>Jestem wrecz pewien, ze do secesji dojdzie. Problem jest sztuczny i w mojej >ocenie sluzy tylko propagandzie, na ktorej lep na szczescie nie zlapaly sie >powazne mikronacje szanujace Prawo.
Z ciekawości obserwuję rozwój wydarzeń na obu forach. Zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami, dyskusja w RSiT szybko uległa strywializowaniu. Odnoszę wrażenie, że tylko zmarnowałeś czas, Piotrze. Jak krew w piach, by przywołać nieśmiertelną kwestię M. Kondrata. Kilka tysięcy znaków, a w efekcie – jałowa pyskówka na temat pewnego przycisku na stronie głównej Wandystanu i wymiana klapsów w konwencji "The Muppet Show". Współczuję Tobie i O’Neillowi – chłopcy z Rzeczpospolitej zaimpregnowali się na argumenty, a wystarczyłoby po prostu dokonać prostego bilansu zysków i strat i postawić na taktykę pozbawioną tej drażniącej nutki histerii.
Na forum sarmackim na uwagę zasługuje ciekawa wypowiedź tow. Peruna, który nie ukrywa swej niechęci do ostatnich decyzji strony sarmackiej:
“Rozumiem, że Książę może nie miał wyjścia, chcąc pokazać wielkość państwa, konieczność odwoływania się do prawa itp. Ale tym samym rewolucjonista Winnicki umarł ostatecznie na tronie, w butach z egzotycznego węża”.
Buty z egzotycznego węża i zgon na tronie. Otóż to. Te słowa dobrze oddają istotę rzeczy. Czego by nie powiedzieć o postawie JKM Michała Feliksa, wskutek całej tej awantury wizerunek sarmackiego księcia, demokraty par excellence i zaangażowanego ideowca, który jeszcze kilka miesięcy temu pasowany był na Mesjasza Mikronacji, uległ fatalnemu strzaskaniu i to w konfrontacji z jakąś kosmiczną pierdołą. W pewnym sensie na naszych oczach idealizowany Wendejczyk stał się Sarmatą, jeśli w ten ostatni termin wpompować cały te negatywne pokłady emocji, jakie w ostatnich latach wiązały się polityką międzynarodową Księstwa. Straty wizerunkowe są oczywiście do odrobienia. Gorzej z całą resztą – Sarmacja, dotąd zawodnik wagi ciężkiej, traci właśnie jedną trzeciej masy ciała.
Z perspektywy Dreamlandczyka nieco irytują mnie te wszystkie kąśliwe uwagi, jakie w prasie i na forum RSiT – nie tylko zresztą tam – pojawiają się pod adresem Królestwa i państw wcześniejszej generacji. Sugeruje się bowiem, jakoby utrzymywało się u nas myślenie w kategoriach wiecznie nadymającego się mocarstwa, żelaznego członka nieśmiertelnej “Wielkiej Trójki”. W reakcji co jakiś czas wrzucani jesteśmy do worka z etykietką “nadmuchane mocarstwa” czy “kolosy na glinianych nogach”. Dzisiaj napomknął o tym redaktor Komosiński, którego zrozumienie dla spraw dreamlandzkich pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem, nie mając innego wyjścia, od całych lat odmawiamy sobie prawa do bycia mocarstwem i trudno byłoby mi nawet wskazać inną mikronację, w której defetyzm i katastrofizm okopałyby się równie mocno w mentalności większości obywateli. Dobrym tego przykładem jest nasza prasa. Gdzie nie sięgnąć – tam samobiczowanie i wycie na gruzach. W Scholandii zresztą podobnie. O Wandystanie lepiej nie wspomnieć, a przecież i Sarmacja nie jest wolna od swoich Jeremiaszów.
Swoją drogą – kiedy na naszej liście dyskusyjnej po raz ostatni pojawiła się, brana poważnie, uwaga o “Wielkiej Trójce”? W 2005 roku?
Jednocześnie nieco dziwi mnie bizantyjska pompa i hurra-optymistyczny ton obecny w wypowiedziach przedstawicieli tych pięcio-, siedmioosobowych tworów z samego końca świata, gdzie za całe prawodawstwo służy regulamin administratora forum, zaś prasa sprowadza się do smsowych pohukiwań, i to na ogół przy okazji międzynarodowego kryzysu, zaś życie publiczne na własnym podwórku na ogół ogranicza się do wymiany nowinek z zakresu ostatnio obejrzanego filmu. Jest w tym wszystkim jakiś brak proporcji i dobrego smaku.
Przy tego typu wydarzeniach wyraźniej widać naturalny podział polskiego mikroświata. Gruba linia oddziela dziś Dreamland, Austro-Węgry, Scholandię, Sarmację, Wandystan, Elderland i dawny Nowal od całej reszty, gdzie wszystko dyszy, kotłuje się, tupie nogami i domaga uznania, wypiętrzenia i najlepiej od razu deifikacji. To buczenie pod oknem można albo zignorować i koncentrować się na własnych bolączkach, albo odłożyć pilota, wyjść na zewnątrz i wymierzyć bolesnego klapsa. To już jednak materiał na osobny wątek.
(-) Jacques de Brolle
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET