Moje zdanie na temat polityki jest odmienne, o czym dawałem znać jeszcze w trakcie kampanii wyborczej. Przed wyborami deklarowałem "kurs na Dreamland" i koniec z doktrynerstwem. Praktycznym efektem tej polityki jest fakt, że Dreamland dobiera sobie partnerów zależnie od tego, gdzie w danej chwili ulokowane są interesy Królestwa oraz w zależności od tego gdzie aktualny klimat sprzyja produktywnej współpracy, która może przynieść Dreamlandowi współmierne korzyści. Nie oglądamy się za to przesadnie na przeszłość i historyczne zaszłości.
Nie można wnioskować, że skoro z pewnymi państwami chcemy współpracować, oznacza to, że te państwa określają naszą politykę zagraniczną. Gdyby iść takim tokiem rozumowania, prowadzilibyśmy politykę izolacjonizmu. Dobór partnerów jest nasz, suwerenny, ale jest to wybór oparty na konkretnych przesłankach.
Od razu zwracam uwagę, że ta dyskusja skupia się na Sarmacji, bo o Sarmację pan markiz zechciał konkretnie zapytać. Jednak jak mówią Anglicy, nie należy wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Pan Premier podkreślił już, że w Sarmacji dzieją się obecnie bardzo ciekawe rzeczy, z których wynika potencjał do współpracy. Nie jestem jednak na tym etapie zagwarantować, że ta współpraca przyniesie owoce - jeśli jest na to szansa, z pewnością nie chcemy jej przegapić. Szukamy jednak partnerów w różnych rejonach v-świata, by uniknąć schematu powtarzanego od lat przez wiele państw, także Dreamland - tj. uzależniania się od pojedynczego partnera i pozwalania, by relacje z jednym państwem ulegały skostnieniu i utrudniały nam swobodną współpracę z innymi państwami. To właśnie rozumiem przez kurs na Dreamland - koniec z dawaniem jednemu obcemu państwu wyłączności na przyjazne relacje z Królestwem.
(-) Pavel Svoboda, r.s. Received on Fri 19 Mar 2010 - 21:23:21 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET