Re: [dreamland] było [ i po imprazie:)] jest DZIĘKI!

From: Edward Krieg <Krieg_usunto_at_poczta.fm>
Date: Mon, 7 Feb 2005 16:50:51 +0100

 Cóż - taka wymiana zdań pomiędzy władzami federalnymi a krajowymi była chyba nieunikniona. Też byłem niegdyś premierem, wiem, co oznacza kierowanie gabinetem, gdy na horyzoncie nie ma wcale dziesiątek podań o pracę.

 W wywodzie arcyksięcia Morfeusza jednak jedna zasadnicza niekonsekwencja: podaje Arcyksiążę przykład swojego kuzyna, którego szefostwo chciało przenieść do wrocławskiej centrali, ale dotychczasowy szef - zarządzający filią - nie zezwolił na to i kuzyn pozostał na dotychczasowym stanowisku. Jednocześnie jednak Arcyksiążę pisze: "Rząd nie jest moim zwierzchnikiem więc proszę mnie nie pouczać gdzie i jak mam pracować (polskie znaki z przekory dodałem ja - przyp. Krieg)". Czy zatem Rząd Królewski ma być zwierzchnikiem Arcyksięcia czy Kanclerza wtedy, kiedy jest to akurat potrzebne do usprawiedliwienia jakiegoś wywodu, a staje się ciałem znajdującym się kompletnie z boku drabiny hierarchii służbowej, gdy Dreamopolis akurat w takim przedstawieniu sprawy w tej danej chwili ma jakiś cel? A może w argumentacji Arcyksięcia jak zwykle kryje się jednak jakaś niedostrzegalna dla mnie żelazna logika?

 I kolejna sprawa: obsesją prowincji, w szczególności już Solardii, wydaje mi się ciągłe posądzanie władze federalne o stosowanie jakichś chwytów, które mają wywracać do góry nogami poukładany i krwią okupiony system krajowy. Otóż prawda jest taka, że w sprawie Pana Hanssa Upengressa Premier sir Albon postąpił całkowicie słusznie. Zgłosił się do niego Solardyjczyk; Premier uznał, że to osoba odpowiednia, więc z zastosowaniem procedur związanych z powoływaniem urzędników RK przyjął go na stanowisko. Pan Upengress ma święte prawo do dysponowania pracodawcom swoją osobą - może przejść tam, gdzie mu bardziej pasuje, gdzie mu lepiej płacą, gdzie ma przestronniejszy gabinet lub gdzie bardziej dbają o wystrój korytarzy, może też nikogo nie informować o powodzie swojej decyzji. I nikt mu nie powinien z tego powodów robić wyrzutów. Decyzja czy Pan Hanss Upengress pozostanie na dotychczasowym stanowisku czy przejdzie na inne - należy jedynie do Pana Upengressa i nikogo więcej. Szczególnie, jeśli nie jest to awans w obrębie jednej instytucji a przejście do kompletnie innej.

 Za niedorzeczne, a zarazem ubliżające także Panu Upengressowi postrzegam zatem twierdzenie, że "federacja ukradła go Solardii". Pan Upengress nie jest rzeczą - innymi słowy nie jest przedmiotem a podmiotem w staraniach pracodawców - i jeżeli władze Dreamopolis nie były w stanie zapewnić takich warunków, które by mu odpowiadały, to przyjął inną propozycję i pracuje teraz w Ekorre.

 A co do Senatu... Już nawet nie będę się za bardzo rozpisywał. Ja rozumiem, że macie, Panowie Senatorowie, bardzo wiele pracy poza nim. Proszę jednak w takim razie zastanowić się nad stosowną zmianą Konstytucji umożliwiającą samorozwiązanie, bo tak współpracować z panami dalej się nie da. Odzywka do Premiera Rządu Królewskiego w stylu Morfeuszowskiego "zajmij sie pan swoimi sprawami, jak mamy zajac sie budrzetem jak rzad co chwila od prac jest odrywany wiadomoscia ze trzeba poszukac kolejnego ministra" to już po prostu chyba jednak Ścieklicowe chamstwo. Trochę szacunku dla własnej osoby, Arcyksiążę. Czy Arcyksiążę zauważył w ogóle istnienie projektu budżetu, którym Senat miał się zająć, ale jakoś jak zwykle nie wyszło? Jeśli chodzi zaś o włączenie w to zagadnienie rządu Solardii... Cóż, wyborny manewr, naprawdę, ale mnie on nie bawi. To nie Rząd Pana kolegialnie zasiada w Senacie, tylko Pan!  

 Pozdrawiam,  

 Edward diuk Krieg.



Tylko 35 gr za granice przez 0708-108-107. Zadnych oplat wiecej!!
Sprawdz: >>> http://link.interia.pl/f1849 <<< Received on Mon 07 Feb 2005 - 07:50:59 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET