> Zresztą - proszę sobie wyobrazić, że dzisiaj rozpocząna Pan swoją karierę
w roli nowego obywatela Scholandii. Nie zna Pan jej wcale, jej praw, reguł
gospodarczych nią rządzących ani ludzi, którzy w niej mieszkają... Jedynym
dostępnym zajęciem jest dla Pana praca "klikacza", a by zostać wśród
"żywych" musi Pan jeść, mieszkać, itp... I zanim nie zgromadził Pan środków
na rozruch jakiejś działalności, zanim się Pan nie nauczy - niestety nie
wiadomo skąd i gdzie - jest Pan skazany - na dość długie i monotonne
przyciskanie klawiszy i rolę jednego z tych obywateli, którzy jak ich Pan
łaskawie określił "są, ale nic ze soba nie robią"... Wiem to, bo całkiem
niedawno byłem jednym z nich. Zawodowo żyję ze zdobywania informacji ale -
Panie ministrze - do dzisiaj nie wiem jak zdobyć fundusze na rozruch
działalności gospodarczej - nie mając zabezpieczenia na kredyt,
odpowiedniego prestiżu (jak go zdobyć z 200 arminami na starcie), nie znając
ludzi, którzy żyrowaliby pożyczkę, ani całych
Ja sie wypowiem jedynie co do tego fragmentu. Otoz jesli sie czegos nie wie warto skorzystac z pomocy osob, ktore dluzej zyja w Scholandii. Kazdy nowy obywatel dostaje maila powitalnego. I to nie tego z dlugimi instrukcjami. Chodzi o maila powitalnego od burmistrza i prefekta. Ja jako burmistrz zawsze oferuje swoja pomoc w zakresie moich mozliwosci. Jesli czegos nie wiem to odsylam do kompetentnych osob. Tylko ze malo kto chce z tego skorzystac. Malo ktory obywatel odpowiada na takie maile. A naprawde jesli ktos chce to dowie sie wszystkiego. Co wiecej. Proponowalem nawet prace nowym obywatelom. I to taka, ze zarabialiby wiecej niz "klikacze". Dlaczego nikt nie chcial skorzystac? Nie wiem. To tyle mojego komentarza do powyzszego fragmentu.
AW Received on Sat 14 Feb 2004 - 04:23:39 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:36 CET