To smutny dzień dla polskich Państw Wirtualnych. Wspólna Mapa była efektem ogromnego wysiłku i kompromisu, który okazał się tak kruchy i który właśnie rozsypał się w proch. Ojcem założycielem i największym orędownikiem powstania Mapy był prześwietny Król Dreamlandu Artur I Piotr. Nikłe to pocieszenie, ale jako Jego następca mogę przynajmniej powiedzieć, że Królestwo Dreamlandu nie przyłożyło ręki do tego haniebnego i barbarzyńskiego aktu destrukcji. Przedstawiciele Królestwa do końca podejmowali się prób mediacji, jednak decyzja o rozbiciu Rady zapadła już na innych dworach.
Prawo do samostanowienia to również prawo do dochowywania poprzednio złożonych zobowiązań. Nikt ze strony Sojuszu nigdy nie stwierdził, że Narody z Sarmacji i z Wandystanu nie mają prawa zadecydować o swym połączeniu. Nie bądźmy jednak hipokrytami. Państwo wirtualne to internetowa społeczność umowna, zajmująca umowną powierzchnię na wyimaginowanym umownym lądzie. Nie piksele na mapie stanowią przecież Naród, lecz ludzie - siedzący przy swoich komputerach, gdzieś w różnych miejscowościach Polski. Lądy, które powołaliśmy do życia w ramach Wspólnej Mapy są umowne i mamy nieograniczoną możliwość przekształcania ich, rozdzialania i zmieniania. Po to powołano Radę Mapy, aby sankcjonowała wszelkie tego typu zmiany zgodnie z interesem wszystkich i unikając przy tym manipulacji. Istniało więcej niż jedna możliwości rozwiązania problemu wchłonięcia Wandystanu przez Sarmację w sposób satysfakcjonujący dla Księstwa Sarmacji, a jednocześnie pozwalający jej nie gwałcić danego w przeszłości słowa. Sarmacja wybrała jednak, by postawić Radę Mapy przed faktem dokonanym, co Sojusznicze Królestwa wyjaśniały na tym Forum jakiś czas temu we wspólnym oświadczeniu.
W gruncie rzeczy Rada Mapy została postawiona przed alternatywą, od której obie drogi prowadziły do jej destrukcji. Wyrażenie bowiem zgody na nie poddający się jakimkolwiek negocjacjom dyktat pod groźbą zerwania traktatu powołującego Mapę dowiodłoby zawodności aparatu funkcjonowania Rady i niechybnie doprowadziłoby do chaosu w przyszłości. Z drugiej strony odrzucenie przez Radę akceptacji zjednoczenia oznaczałoby rozminięcie się Mapy ze stanem rzeczywistym, a więc uchybienie jej podstawowej funkcji. Tempo i pośpiech w jakim Sarmacja zerwała traktat i to akurat w momencie, w którym udało się rozpocząć otwartą wymianę argumentów przez strony konfliktu dowodzi, że decyzja zapadła już dawno i nie było od niej odwrotu.
Wspólna Mapa Polskich mikronacji od początku była obarczona jednym piętnem. Mogła istnieć tak długo, jak wszyscy jej sygnatariusze życzyli sobie współistnieć na jednym, choćby wyimaginowanym, świecie. Nie istniała i nie powinna była istnieć możliwość, by trzymać nas razem także w momencie, gdy nie będziemy sobie już tego życzyli. Szkoda, że w naszym rejonie zgoda jest jedynie okresem przejściowym, a o własnych zobowiązaniach zapomina się dużo szybciej, niż o wzajemnych urazach.
Z poważaniem,
Paweł
Król Dreamlandu
Received on Wed 24 May 2006 - 16:29:37 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 20:11:38 CET