Zadnego pozwolenia nie potrzeba. Pani jest ministrem. Jest tylko kwestia placenia. zasada jest prosta: Nie bedzie pensji, poki zatrudniony czegos na poczatek nie zrobi. Wtedy Pani zglasza to premierowi lub krolowi, a oni (jeden albo drugi) wpisuja osobe na liste plac. Ta zasada obowiazuje w państwie od kiedy rzadzi nim nowy rzad (1. marca) kiedy to przekonalismy sie, że czesc prefektow i ministrow brala pensje za nic. Tego chcemty uniknąć. Natomiast pozwolenia na prace nikt w Scholandii nie potrzebuje. Dziwne, że Pani nie spytala o to Premiera lub Krola, tylko sieje w ten sposob niepotrzebny zamęt i czyni nowych obywateli niepewnymi. I Krol, i premier zapytani, powiedzieliby Pani to samo. Czy Pani po prostu nie chce w ten sposob przykryc biernosci Dyrektora? Dal sie poznac jako zlotousty, niezwykle uprzejmy czlowiek, ktory jednak jak dotad tylko obiecywal. Dziwne, ze minister Kultury (zatrudniajacy przeciez, jak kazdy minister swoich pracownikow) nie wie po miesiacu pracy na stanowisku, ze będąc odpowiedzialny za resort moze zatrudnic kogo chce. tylko z placeniem jest tak, jak napisalem: Jest pierwsze dzielo - jest wyplata. nie ma nic - nie ma kasy. I to jest zasada dobra! Nawet Niemcy na "wisienkach" mowia do naszych studentow: "Ohnne Arbeit keine "pieniadze"! AB, Spectator Received on Tue 27 May 2003 - 04:04:31 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:34 CET