Ferment i zgorszenie w KL Dreamland

From: Jacques de Brolle <debrolle_usunto_at_poczta.fm>
Date: 21 May 2010 21:08:31 +0200

Chciałbym pokrótce odnieść się do złożonego problemu napięcia, jakie od pewnego czasu obserwujemy w relacji władz federalnych i lokalnej administracji Księstwa Surmali. Problem wraca jak bumerang w różnych wariantach, ostatnią jego odsłoną jest oświadczenie, jakie Józef Kalicki, izolujący się w swej gedańskiej twierdzy, opublikował na surmalajskiej liście dyskusyjnej w reakcji na moje wystąpienie powyborcze. W krótkim komentarzu Józef Kalicki odniósł się do mojego apelu, w którym wyraziłem prostoduszne życzenie, by do powstającego właśnie Rządu weszły również osoby spoza środowiska Klubu Republikańskiego. Stwierdziłem wówczas, że „byłbym niezmiernie rad, gdyby do wspólnej gry włączyli się również dumni Surmalajczycy”.

Reakcją na te słowa była osobliwa rada, jakiej p. Kalicki udzielił subskrybentom listy Księstwa. Emerytowany pułkownik przestrzega „rodaków” przed nawiązaniem współpracy z władzami federalnymi”, powołując się na dyskusyjne przykłady z przeszłości. Według p. Kalickiego Surmalajczycy mieli w przeszłości próbować skierować Królestwo na „spokojne i bogate wody”. W efekcie skończyło się jednak jednostronnym drenażem kadr .„Dzisiaj niemal wszyscy nie żyją” – dramatycznie oświadcza p. Kalicki. Jak dowiaduję się dalej: „(...) władze federalne (w tym Król) w żaden sposób nie przyczynili się do wsparcia Księstwa w jego działaniach proaktywnościowych, czasem wręcz podkładając Nam nogę.Uczcie się na błędach innych i zachowujcie daleko idącą ostrożność”.

Do oświadczenia p. Kalickiego krytycznie ustosunkował się Minister Spraw Zagranicznych – JKW Pavel Svoboda. W trakcie dyskusji – oczywiście nie wolnej od emocji – pułkownik zasugerował swojemu rozmówcy, by ten „wrócił do Waszego Rządu Królewskiego” i nie siał „u nas fermentu i zgorszenia”. „U nas”, czyli w Surmali.

Dopełnieniem tego ponurego obrazu jest krótka wymiana zdań dotycząca statystyk demograficznych za dwa ostatnie lata, ale przede wszystkim jednak - wczorajszy artykuł na łamach surmalajskiego magazynu „Tuulemaa” pod wielce obiecującym tytułem: „Uciec z Dreamlandu?”. Abstrahuję od treści opublikowanego materiału. Pozostaję na poziomie tytułów ostatnich publikacji: „Prokurator, Sędzia i Kat?”, „Trójkącik Dreamlandzko-Sarmacko-Wandejski?”, „Cała władza w ręce... wojska?”, „Skandal! Senat zarżnął demokrację”. Plus dwa teksty o aktywności rządu. Odniosłem wrażeniem, że oba dotyczą gorszej wersji Mussoliniego, względnie jakiegoś rozsierdzonego cyklopa, który dosiadł rumaka i popędził w kierunku odwrotnym od zamierzonego.

W przywołanych faktach nie chcę doszukiwać się dodatkowego sensu, którego tam być może nie ma. Przyjmuję do wiadomości, że właśnie taka jest perspektywa redaktorów Wakowskiego i Kalickiego. Gratuluję Panom inicjatywy i konsekwencji. Nie podejmuję polemiki z treścią przywołanych tekstów. Zrobiłem to w innym miejscu. Mam jednak nadzieję, że nasi surmalajscy przyjaciele zdają sobie sprawę, że dzięki „Planecie Mikronacje”, na której „Tuulemaa” jest od dłuższego czasu agregowana, czytelnikom w pozostałych mikronacjach raz po raz udziela się wrażenie, że najstarsze wirtualne państwo jest drugą Koreą Północną, może tylko mniej ludną i z całą pewnością nudniejszą. Choć granice otwarte – umęczeni obywatele trwają tutaj w geście irracjonalnego masochizmu, a może po prostu z wycieńczenia, jak udręczeni więźniowie otwartego na oścież obozu. Nie oczekuję, że „Tuulemaa” będzie tubą propagandową Królestwa. Dlaczego jednak specjalizuje się w tak konsekwentnej antyreklamie. Wszyscy na tym tracimy. Dobór tytułu ma ogromne znaczenie.

Pozostaje kwestia samoidentyfikacji. Nie tworzycie Panowie innego narodu. W Surmali nie panuje inny klimat. Językiem surmalajskim nie mówi żaden Dreamlandczyk. Jedyną rzeczywistością w Królestwie Dreamlandu jest społeczność dwudziestu kilku młodych Polaków, którzy wybrali dla siebie nową tożsamość zbiorową i próbują wpompować trochę sensu w swoją pracę. Bo często właśnie w takich kategoriach – jako pracę, nie rozrywkę - traktujemy dziesiątki godzin spędzonych na pisaniu kolejnych artykułów, aktów prawnych, budowaniu stron czy nawet na dyskusjach, które czasem po prostu człowieka wyjaławiają. Nie torpedujmy nawzajem swoich wysiłków.

Federacja ani nie dyskryminuje, ani nie faworyzuje prowincji. Surmali nie grozi wynarodowienie czy drenaż mózgów. Trudno mi sobie nawet wyobrazić, w jaki sposób kompetentny Surmalajczyk w Rządzie Królewskim przyniósłby Księstwu szkodę. Samoizolacja i uderzanie w plemienny bębenek szybko doprowadzi do powtórki casusu Folkego, Eryka i Morfeusza Tylera.

Odradzanie Surmalajczykom współpracy z dreamlandzkim premierem, jakby chodziło o obronę własnych kobiet, garnków i baranów przed przykrym obowiązkiem feudalnym, wpisywanie obecnej sytuacji w kontekst czarno-białego podziału z gatunku „pracowici my” i „leniwi oni”, odsyłanie ministra do „jego” rządu – to wszystko nie przystoi byłemu szefowi Rządu Królewskiemu. Pańskie dossier jest nam dobrze znane. Nikt nie neguję Pańskiego wkładu do wspólnej puli. Czuję się również po części odpowiedzialny za fiasko obywatelskiego projektu ustawy konstytucyjnej - ma Pan rzeczywiste powody do rozgoryczenia. Gra, której kluczową regułą jest opinia większości, będzie zawsze grą mniej satysfakcjonującą dla mniejszości. Ale gorąco namawiam do pozostanie w tej grze. Wszystko jest płynne. Elementy dzisiejszej konfiguracji politycznej jutro mogą ulec przetasowaniu czy nawet strzaskaniu. Proszę tylko o poszanowanie prostej zasady fair play.

Nie chcę konfrontacji. Chcę współpracy. Gramy do tej samej bramki.

 (-) Jacques de Brolle



Masz telefon na karte? Doladuj go przez Internet! Sprawdz >> http://linkint.pl/f26d5 Received on Fri 21 May 2010 - 12:08:37 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET