Witam,
Wszystko brzmi cacy, ale jest poważny problem - państwo to nie jest jakaś kosmiczna istota o boskich zdolnościach i możliwościach. To, co Pan określa państwem, to są ludzie dokładnie tacy sami, jak ci wszyscy pozostali, których Pan do państwa nie zalicza. Innymi słowy, jeśli zgodnie z Pańską sugestią obierzemy politykę, że państwo tworzy państwowe przedsiębiorstwa, to co się stanie? Nic. Nie ma różnicy, czy Premier karze mi kierować państwową firmą, bo jestem ministrem, czy innym urzędnikiem, czy też sam założę firmę prywatną. To będzie ta sama firma i nie zależy od tego, czy będzie prywatna, czy państwowa, to, czy ona będzie działała. Ona będzie działała tylko wtedy, gdy ja będę miał czas i chęć się nią zajmować. Bo nie pokieruje nią za mnie żadne "państwo". Edward Rey powiedział kiedyś, że państwo wirtualne charakteryzuje przedewszystkim brak przymusowości. Nikt mi nie kazał się zapisać do Dreamlandu i nikt mi nie zabrania wypisać się jutro albo za pięć minut. Nikt mi nie karze robić tego, co do mnie należy. I nie ma tu wyjątków - czy jestem ministrem, czy martwą duszą, czy nawet Królem - nie ma obowiązku, żebym spełniał oczekiwania i zobowiązania wobec innych Dreamlandczyków. Zawsze myśląc o wirtualnym państwie trzeba brać na to poprawkę i o tym pamiętać. Przymusowość jest po prostu fizycznie niewykonalna. Trzeba szukać sposobów na skuteczne zachęcanie i pomoc.
Pozdrawiam,
Pavel
P.S. To, co napisałem powyżej nie jest dowodem mojego cynicznego podchodzenia do zobowiązań wekslowych, Panie Yelonku :-) Wypłacę należne Panu pieniądze w tym tygodniu. To nie jest kwestia mojej niewypłacalności bynajmniej, a po prostu trudności ze zorganizowaniem się do pewnych zaległości. Received on Sun 28 Nov 2004 - 16:32:45 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET