RE: Koniec (było: Federalni Krzykacze)

From: Artur I Piotr, R. <aipr_usunto_at_op.pl>
Date: Tue, 8 Feb 2005 21:06:12 +0100


KRÓLEWSKI
PAŁAC EKHORN Dnia 8 lutego 2005 r.

> Kto popiera mój pomysł?

Przyznam szczerze, że miałem napisać w pierwszym odruchu po prostu "ja". Jednakże sprawa nie jest taka prosta.

Z pewnością mam dość - jak zapewne większość - rozemocjonowanych wypowiedzi i wzajemnych "uprzejmości". Nie służą one ani autorytetowi Prowincji, ani całego Królestwa. Przypominam, że organy federalne i krajowe obowiązane są konstytucyjnie do współpracy. Ta oczywiście zawsze rodzi konkurencję, jak zawsze w przypadku czynników deficytowych (a takim zawsze są w wirtualnej rzeczywistości wartościowi, aktywni obywatele). Sama dyskusja ujawniła jednak parę ciekawych wątków.

Pierwszym z nich jest niewątpliwie kwestia pracowników. Przyznam szczerze, że twierdzenia wygłaszane przez Namiestnika Solardii nieco mnie zdziwiły i zaniepokoiły. Przymus pracy to pokłosie systemu niewolnictwa. We współczesnym świecie przyjmuje się, że państwo cywilizowane nie dopuszcza do takiej sytuacji w której pracownik musi pracować. Porzucenie pracy - choćby najbardziej dotkliwe dla pracodawcy - może łączyć się jedynie z odpowiedzialnością odszkodowawczą pracownika.

Drugi wątek to sprawa awansów. Tutaj chyba najlepiej wyłożył to markiz Ghardin, pozostaje jedynie podpisać się pod tym. Każda administracja opiera się na zasadzie, że instancje wyższe (a szczebel federalny jest instancją wyższą) czerpią swych pracowników z zasobów lokalnych, bo niby skąd mają ich czerpać? Rację ma Namiestnik Solardii wskazując, że Prowincje pełnią arcyważną rolę w naszym systemie, będąc pierwszą linią kontaktu z obywatelami. Zawsze powtarzałem Namiestnikom, niejednokrotnie gromiąc w Senacie bezczynność w tym zakresie, że to na Prowincjach spoczywa jeden z najważniejszych obowiązków szeroko rozumianej administracji publicznej - zaaklimatyzowanie nowych obywateli. Jednakże to, co Namiestnik Solardii nazywa wykorzystywaniem przez "Federalnych" Prowincji, jest prostą logiką ustrojową. Któryś z Was, drodzy Dreamlandczycy, pewnego dnia zostanie przeze mnie powołany na mojego następcę. To oznacza, że jakaś Prowincja utraci jednego z jej najaktywniejszych obywateli. To jest po prostu nie do uniknięcia. Zapewniam - i w takim razie z góry uprzedzam - że pytał się o zgodę Namiestnika nie będę, byłoby to bowiem postawienie na głowie całej logiki ustrojowej naszego Królestwa. Osobiście uważam, że to raczej zaszczyt dla Prowincji i świadectwo jej prężności, gdy wielu jej obywateli pełni funkcje federalne. A że burzy to lokalne układy personalne (bez negatywnych skojarzeń) - cóż, to jest wyzwanie dla lokalnych władz.

Trzecia sprawa to finanse - zbyt ważka, aby pozostawić ją z niedomówieniami. Szkoda, że i w tym wypadku emocje wzięły górę nad wolą współpracy i zrozumienia wzajemnych stanowisk. Gdyby mnie proszono o przedstawienie modelu finansowania działalności Prowincji by wykorzystać go w całym Królestwie, to jako szef Prowincji udzieliłbym tej informacji z dumą. Jakaż to fascynująca promocja dla Prowincji - patrzcie, mamy takich ludzi, że de facto opracowali plan finansowania całego Królestwa. Może jednak warto na spokojnie przeanalizować i skorzystać z okazji. Od razu mówię, że to są szczegóły techniczne i raczej na urzędową/prywatną korespondencję, a nie na dreamlandzki rynek.

I wreszcie na zakończenie jedna uwaga nieco innej natury. Obaj główni dyskutanci zadaje się zapomnieli o jednej okoliczności. Namiestnik jest Namiestnikiem Koronnym, a Premier jest Premierem Rządu Królewskiego. Obaj zatem w pewnym sensie reprezentują autorytet Króla - zatem w dyskusji, zwracając się do siebie, warto tenże autorytet wzajemnie uszanować.

(-) Artur I Piotr, R. Received on Tue 08 Feb 2005 - 12:06:25 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET