nie moglaby rzadzic przeciw
polowie narodu. To tylko niewielka poprawka,wyniku. Dzieki niej np. 8%
spoleczenstwa najbardziej zasluzonego ma 15-17% glosow a proporcjonalnie 20%
osob, ktore nie robia NIC ma glosow powiedzmy 15%. Zmniejsza sie przez to
niebezpieczenstwo populizmu, powstaje mozliwosc, ze ci, ktorzy faktycznie
niosa na sobie ciezar panstwa, beda mieli reprezentacje w jego wladzach
proporcjonalna nie tylko do ich liczby (niewielkiej), lecz także (choc w
pewnym stopniu), do ich wysilku i zaslug (znacznie wiekszych).
Mam nadzieje, ze odwaznego (w demokracji to zadna sztuka) pana Pawelczaka
przekonale,m a jesli nie, to i tak go zapewniam, ze bede do konca walczyl o
taki wlasnie system liczenia glosow, jaki jest. Jesli on mialby sie zmienic,
nie mam w takim lepperystycznym panstwie czego szukac. I pewnie nie ja
jeden. Jesli ktos chce zwiekszyc swoje wplywy wyborcze, niech sie postara!
Na pewno zostanie zauwazony.
Filip von Schwaben
Received on Sat 14 Feb 2004 - 07:50:55 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:36 CET