JKW Marszałek król senior Paweł pewnie ogłosi to zaraz (być może zresztą ogłoszenie pisze w tym samym czasie, w którym ja komponuję te słowa), natomiast spróbuję Jego Królewską Wysokość wyprzedzić; uznałem, że chcę wypowiedzieć się w tej sprawie - mimo że działalność publiczną ograniczyłem radykalnie.
Debaty i głosowań w Parlamencie Królewskim z braku czasu nie śledziłem bardzo uważnie, jeśli w którymś miejscu minę się z prawdą - proszę mi to wytknąć.
Parlament Królewski przed momentem odrzucił projekt ustawy konstytucyjnej wypracowanej przez Królewską Komisję Konstytucyjną, w której zresztą miałem zaszczyt zasiadać jako przedstawiciel Jego Królewskiej Mości. To nawet nie tak, że Parlament odrzucił projekt dlatego, że podniesiono jakieś zasadnicze zastrzeżenia co do jego treści. Nawet przeciwnie! Projekt przedstawiony przez Komisję został przez posłów i senatorów uznany za częściowo zbyt daleko idący, wobec czego Parlament dokonał już zmian w treści - i głosowany był projekt ustawy konstytucyjnej w takiej formie, która, jak można się domyślać, Parlamentowi już odpowiadała.
W dwa tygodnie po Święcie Konstytucji projekt ustawy konstytucyjnej nie został przyjęty dlatego, że państwu Martinowi van Buurenowi, Marion Cirilli oraz Mateuszowi C. Shakurowi tydzień nie wystarczył, by wziąć udział w głosowaniu. Zabrakło jednego głosu, by uchwalić nowelizację Konstytucji (przy pozostałych głosach - ZA).
Dwa tygodnie temu, z okazji Święta Konstytucji, chwaliliśmy się stabilnym ustrojem, Konstytucją obowiązującą - ze zmianami - już od ośmiu lat (co w świecie wirtualnym jest nie lada wyczynem), odbieraliśmy takie pochwały od szanownych Gości Zagranicznych. Teraz natomiast Parlament nie mógł sobie poradzić z projektem, który współtworzył najpierw poprzez swoich przedstawicieli w KKK (łącznie aż trzech - Izby, Senatu i tzw. "Opozycji JKM"), a potem przeformułowywał podczas prac parlamentarnych.
Losy odrzuconego dziś projektu są bogate w bardzo wiele najzupełniej zbędnych zwrotów akcji. Parlament nie tylko nie poradził sobie z technicznie nieskomplikowanym głosowaniem przez absencję trzech swoich członków, ale wcześniej dokonał rzeczy, która również nie należy do dobrego tonu - powtórnie kroił projekt, który wcześniej zaakceptował działając poprzez swoich przedstawicieli w Komisji. Komisje konstytucyjne, drodzy państwo parlamentarzyści, powoływane są w Dreamlandzie nie dlatego, by ich członkowie mogli sobie wzbogacić CV, ale po to, by stworzyć projekt zmiany Konstytucji na bazie szerokiego konsensusu. W pracach Komisji uczestniczą przedstawiciele Króla, obu izb parlamentu, rządu, przedstawiciel opozycji JKM i Prezes Sądu Królestwa. Na tym etapie pożądane jest, by składać wnioski i propozycje zmian. Przedstawiciele Parlamentu nie byli na tym polu jakoś specjalnie aktywni, o ile dobrze zapamiętałem przebieg debat w Komisji. Ostatecznie, większością głosów Komisja przyjęła uzgodniony projekt. Parlament natomiast postanowił powprowadzać własne zmiany, burząc całkowicie ideę konsensu.
Teraz natomiast za sprawą Martina van Buurena, Marion Cirilli oraz Mateusza C. Shakura Parlament zatopił projekt. Powtarzam: nie dlatego, że był to projekt zły. Nikt nie zagłosował przeciw. Stało się tak dlatego, że przez tydzień państwo reprezentanci narodu nie umieli wpisać w formularzu "za", "przeciw" lub "wstrzymuję się". I to, o dziwo, w przypadku dwóch z tych osób są to ci sami, którzy w fazie debat i rozkładania uzgodnionego projektu na czynniki pierwsze wykazywały pierwszorzędną wręcz aktywność.
Wstyd. Wracam do swojego radykalnego urlopu od spraw dreamlandzkich, bo jak się okazuje i tak więcej pisać o tym Parlamencie najzupełniej nie warto. Szkoda tuszu.
(-) Edward I Artur, RS.
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET