Re[2]: [dreamland] Ustawa konstytucyjna

From: Artur Piotr, RS. <aipr_usunto_at_op.pl>
Date: Sat, 17 Jul 2010 07:16:18 +0200


P> Jeśli Wasz, Szanowni Niegłosujący, brak udziału był świadomy, to dla mnie jest pewien znak, z którego wyciągam wnioski na miarę mojej wiedzy i szanuję Waszą decyzję (trudno być zły na kogoś z powodu jakiegoś poglądu). Jeżeli w tym wakacyjnym czasie nie mogliście zagłosować, gdyż mieliście mocno ograniczony dostęp do netu, to ja to rozumiem. Nie zawsze jestem zaangażowany w KD na tyle, ile bym chciał, nie mam zatem prawa Was osądzać. Czy takie prawo mają inni? Nie wiem...

Przykro mi, ale nie jestem w stanie zgodzić się z tymi słowami w stopniu uzasadniającym dość rzadkie w moim wypadku wzięcie udziału w dyskusji.

Niewzięcie udziału w głosowaniu przez członka Parlamentu nie jest jakimś mitycznym wyrażeniem własnej postawy ideologicznej, lecz prostym niedopełnieniem podstawowego obowiązku. Członek Parlamentu nie może się tłumaczyć tym, że ze względów ideowych nie oddał głosu. Ma pełne prawo głosować - zgodnie z utrwaloną w Królestwie tradycją - za, przeciw lub wstrzymać się od głosu, ale jego najzupełniej podstawowym obowiązkiem wobec wyborców, ale także całego Królestwa, jest wyraźnie oddać głos w jednej z tych trzech postaci. Jeżeli ktoś ze względów ideowych uważa, że nie może brać udziału w głosowaniu parlamentarnym, nie powinien w ogóle startować w wyborach/zasiadać w Parlamencie (Namiestnicy mogą wszak wnosić do JKM aby ten powołał odrębnego senatora danej Prowincji).

Ja również rozumiem kwestię wyjazdu. Niemniej - jeżeli dobrze rozumiem - żaden z wymienionych niegłosujących nie informował któregokolwiek z marszałków o nieobecności czy niemożności wzięcia udziału w głosowaniu, nie wiem też, czy w CRM którykolwiek figuruje jako przebywający na urlopie...

Tak czy inaczej Parlament Królewski nie przyjął projektu nowelizacji Konstytucji Królestwa. Oznacza to, że mechanizm Królewskiej Komisji Konstytucyjnej, tradycyjnej procedury nowelizacji naszej ustawy zasadniczej, tym razem się nie sprawdził. Zważywszy na demokratyczną legitymację Parlamentu nie sposób nie dojść do wniosku, że Parlament, przedstawiciel suwerena, nie uznał po prostu, by zachodziła konieczność zmiany Konstytucji. Z doktrynalnego punktu widzenia można się tylko cieszyć, że mechanizm demokratyczny zadziałał i organ przedstawicielski potrafił oprzeć się sugestiom innych ośrodków władzy i podjął samodzielną decyzję. Słabym punktem tego rozumowania jest jedynie sam układ oddanych głosów...

P> Pozdrawiam, P> (-) Paul markiz von Panevnick

Z poważaniem,
(-) Artur Piotr, RS.
prywatnie Received on Fri 16 Jul 2010 - 22:16:45 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET