Tytułem wstępu pragnę poinformować, iż gatunkowy dział SOK, wzorem wielu europejskich czasopism nie zamieszcza nazwiska autora - wnikliwy obserwator zauważy jednak kto wysyła informacje o nowym materiale. ;) Pragnę również podziękować za słowa komentarza. Nasze pismo, jak widzę, znalazło stałego czytelnika.
> Panie Redaktorze, nie istnieje taki postulat – projekt ustawy
> konstytucyjnej jest tu precyzyjny i mówi o przedstawicielach mieszkańców
> prowincji, Rektorze Uniwersytetu i emerytowanych politykach. Z tego grona w
> skład nowej izby wejdą jedynie osoby żywo taką aktywnością
> zainteresowane.
Jeżeli aktywni członkowie IP, przede wszyscy - jak Pan to określił "emeryci polityczni" - będą mieli zagwarantowane miejsce w senacie, to oczywiste jest, że IP traci. Czy stać nasz na wielokrotne próby organizacji wyborów do IP, gdyż nie było odpowiedniej liczby chętnych? Czy stać nas na śmieszność, że wystarczy jeden głos podpisu pod kandydaturą na posła?
> Senat w obecnym kształcie jest niepotrzebny.
I tu się całkowicie zgadzamy. :)
> Tylko zmiana może ten organ uczynić użytecznym.
Lub jego likwidacja.
> Poszerzenie Senatu nie jest zagrożeniem dla podmiotów federacji, co
> najwyżej dla dotychczasowej pozycji Namiestników, których i tak czeka
> bardzo niemiła niespodzianka – bez względu na losy tej ustawy. Mylą
> Panowie interes własny z interesem prowincji, zaś interes własnej
> prowincji z interesem pozostałych namiestników.
Tu chyba zaszła jakaś pomysła. Z mojego tekstu trudno jest implikować, że dbam o własny interes. Przypominam, że jako bodajże pierwszy namiestnik jednym z warunków powołania uczyniłem swoją kadencyjność. Pisałem również, że jako namiestnik chętnie oddam miejsce w senacie królowi seniorowi, ale nie wyrażę zgody na nieograniczone poszerzanie jego składu. Problem w tym, że namiestnicy stoją na czele prowincji, a powinni być łącznikami między królem i rządem a prowincjami. W moim przekonaniu rząd powinien opierać się personalnie na namiestnikach i zadaniowości. A władze prowincji powinny organizować życie lokalne. W tym kontekście organy federacyjne powinny charakteryzować się personalnym minimalizmem.
> Nie zaobserwowałem dotąd niczego, co można byłoby nazwać wspólnym
> interesem prowincji.
Idywidualizm namiestników osadzonych w obecnie skrojonym garniturze ustrojowym powoduje, że współpraca wszystkich nie jest możliwa. Ale współpraca poszczególnych elementów - jak najbardziej (czego dowodem jest Furlandia i Morland). Jak zawsze czynnik ludzki odgrywa zasadniczą rolę.
> Poszerzenie składu izby daje nadzieję na odblokowanie i usprawnienie
> procesu ustawodawczego
> – w końcu znajdzie się ktoś zainteresowany podstawową aktywnością
> związaną z funkcją senatora.
Jeszcze nie spotkałem się w swoim v-życiu, aby poszerzanie składu jakiegoś organu powodowało jego uatrakcyjnienie i podnosiło na stale aktywność. Każdy kto ma pomysł i wolę jego realizacji - TAK, każdy kto chce - NIE. Co by nie mówić o IP, to ten element był przynajmniej teoretycznie weryfikowalny. W poszerzonym senacie brak będzie takiej możliwości.
> Co wspólnego z przywołanym w artykule „umacnianiem szóstej
> prowincji” ma obecność rzeczonych emerytów, rektora i mieszkańców
> prowincji? Dopiero teraz Senat ma szansę zapewnić faktyczną
> reprezentację obywateli krajów federacji.
Federacja nie może w nieskończoność wysysać ludzi z prowincji. Każdy ma ograniczony realowo czas na Dreamland i stanowisko centralne, nawet przy formalnym pozostaniu w prowincji, osłabia zaangażowanie lokalne. Jeśli senat ma być faktyczną reprezentacją obywateli - to niech zasiadają w nim wyłącznie(!) ich przedstawiciele. W przeciwnym razie senat jawi się jako grono przedstawicielskie politycznej i arystokratycznej elity.
> Członkowie Rządu Królewskiego są zarazem
> członkami krajowych organów władzy publicznej – jak Mateusz Conroy
> Shakur (Vicesgerent Południowy w Furlandii), Ghardin i Ireth Tinuviel
> (członkowie Rady Republiki Weblandu). Ministrowie są przede wszystkim
> mieszkańcami prowincji.
W paszporcie może i owszem, ale de facto zostali wyssani przez "szóstą prowincję". Z własnego, morlandzkiego podwórka wiem, że kto zaczynał pracę w prowincji, a został wciągnięty do spraw centralnych, nie wracał jako aktywny uczestnik, a jeśli w ogóle wracał, to jako bierny obserwator. Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki.
> (-) Jacques de Brolle
Pozdrawiam,
(-) Paul markiz von Panevnick
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET