Jestem już tutaj od dość dawna. Podejrzewam jednak, że wciąż znam się na prawie i gospodarce mniej od pana. Myślę, że pana uwagi są w dużym stopniu prawdziwe. Uważam, że gazety są, były i będą krytykować działania rządzących. Chciałem jednak panu powiedzieć, że odkąd tu przybyłem, gdzieś koło roku temu, nie znalazłem osoby, któraby bardziej sumiennie wykonywała swoje obowiązki niż pan Lamperski. Znam wiele osób tutaj. Byłem prefektem i posłem, co pozwoliło mi nawiązać kontakty z wieloma 'ważnymi' postaciami. Wiele osób znam z reala, nawet głównych programistów jak Gauę, czy Pijaca, których uważam za swoich przyjaciół (nie wiem czy oni odwzajemniają moje uczucia :)) Każdego dnia poznaję nowych ludzi. Nie twierdzę, że wszyscy tu nic nie robią. Uważam, że jest wielu, którzy dla Scholandii poświęcają dużo czasu, chęci i swojego życia. Myślę jednak, że pan Lamperski jest osobą, która swoim zaangażowaniem może być przykładem dla innych - także dla mnie i dla pana. Oczywiście powie pan, że jest wiele rzeczy, które mógłby zrobić lepiej. Być może jest. Jednak każdy człowiek na tej ziemi mógłby coś zrobić lepiej. Ważne, żeby swoje ewentualne błędy poprawiać. Jeżeli ma pan jakieś uwagi, to niech pan poda konkretne metody rozwiązania problemów. Nieraz wiadomo, że są, ale nikt nie może wymyśleć jak je zlikwidować. Ja zapewniam pana z całym swoim ewentualnym autorytetem, że pana propozycje zostaną rozważone.
PS. List mi wyszedł jakbym chciał się przypodchlebić panu Lamperskiemu, ale zapewniam, że tak nie jest. Nie potrzebuję się nikomu przypodchlebiać. Już dawno nie ma mnie na arenie politycznej, a w tej chwili nie mam interesu w tym, żeby ucieśniać stosunki z kimkolwiek. Przy okazji muszę nadmienić, że sam jestem poniekąd 'klikaczem' - klikam codziennie 'produkuj'.
Z poważaniem
Piotr Ligocki, baronet
>
>
>
> >witam,
> >
> >Friday, February 13, 2004, 11:06:10 AM, you wrote:
> >
> >sop> Niniejszym z przyjemnością ogłaszam, że został reaktywowany
> >sop> "Spectator".
> >
> >Ciesze sie bardzo. Przeczytalem, podoba mi sie.
> >
> >sop> Czekam z niecierpliwością na opinie.
> >
> >Oto one:
> >
> >#Generalnie w gospodarce nie dzieje się zbyt wiele dobrego - poza
> >#kilkoma prosperującymi firmami, większość wydaje się mieć kłopoty z
> >#uzyskaniem gotówki na inwestycje.
> >
> >Wydaje mi sie to byc nieprawda, lub spora przesada. Mianowicie
> >w ostatnim miesiacu obserwowalismy ozywienie gospodarcze, z jakim
> >nigdy wczesniej nie mielismy do czynienia. Przyczynilo sie do tego
> >wiele firm, wiem na pewno, ze przemysl drzewny, ciezki, wydobywczy,
> >budowlany i czesc przemyslu spozywczego odnotowala spore zyski, inne
> >galezie nie daly mi sie we znaki, co nie znaczy ze tam rowniez nie
> >bylo ozywienia.
> >Pana opinia na temat naszej gospodarki mogla byc wynikiem konsultacji
> >z niefrasobliwymi wlascicielami firm, ktorzy nic nie robiac oczekuja
> >sporo i narzekaja. Firm tak dzialajacych jest niestety kilka, one
> >psuja wizerunek naszej gospodarki, co tym lepiej swiadczy, o tych
> >firmach, ktore generuja ruch na scholandzkm rynku.
> >
> >i jeszcze odnosnie wirtualnej pracy:
> >#Ech... Szkoda, bo dla wielu wirtualnych pracowników była to szansa na
> >#szybkie dorobienie się. A teraz znowu wraca czas ciułania armina do
> >#armina...
> >
> >Zalozeniem idei pracy wirtualnej bylo jedynie podtrzymanie przy zyciu
> >obywateli, ktorzy sa, ale nic ze soba nie robia. Fakt, ze 'klikacze'
> >produkuja 2 a nie 1 jednostke pracy i tak jest sporym uklonem w strone
> >robotnikow. Zarobki rzedu 11ar (12 - ok 1 na posilek) dawaly
> >tygodniowo pensje... ministra! Nie trzeba chyba wiecej tlumaczyc. Nie
> >chcemy ludzi, ktorzy beda klikac codziennie i niczym wiecej sie nie
> >zajmowac. Jesli teraz tacy sa (warunki maja), to daje glowe, ze znudzi
> >sie im to bardzo szybko.
> >
> >
> >To wszystko, poczulem potrzebe skonfrontowania tych dwoch fragmentow
> >"Spectatora", by ujrzala swiatlo dzienne prawda, a nie subiektywne
> >komentarze, ktore sa jednak domena kazdej gazety.
> >
> >--
> >pozdrawiam,
> >Jakub jumper Lamperski mailto:jumper19_usunto_at_o2.pl
> >Min Gosp i Pracy
> >------------
> > www.PASIBRZUCH.w.pl - najesz sie do syta
> > www.leenx.prv.pl - linki ktorych szukasz
> >---<>---<>---<>---<>---<>---<>---<>---<>---<>---<>---
> >
> >
> >Wielce Szanowny Panie Ministrze...
> Cieszę się niezmiernie, że zareagował Pan na informacje i komentarze
zawarte w Spectatorze. Jest to dla mnie najlepszy dowód, że przedstawione w
nim opinie wzbudzają jakiś rezonans i są tematem do dyskusji. To wielka
radość dla każdego dziennikarza. Są też najlepszym dowodem, że powrót
Spectatora - zasłużonego pisma, które budziło dyskusje i emocje wśród
Scholandczyków początkując rozwiązanie wiele kluczowych problemów naszej
wspólnej wirtualnej ojczyzny - staje się faktem. Ten powrót traktuję to jako
swój osobisty sukces. I sukces ten dedykuję osobie, która mnie do tego
namówiła - Jego Królewskiej Mości Arminowi Frederikowi.
>
> Pozwolę sobie jednak nie zgodzić się z Panem Ministrem przynajmniej w
kilku kwestiach.
> Primo: zawarte w Spectatorze treści są faktami, choć nie niekiedy
połączone z osobistymi wnioskami, które na podstawie tychże faktów
wyciągałem. Nie ukrywam wcale, że nie wszystkie są moim - i tylko moim
odkryciem. Kilka - a te dotyczą m. in. gospodarki - pochodzi od
niezadowolonych obywateli Scholandii. Także takim obywatelom - nie tylko
wirtualnym jappi - powinien Pan służyć. I to jak najlepiej, bo zniechęceni
mogą odejść, co osłabi Scholandię. A tego przecież obaj nie chcemy...
Wracając jednakże do meritum mojego wywodu - przyjąłem ich punkt widzenia
jako własny. I dopóki mnie Pan nie przekona, że jestem w błędzie w takim
przekonaniu pozostanę. Proszę jednak o wizję i fakty, a nie statystyczne
dane, ze ktoś zarobił więcej niż kilka miesięcy temu.
>
> Secundo: W gospodarce Scholandii Szanowny Panie ministrze nie dzieje się
zbyt dobrze. Jeśli Pan tego nie wie, to jestem tym bardzo zmartwiony, bo nie
wiedząc o chorobie jakże może Pan ją leczyć. Pozwolę sobie wyjaśnić
dlaczego - w mojej ocenie - źle dzieje z gospodarką. Ano dlatego, że są
kłopoty z kumulacją kapitału niezbędnego na inwestycje lub rozruszanie
interesów. Niskie podatki i wolność gospodarcza nie wystarczą, gdy brak
wiedzy i kapitału na start z własną firmą. A wie Pan znakomicie, że w
wirtualnym świecie trzeba trochę więcej niż pomysł i dobre chęci...
> Zresztą - proszę sobie wyobrazić, że dzisiaj rozpocząna Pan swoją karierę
w roli nowego obywatela Scholandii. Nie zna Pan jej wcale, jej praw, reguł
gospodarczych nią rządzących ani ludzi, którzy w niej mieszkają... Jedynym
dostępnym zajęciem jest dla Pana praca "klikacza", a by zostać wśród
"żywych" musi Pan jeść, mieszkać, itp... I zanim nie zgromadził Pan środków
na rozruch jakiejś działalności, zanim się Pan nie nauczy - niestety nie
wiadomo skąd i gdzie - jest Pan skazany - na dość długie i monotonne
przyciskanie klawiszy i rolę jednego z tych obywateli, którzy jak ich Pan
łaskawie określił "są, ale nic ze soba nie robią"... Wiem to, bo całkiem
niedawno byłem jednym z nich. Zawodowo żyję ze zdobywania informacji ale -
Panie ministrze - do dzisiaj nie wiem jak zdobyć fundusze na rozruch
działalności gospodarczej - nie mając zabezpieczenia na kredyt,
odpowiedniego prestiżu (jak go zdobyć z 200 arminami na starcie), nie znając
ludzi, którzy żyrowaliby pożyczkę, ani całych
> tajmniczych misteriów z wykupowaniem licencji, budowaniem infrastruktury i
wreszcie zakupem działki. To ostatnie akurat jest najprostsze, tylko po jej
zakupienia nie starcza już na nic innego... A jestem przecież człowiekiem
wykształconym, prawnikiem, kimś kto wie na czym polega działalność
gospodarczy, i kimś kto przez trzydzieści kilka lat sporo widział i -
pochlebiam sobie - cokolwiek zrozumiał...
> Gdyby nie fakt, że jestem zawodowym dziennikarzem i mam pojęcie o tym
fachu, gdyby nie propozycja bym podjął się wydawania Spectatora, gdyby nie
moje prawnicze wykształcenie, kto wie jak długo byłbym zwykłym
"klikaczem"... I czy zniechęcony - nie opuściłbym w końcu Scholandii. Brak
opieki, brak perspektyw przed ludźmi, którzy "klikają kilka razy dziennie"
i których nam w Scholandii "nie trzeba" powoduje, że w naszym kraju mamy
tylu obywateli ilu mamy. Nikt z nas nie wie ilu nowych - być może
wartościowych - ludzi zniechęca ten brak możliwości i perspektyw. Prawie jak
w realnym życiu nieprawdaż? Tyle, że tutaj wystarczy po kilku dniach
(tygodniach, miesiącach) zapomnieć o Scholandii i szukać innego miejsce,
wspólnoty, która zaakceptuje wirtualnego poszukiwacza. W świecie realnym
takiej opcji nie ma. Tam się zaciska zęby i żyje dalej gorzko przełykając
pigułkę o nazwie "brak przyszłości". Dlatego tak wielu Polaków szuka nowej
ojczyzny zagranicą, dlatego liczni znajdują ją w
> wirtualnym świecie. Dlatego tak liczni Scholandczycy tak chętnie szukają
azylu w wirtualnej ojczyźnie. A przecież tutaj - Panie Ministrze - tu
powinno i ma być inaczej. Taki jest przecież cel tego wszystkiego
nieprawdaż? Czy wie Pan ilu tracimy przyszłych mężów stanu, działaczy
gospodarczych, naukowców etc, bo ich jedyną wadą jest, że pojawili się w
Scholandii po czasach, kiedy jej oligarchia zbudowała swoje fortuny i
doskonale działający system gospodarczy. System, który - dzięki metodzie
trzymania kapitału poza zasięgiem tych nowych - pozostaje jak przysłowiowy
lizak za szybą. Służy do podziwiania, ale nie do udziału w nim.
> Tertio: Nie jestem przeciwnikiem liberalizmu, ani tym bardziej
zwolennikiem socjalizmu. Uchowaj Boże - nie jestem też komunistą. Pamiętam
jednak, że państwo, gospodarka nie są wartością samą w sobie. To się nazywa
wrażliwość społeczna, a wśród ludzi, których się nie wstydzili do niej
przyznawać są m. in. Jan Paweł II, Mahatma Gandhi czy Geoffrey Saks. W
liberaliźmie jest takie powiedzenie, że bezrobotnym wręcza się wędkę, by
mogli łowić ryby. My - w scholandzkim liberaliźmie - pokazujemy staw pełen
ryb i zmuszamy do zjedzania przynęty. Z braku wędek zapewne...
> Odpowie Pan pewnie, że w prężnie działająca gospodarka w liberaliźmie
zliwkiduje te problemy tylko na to trzeba czasu. Szanowny Panie Ministrze...
Wzmiankowany G. Saks na stwierdzenie, że gospodarka USA w dłuższej
perspektywie sprawi, że bezrobocie zmaleje odparł wcale dowcipnie: "W
dłuższej perspektywie wszyscy będziemy martwi..." Sęk w tym, że w Scholandii
jest dzisiaj, "klikacze" (de facto wirtualni bezrobotni) są tu i teraz.
>
> Quarto: Jako ministrowi gospodarki winno Panu zależeć, by jak najmniej
było słabo prosperujących firm, przedsiębiorców narzekających na brak
funduszy i w ogóle ludzi, którzy (często z konieczności) są tylko
"klikaczami", bo się im to w końcu - jak słusznie Pan zauważył - znudzi. Czy
Pana zdaniem o to chodzi, by się znudzili? Oczywiście - wirtualna Scholandia
to w założeniu państwo egalitarne, dla wybranych, ale... przecież u licha
rozumując w ten sposób nikt, kto dzisiaj chce stać się jednym z obywateli
nie ma szans dobrego startu o ile - jak ja - nie jest dziennikarzem albo
prawnikiem, pisarzem, artystą lub informatykiem czy historykiem. A najlepiej
wszystkim naraz. Czy poza wymienionymi obywatele są nam niepotrzebni?
Przecież i Pan i ja wiemy, że założeniem liberalizmu jest wolność i równość
szans. Czy obecnie - Pana zdaniem - taki stan istnieje. Wybaczy Pan -
klikanie raz dziennie jest sposobem na przeżycie tylko do czasu, do kiedy
jest nadzieja, że znajdzie się w Scholan
> dii
> jakieś pożyteczne zajęcie dla obywatela. A, że nie mają szansy znaleźć go
nim się znudzą to nie tylko ich wina. Wśród winowajców jest m. in. Pan Panie
Ministrze. Kto wie - jeśli nic nie zrobię by taki stan zmienić, może i ja
będę zmuszony dopisać się do tej listy...
>
> Ubolewając, że "Eldorado się skończyło" wlaśnie powyższe miałem na myśli.
Gospodarka sama w sobie - nawet rozwijająca się najprężniej i najpiękniej -
nie jest dla mnie dobrym mechanizmem o ile cały czas w jej tworzeniu biorą
udział ci sami ludzie (niechby poprzez różne firmy). Bo jakież oni tworzą w
ten sposób perspektywy rozwoju innym obywatelom? Że najbardziej zasłużeni
mają największy wpływ na politykę i decydowanie o Scholandii - to słuszne
założenie. Ale, żeby też tylko Ci ludzi mieli perspektywy na pełny udział w
gospodarce na to zgody nie ma!
> Quinto: Jako dziennikarz bardzo cieszę się, że sprostował Pan to co uznał
Pan za mój przesadzony komentarz, ale zaiste - jako obywatel bardziej bym
się cieszył gdyby raczył Pan raczej zapytać mnie o ideę aktywnie
działającego Biura Pośrednictwa Pracy - zwłaszcza dla młodych ludzi czy
Wydział Gospodarczy KUS. Z całym ogromnym szacunkiem jaki mam dla Pana - to
byłoby coś. I gdyby Pan się właśnie tym zajął, miast ekscytować się jakież
to wspaniałę ożywienie zapanowało wśród kilkudziesięciu firm należących do
kilkunastu ludzi, którym przygląda się kilkuset ciułaczy zyskałby Pan moje
uznanie.
>
> Powyższe słowa - choć przyznaję być może ostre - nie mają na celu
obrażenie Pana. Co najwyżej mają pobudzić do działania... Pobudzanie,
inspiracja, dyskusja - niechby ostra - taką rolę widzę dla Spectatora i
wdzięczny jestem Panu wielce za rozpoczęcie tej dyskusji. Do której
niniejszym zapraszam wszystkich polityków Scholandii, którzy będą kandydować
do Parlamentu. Panowie - przed Wami wielkie zadania - jak zlikwidować
wirtualne bezrobocie (ukryte pod mającym zanudzić "klikaniem" - jak zauważył
Minister Lamparski.
>
> Z poważaniem
> Przemysław Sarosiek, redaktor naczelny Spectatora
>
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >
> >.
> >
> >
> >
> >
> >Yahoo! Groups Links
> >
> >
> >
> >
> >
> >
>
>
>
>
> Yahoo! Groups Links
>
>
>
>
>
Received on Sat 14 Feb 2004 - 04:40:53 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:36 CET