Re: [dreamland] Expose Premiera Rządu Królewskiego

From: Artur Piotr, RS. <aipr_usunto_at_op.pl>
Date: Tue, 9 Nov 2010 21:53:22 +0100


Wasza Królewska Mość,
Wasze Królewskie Wysokości,
Wasze Ekscelencje,
Drodzy Dreamlandczycy i Szanowni Goście,

Krótko tytułem wstępu...

EAR> Po wtóre - przeliczyliśmy: w Dreamlandzie mamy obecnie 27 miast, nie licząc wsi Kakuty (5 w Furlandii, 5 w Luindorze (...)

W Księstwie Luindoru działają dwa miasta - Saudade i Vuolatar. Miasta Avalon i Eskalibur zostały zamknięte. Koppenberg jest stolicą Marchii Dhatar, której Margrabia jest członkiem Rządu JKM. Ów Rząd, jeżeli jego Premier i Ministrowie mają należycie spełniać swoje konstytucyjne obowiązki - to jest doradzać Jego Królewskiej Mości i w Jego imieniu sprawować administrację - muszą dołożyć większej staranności, aby być na bieżąco.

Do rzeczy.

EAR> Najpoważniejszą postulowaną przez nas zmianą będzie zmniejszenie liczby prowincji do dwóch.
EAR> Musimy skończyć ze szkodliwym przekonaniem, że stać nas na pięć prowincji, pięciu namiestników i pięć stolic. Nie stać. Po pierwsze, nie stać nas na to, by tracić imigrantów zniechęconych pustynnym, wyludnionym obrazem którejś z pięciu prowincji. Jak można zresztą nazywać prowincją (czy "państwem członkowskim", jak to się kiedyś nazywało) jednostkę, w której mamy dwóch aktywnych obywateli? Po drugie, nie możemy dalej oszukiwać się, że stać nas na rozsmarowywanie osób aktywnych cienką warstwą po pięciu osobnych prowincjach. Każda z tych prowincji to namiestnik, czasami (nawet to nie zawsze!) jakieś zalążki administracji, powołuje się też burmistrzów miast - Dreamlandczyków nie ma tylu, by nadal sobie na to pozwalać.
EAR> Zmniejszenie ilości prowincji do dwóch może sprawić, że aktywni obywatele podzielą się pomiędzy te dwa organizmy i wreszcie stworzą być może aktywne jednostki terytorialne - z namiestnikiem motywowanym świadomością, że jest ktoś, kto w razie porażki jest w stanie go zastąpić; z parlamentem czy innym ciałem kolegialnym; z głosowaniami, debatami i dyskusjami. Naszym zdaniem tylko tak można to osiągnąć i do tej zmiany będziemy dążyć.
EAR> Dwie prowincje to również perspektywa konkurencji między nimi - przy obecnych słabych, pogrążonych w atrofii pięciu prowincjach takiej konkurencji wzbudzić po prostu się nie da.

Jego Królewska Wysokość próbuje nas przekonać, że likwidacja trzech Prowincji przysłuży się Królestwu. Argumentuje to chęcią przyoszczędzenia na urzędnikach. Zamiar to jeżeli nie szczytny, to przynajmniej użyteczny. Zgadzam się, że w naszej obecnej sytuacji zachodzi konieczność przeprowadzenia działań zmierzających raczej do uroszczenia, a nie rozbudowy istniejących struktur. Ale czy do tego trzeba likwidować dreamlandzkie prowincje? Nie.

Błąd tkwi w samym założeniu. Otóż Jego Królewska Wysokość raczy zakładać, że pozostałe dwie prowincje podzielą się aktywnością pochodzącą z trzech likwidowanych; innymi słowy zakłada, że "suma aktywności" pozostanie co najmniej na stałym poziomie, a docelowo w magiczny sposób wzrośnie. Ośmielę się nie podzielić tego poglądu. Nie bierze on pod uwagę w żaden sposób strony emocjonalnej. Trzeba dostrzec, że większość naszych obywateli ukształtowało się w ramach Królestwa jako tworu federalnego, złożonego z pięciu prowincji. Pewne odrębności zawsze były uważane za jego siłę. Dziś o odrębnościach trudno mówić, ale u tych aktywnych mniej więcej emerytów, pięć prowincji jako element definicji pojęcia "Królestwo Dreamlandu" jest nadal żywe. Zbytni racjonalizm w tym wypadku może przynieść zgubny efekt - zniechęcić tych, którzy podjęli się wysiłku działania na rzecz lokalnego rozwoju. Trzeba pamiętać wreszcie i o tym, że nie jest tak, że te X osób da się przerzucać jak roboty: to, że ktoś zajmuje się akurat miastem w "jego" prowincji, nie musi oznaczać iż z równym zapałem będzie się zajmował aktywnością aprlamentarną, wyłoniony w prowincji - a teraz już raczej regionie/okręgu, z którym w żaden sposób nie czuje się związany.

Jego Królewska Wysokość zdaje się natomiast w ogóle nie dostrzegać innej możliwości, pozostawiającej elementy tradycyjne, lecz nadającej im inną aniżeli dotychczas treść. Ten sposób reformowania znakomicie sprawdzał sie w przeszłości bynajmniej nie tylko dreamlandzkiej, i nie widzę powodów dla których nie można byłoby zeń skorzystać obecnie.

Jeżeli celem jest minimalizacja kosztów osobowych administracji krajowej, wystarczy ująć jej obowiązków. W dzisiejszym systemie, przy wsparciu posiadanymi możliwościami informatycznymi, np. kwestie obywatelstwa w całości może przejąć Rząd JKM, a mówimy tutaj również o weryfikacji ludności. Trzeba wreszcie jasno ułożyć kwestię miast - przekonać namiestników, by nie bali się zamykać nieaktywnych - nie znosić z powierzchni twardego dysku dreamlandzkiego serwera, ale łagodnie przenosić je w miejsce dłuższego odpoczynku, traktując trochę jako cenne materiały archiwalne. Kto wie - może jakiś nowy obywatel postawi sobie za cel uatrakcyjnienie, czy też przebudzenie dawnego miasta? Czemu nie wykorzystać tej sznasy, nawet jeżeli będzie to chwilowe?

EAR> Po drugie, zamierzamy przyjrzeć się niektórym organom Królestwa. Jeszcze przed dniem, gdy otrzymałem propozycję pokierowania Rządem, złożyłem JKM projekt ustawy likwidującej Komisję Wyborczą Królestwa. I to jest również część tej reformy - komisja od samego swego początku w 2002 roku i tak zwykle działała jako de facto organ jednoosobowy. Skoro tak, to w miejsce Komisji proponujemy jednoosobowego Królewskiego Komisarza Wyborczego. Przemawia za tym rozsądek: nic się nie zmieni na gorsze. Atutem tego rozwiązania jest natomiast przynajmniej to, że nie będziemy musieli wyłączać od kandydowania do Izby trzech aktywnych obywateli w każdych wyborach.

W pełni podzielam przedstawioną argumentację co do zasadności ograniczenia się do komisarza wyborczego, zwłaszcza w sytuacji, gdy - nie zawsze sprawnie, ale jednak - wybory przeprowadzane są z wykorzytsaniem elektronicznego formularza.

EAR> Po zmniejszeniu liczby prowincji przyjrzeć się będzie trzeba oczywiście również Senatowi - żeby nie rzucać słów na wiatr, dokładne propozycje przedstawimy w ciągu miesiąca.

Wygląda to trochę tak, jaby cała reforma miała na celu właśnie uderzenie w Senat, który ostatnio - fakt, że nieskutecznie - ale ośmielił się mieć inny pogląd aniżeli aktualna większość w Izbie Poselskiej. Senat Królewski był przeciwny wprowadzaniu chyłkiem zmian co do przenosin na forum bez przeprowadzenia obiecywanego jeszcze w poprzedniej kadencji referendum.

Oczywiście nie sądzę, aby to był akurat cel Rządu Jego Królewskiej Mości, ale taki jest skutek. Oto pragnie się modyfikowania jedynego organu, który choćby potencjalnie stanowić może przeciwwagę dla manewrów politycznych aktualnej większości w Izbie Poselskiej. Liczby, tak chętnie przywoływane w wystąpieniu Jego Królewskiej Wysokości, też są obosieczne: proszę pamiętać, że tych 5 obywateli to 1/4 aktywnego społeczeństwa.

EAR> Rewizji i uproszczenia wymagają także stosowane w Królestwie procedury. Nie może być tak, że w dwudziestokilkuosobowej społeczności z wnioskiem o referendum musi wystąpić co najmniej 21 obywateli z przynajmniej 3 prowincji (minimum 7 podpisów z każdej). W tej chwili ten konstytucyjny wymóg nie jest nawet nieracjonalny - on jest zupełnie bzdurny. Referendum tą drogą nie da się zarządzić w ogóle - są prowincje, w których (opierając się na wynikach ostatnich wyborów) mamy tylko dwóch aktywnych mieszkańców!

Oczywiście i w tym zakresie jest między nami zgoda.

EAR> Chcemy też uproszczenia procedur sądowych. Nie może być tak, że sprawa znika z przestrzeni debaty publicznej i rozpatrywana jest przez sądy przez kilka kolejnych miesięcy. W ten sposób zabijamy dyskusję i politykę, na których Królestwo jest ufundowane. Sąd powinien być raczej uczestnikiem tego dyskursu; uczestnikiem szczególnym, bo oceniającymi legalność - ale jednak uczestnikiem, a nie zamrażarką.

Trzeba pamiętać, że upraszczanie procedur sądowych oznacza przede wszystkim jedno - przerzucenie większej odpowiedzialności na uczestników procesu. To oni tak naprawdę będą zmuszeni do takiego przygotowania sprawy, by jej rozpoznanie przez sąd było możliwe szybciej aniżeli później. Czy jesteśmy gotowi na to, by ograniczyć się do złożenia pozwu/wniosku/aktu oskarżenia i odpowiedzi nań, bez możliwości składania dalszych oświadczeń w sprawie? Nie rozumiem też co ma znaczyć "udział sądów w dyskursie". Sądy nie są od uczestnictwa w debacie politycznej, tylko od rozstrzygania sporów prawnych.

EAR> Propozycji mamy znacznie więcej - wkrótce szczegółowo przedstawimy je publicznie pod dyskusję. Tym właśnie przede wszystkim zajmować się będzie ten Rząd.

Na zakończenie chciałbym zwrócić jedną, ale za to niezwykle istotną uwagę. Żadna z propozycji, które nam dziś obwieszczono, zwłaszcza tak fundamentalnego znaczenia jak uderzenie w strukturę Królestwa, nie było przedmiotem kampanii wyborczej. Jest rzeczą drugorzędną, że kampania ta była niemrawa. Ale jest to też po części wina zwycięzców, którzy nie zgłosili tak daleko idących planów w trakcie kampanii. Jego Królewska Wysokość apeluje teraz o pomysły i opinie. Można by nieco sarkatycznie i złośliwie powiedzieć, że na to był czas przed głosowaniem - wówczas Klub Republikański winien wskazać na swoje plany i rzeczowo je wyłożyć.

Przysłowiowy kij ma jednak dwa końce. Proszę Państwa, aktualna większość w Izbie Poselskiej nie może powoływać się skutecznie na polityczny mandat wyborców, gdyż w istocie nie poddała wyborczej weryfikacji swojego planu. Jest to kolejna w Klubie Republikańskim - i mówię to z przykrością - próba przeprowadzenia celów jakoby w imieniu suwerena, ale jednak poza nim. Tak było z forum i jak wynika z przedstawionego expose - tak ma być również tym razem.

Wasza Królewska Mość,

Korzystając z okazji, w związku z zabraniem przeze mnie głosu w politycznej debacie, oddaję się do dyspozycji Waszej Królewskiej Mości z urzędu Prezesa Sądu Królestwa i sędziego tego Sądu. Zdaję sobie sprawę iż wystąpienie niniejsze wykracza poza przyjmowaną przeze mnie dotychczas ścisłą wykładnię zasady sędziowskiej powściągliwości. Niemniej uważam, że obecna sytuacja Królestwa wymaga ode mnie wzięcia udziału w debacie publicznej na warunkach jej aktywnego uczestnika. Ocenie Waszej Królewskiej Mości - jako najwyższego sędziego w Królestwie - pozostawiam kwestię możliwości pełnienia przeze mnie w dalszym ciągu zaszczytnego urzędu sędziego dreamlandzkiego. Niechciałbym, aby szacunek dlań, a przede wszystkim zaufanie do obiektywizmu i bezstronności, tak pieczołowicie wypracowywane przez wszystkich sędziów Królestwa, został zaprzepaszczony.

Z poważaniem,
(-) Artur Piotr, RS. Received on Tue 09 Nov 2010 - 12:53:30 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET