Re: [scholandia] Premier sięga po władzę absolutną

From: juras <mailesb_usunto_at_o2.pl>
Date: Mon, 17 Mar 2003 18:12:22 +0100


> Od: "juras" <mailesb_usunto_at_o2.pl>
> Drodzy Współobywatele i uzytkownicy Listy dyskusyjnej Scholandii!
>
> "Z powodu ostatnich wydarzeń, podczas ktorych nasza lista dyskusyjna
zostala
> wykorzystana do osobistych rozgrywek jej administratora, Rząd królewski
> podjąl decyzję zmiany sytuacji, w której nasza Lista znajduje się w
> niepewnych rękach."
>
>
> Z przykroscia stwierdzam, że Wasz Premier próbuje Was oszukać, by przejąć
> władzę
> absolutna w państwie. Jestem administratorem na yahoo od paru lat i takie
> zagrywki
> z przepisywaniem na siłę ludzi na nowa listę widziałam nieraz.
> W momencie gdy premier zacznie być adminem i ownerem listy
> dyskusyjnej, nikt
> nie będzie mógł stanać w obronie zwykłych mieszkańców - po prostu premier
w
> ten
> sposób będzie miał władzę nieograniczona. Będzie mógł zapisać i wypisać
kogo
> będzie
> chciał, będzie mógł nawet wyrzucić z listy króla.

Rząd przejął administracje nad tą lista, właśnie po to, aby zakończyć samowolne praktyki dotychczasowego administratora, pani Hasse, która zaczęła ograniczać prawa uczestników listy bez wyroku sądowego ani nakazu administracyjnego demokratycznie wybranych władz. Robila to tylko dlatego, że dana osoba w innym miejscu spierała się z nią - Zatem wykorzystała listę dyskusyjną Scholandii jako narzędzie własnych interesów. Na innym miejscu zresztą groziła, że zamknie usta osobom innych pogladów na listach, ktorymi administruje. Pani Hasse zresztą już to uczyniła w przypadku listy Trybuny, którą stopniowo przejęła na prywatną własnoiść bez zgody jej współzałożycieli. Proszę osądzić, co jest dla państwa bardziej niebezpieczne: lista w rękach demokratycznie wybranego rządu czy samowolnie decydującego o cenzurze urzędnika. z góry jednak zapowiadam, ze nie mam ani ja, ani Króleswki Rząd intencji zachowania na stałe kontroli nad lista Scholandii, uważamy, ze decentralizacja jest właściwą drogą dla ochrony demokracji. W czasie nie przekraczającym dni 14, więc po uspokojeniu się sytuacji, Rząd przekaże administrację listą wybranej osobie powszechnego zaufania, nie będącą czlonkiem rzadu ani administracji królewskiej, ani tez żadnej z partii politycznych.

Własnie dlatego
> administratorem
> zazwyczaj jest osoba bezstronna i doswiadczona, bo gwarantuje to
zwyczajnym
> mieszkańcom demokratyczne, uczciwe wybory przywódców czy
parlamentarzystów.
> Administrator nigdy nie powinien pełnić żadnych funkcji w państwach, które
> administruje.
> Tak własnie było w Scholandii. Był król, był premier a ja, jako
> administrator, czuwalam
> tylko nad bezpieczeństwem listy i nad przestrzeganiem prawa.
> Wyobrazcie sobie, że Wasz premier ma władze administratora na liscie -
> nie macie
> wtedy żadnej możliwosci protestu czy obrony przed ewentualnymi nadużyciami
> prawa
> ze strony władzy. Nie możecie pozwolić sobie nawet na krytykę, bo taki
> premier może Was
> po prostu zablokować.

Na tę kwestię już odpowiedziałem powyżej - nie bedzie rząd administrował listą Scholandii, a tylko musiał ją przejąć, bo sytuacja tego wymagała. Przez cały okres istnienia naszego Królestwa ani nasz Rząd, ani poprzedni Rząd Tymczasowy barona Kędziory (ani Król, o ile mi wiadomo) ani razu nie interweniowali ani nie zlecali interwencji w związku z wypowiedziami na liście, co p. Hasse chyba potwierdzi?

> Dopóki ja jestem ownerem, nie ma możliwosci sięgnięcia po władzę
obsolutna
> i zawsze jest możliwosć dopilnowania, by zachowane zostały zasady
> demokracji.

Na nowej liście nie jest Pani ownerem, stara lista, nie jest lista Scholandii, tylko prywatną listą pani Hasse. Jak zaś ona pojmuje demokjrację, wszyscy zauważyli na przypadku p. Morfeusza, ktoremu Pani Hasse zamknęła usta bez niczyjego polecenia ani pytania kogokolwiek o zdanie.

Nic jednak na siłę się
> nie robi. Po pół roku rozkwitu Sarmacji mamy okazję ogladać jej upadek.
> Gospodarka już
> nie działa, sejm jest bezwładny i bez mocy ustawodawczej - dlatego własnie
> że władca Scholandii jest administratorem. Nie ma tam szans na decydowanie
o
> czymkolwiek przez społecznosć listy. Jesli chcecie mieć taki kraj - to
> możecie przejsć sobie na listę premiera.
> Dla mnie to tylko mniej pracy, bo administruję kilkoma listami. W tym
akurat
> się specjalizuję.
> Jak mieliscie okazję się przekonać, tylko raz zmuszona byłam do nałożenia
> moderacji na
> jednego z mieszkańców Scholandii (Morfeusza), który zachował się po
chamsku
> i istniała
> możliwosć, że tak samo zachowa się na liscie Scholandii. To jest własnie
> rola administratora.
> Pamiętajcie, że kazdy z was ma prawo żadać od administratora ukrocenia
działań tych
> władców, którym
> woda sodowa uderza do głowy.

Każdy może żądać ukrócenia każdych praktyk przed Sądem, a najlepiej na drodze wyborów. Na tym polega właśnie różnica: W Scholandii są wolne wybory, co 4 miesiące. Ja reprezenutję Rząd, wyrany w takich właśnie wolnych wyborach, przez Was, Scholandczycy. Pani Hasse reprezentuje tylko siebie i jest zbuntowanym urzędnikiem. Mianowano ją kiedyś na funkcję administratora listy, teraz tę noominację cofnięto - i były po temu powody. Ot i wszystko. Pani Hasse może oczywiście odwołać się do Sądu, jesteśmy w wolnym kraju. Niemniej nawet w przypadku odwołania powinna respektować prawo i jako odwołany urzędnik nie mącić przeciw prawowitym, mającym demokratyczną legitymację władzom, usiłujac żądać od obywateli wypowiedzi na temat wyborów, czyli zwołując referendum. Referendum w Scholandii może zwołać Parlament, a nie zdymisjonowany urzędnik. Na liście pani Hasse nie będą pojawialy się zadne ogłoszenia ani akty prawne Scholandii, kto więc tu pozostanie, bedzie sobie mógl porozmawiać, ale nic z tego dla jego życia w naszym kraju nie wyniknie. Każdy w Scholandii może sobie zresztą założyć nową listę i rozmawiać, o czym chce. Nie bedzie ona jednak listą oficjalną. Instrumentów zaś do przeprowadzenia czegokolwiek poza manipulowaną przez siebie ankieta Pani Hasse nie posiada, dostępu do Strony Scholandii nie ma, nigdy nie miala i nie uzyska, więc jej ewentualne ankiety nie mają nie tylko mocy prawnej, ale nawet jakiejkolwiek gwarancji obiektywizmu. zresztą utrządzala już takie szopki: Pytała na przyklad czytelników Trybuny, czyli przypadkowych ludzi, czy chcą detronizacji króla Dreamlandu, ktorego akurat ona nie lubi albo zabójstwa (tak, zabójstwa!) Prezydenta WKRP. Niech więc pyta kogo chce, i o co chce.
Pani hasse pozostaje obywatelem naszego kraju, może więc spokojnie założyć w nim partię, a nawet wygrać wybory, jeśli znajdzie chętnych ,którzy ją poprą. Jeśli więc ktoś chce mieć domek-fotografię (z okienkami), grafikę z Settlersów III z ładnymi ludzikami, mapę kraju w postaci plamy i listę zdominowaną przez Panią Hasse, wyrzucającą kogo chce i za nic mającą demokrację, niech spieszy pod jej sztandary: Sztandary Urbana i pornograficznych montaży, sztandary oszustwa i fałszowania cudzych listów (patrz fałszywka listu Morfeusza na liście Trybuny), sztandarów nieustannego wywoływania skandali wokól jednej osoby (pani Hasse oczywiście) i wreszcie oszczerstwa (jak te, ktorymi obrzuca ona od miesięcy cale władze Sarmacji, ktorej także nienawidzi).
Przypominam wszystkim ewentualnym chętnym, że pani Hasse została usunieta z wielu już panstw wirtualnych oraz ich list, przegrała całą serię procesów oraz cieszy się złą sławą w najważniejszych panstwach wirtualnych (Dreamlandd, Sarmacja, Baridas), a wszystkich swoich przyjaciół i współpracowników cynicznie wykorzystywała po czym obrzucała wiadrem pomyj. jeśli chcecuie to zaryzykować - droga wolna. Scholandia zaś została właśnie oczyszczona z tego niebezpieczeństwa

premier
Nadin de Belli Received on Mon 17 Mar 2003 - 09:12:06 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:34 CET