Rozumiem, że publikacja Wstępnego Sprawozdania to sygnał do rozpoczęcia (kolejnej) debaty publicznej o zmianach w Konstytucji. No, to do dzieła :)
> ROZDZIAŁ I
> KRÓL
>
> W Komisji zagadnienie pozycji ustrojowej monarchy, a raczej jej modyfikacji, stało się jednym z najbardziej zacięcie dyskutowanych kwestii. Wyraźnie dały o sobie znać dwie grupy poglądów. Pierwszy z nich sprowadza się do ustalenia pozycji Króla jako klasycznej głowy państwa w monarchii parlamentarnej, opartej o zasadę legitymizacji wyborczej Rządu. Król miałby w tej sytuacji podejmować działania w porozumieniu z Rządem, straciłby prawo odwoływania ministra wbrew woli Premiera, zaś prerogatywa królewska w zakresie ustawodawstwa - wydawanie dekretów królewskich - już formalnie mogłaby być wykonywana wyłącznie z zgodą Premiera wyrażoną w postaci kontrasygnaty. Jako przemawiającą za takim rozwiązaniem przywołuje się obecną praktykę.
>
> Przeciwnicy tego stanowiska zwracają uwagę na konieczność zapewnienia monarsze uprawnień niezbędnych do realizacji jego ustrojowej roli jako gwaranta ciągłości Królestwa i osobę w najwyższym stopniu odpowiedzialną za jego należyte funkcjonowanie. Wskazuje się, że w tym zakresie na niebezpieczeństwo paraliżu w sytuacji powtórzenia się niesławnej XIII kadencji Izby Poselskiej. Nie kwestionując konieczności bliskiej współpracy Króla i Premiera, wskazuje się na to, że dostatecznie tą kwestię reguluje praktyka; nie ma zaś potrzeby potencjalnie szkodliwego formalizowania tej współpracy.
Bardziej przekonuje mnie pierwszy tok rozumowania. Przykład XIII kadencji akurat działa tu jako argument w tą stronę. Inercja Izby Poselskiej pozostawiła Królowi pełną swobodę przy powoływaniu Premiera. W teorii mógł więc to być każdy, o kim Król wiedziałby, że kontrasygnowałby każdy dekret. W praktyce Premierem został wnuk królewski, Marszałek Dworu i dyżurny "łatacz" wakatów :)
Gmeranie przez Króla w składzie Rządu wbrew woli Premiera miałoby bardzo negatywne skutki i podważyłoby autorytet Premiera. Ponownie: jeśli Premier nie może zaakceptować odwołania ministra nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że jest nieaktywny - wtedy odwołania wymaga cały Rząd, nie minister. Mówimy więc reformie, która miałaby zastosowanie wyłącznie w czasie, gdy funkcjonuje aktywny Rząd i Premier.
> ROZDZIAŁ II
> PARLAMENT KRÓLEWSKI
>
(...)
> Komisja rozważa kwestię zasadności i możliwości wprowadzenia głosów ważonych. System ten znany jest np. prawu scholandzkiemu i polega na zróżnicowaniu siły głosu w wyborach w zależności od szeroko rozumianych zasług dla państwa. Kwestia ta będzie przedmiotem prac Komisji.
Tu muszę zabić na alarm. Przerabialiśmy tę kwestię już w referendum. Frekwencja była, jak na ostatnie czasy bardzo wysoka (40 osób), a wynik zdecydowanie negatywny (25 głosów przeciw, 15 za). Nie ma mowy, by ta sprawa mogła być przemycona do Konstytucji bez ponownego referendum (do czego zdają się przeć przynajmniej niektórzy członkowie Komisji).
Byłem przeciw wtedy i jestem przeciw także teraz. Zwłaszcza w czasach, gdy rzucanie kamyczków do ogródka Korony utrwaliło się jako preferowana rozrywka pewnych kręgów, ustawianie Króla w pozycji rozdającego "dodatkowe głosy" w wyborach bez żadnych określonych prawem kryteriów przydzielania tytułów jest wystawianiem Korony na zmasowane ataki i w efekcie wciągnięcie jej w politykę w najbrudniejszej jej formie.
Od razu uprzedzam zarzuty o bycie bardziej papieskim od papieża. Korona to instytucja, a Konstytucja to nasze dobro wspólne. Fakt, że Jego Królewska Mość, jak się zdaje, sam garnie się, by strzelić sobie w stopę, nie oznacza, że my, jako Naród, musimy na to pozwolić. Apolityczność Korony leży nie tylko w interesie samej Korony, ale przede wszystkim nas wszystkich, bo jest gwarantem stabilności ustroju.
Jako król senior muszę dodatkowo podnieść moja własną obawę o to, że w naszej kurczącej się społeczności, wprowadzenie głosów ważonych w praktyce zlikwiduje przynajmniej częściowo tajność głosowania. Zwłaszcza mój głos, ze względu na - zapewne - dużą wagę, będzie można bez problemu wyłowić z wyników wyborów, by stwierdzić na kogo głosowałem.
> Jednocześnie w Komisji pojawiły się głosy wskazujące na zasadność reformy Senatu Królewskiego, zazwyczaj przez poszerzenie jego składu, przy czym niejako dwukierunkowo. Część Komisji widziałaby zasadnym przekształcenie Senatu Królewskiego w swego rodzaju izbę ziemską, składającą się z przedstawicieli Prowincji, palatynatów i ewentualnie innych jednostek terytorialnych. Drugi nurt wskazuje na konieczność rozważenia poszerzenia kręgu senatorów o osoby szczególnie zasłużone dla Królestwa, często według kryterium, tytułu honorowego. W tym zakresie zwrócono uwagę, że połączenie tej zmiany z ewentualnym wprowadzeniem głosów ważonych, doprowadzi do zbytniego uprzywilejowania arystokracji.
Komisja, jak się zdaje, nie wzięła pod uwagę możliwości, że relatywna skuteczność Senatu w naszym Królestwie na przestrzeni wielu lat jego funkcjonowania, wynikać może także z jego kompaktowości. Nie chcę dyskutować tego, kto powinien zasiadać w Senacie, ale izba, jak w jednej z propozycji, ponad 16-osobowa, będzie zwyczajnie nieadministrowalna i szybko popadnie w rozkład. Reforma Senatu nie powinna skutkować zwiększeniem liczby Senatorów.
> Dekret pozostawił Komisji określenie zawartości wstępnego sprawozdania. Zdaniem Komisji, jej zadania mają charakter wyraźnie dwuetapowy: (1) zbadanie zasadności wprowadzenia zmian do Konstytucji Królestwa; (2) zaproponowanie konkretnych rozwiązań. Nie ulega wątpliwości iż konieczność zrealizowania drugiego etapu jest uzależniona od wyników ustaleń poczynionych w ramach pierwszego z wymienionych zadań, w związku z czym Komisja uznała za zasadne, wzorem poprzednich Komisji, ograniczenie wstępnego sprawozdania do tego właśnie elementu, a więc zbadania zasadności wprowadzenia zmian do Konstytucji Królestwa, w tym wskazania ewentualnych zakresów spraw, które wymagają ponownej regulacji przez ustrojodawcę.
Chciałbym na koniec odnieść się do Wstępu. Zabrakło mi wspomnianego punktu pierwszego - gdzie wnioski dotyczące zasadności wprowadzania jakichkolwiek zmian? Czy naprawdę Komisja przyjęła za swój cel badanie konieczności poprawiania Konstytucji w tej chwili? Czy też raczej członkowie Komisji poproszeni o przedstawianie swoich propozycji zmian w Konstytucji, na siłę wyszukiwali artykuły, przy których można by ewentualnie pogmerać? Obawiam się, że miało miejsce to drugie.
Arcyksiążę Ghardin wykazał świetnie na forum Izby Poselskiej, że artykułów, przy których można gmerać zawsze znajdzie się wiele. Jednak nie oznacza to jeszcze, że zachodzi generalna potrzeba całościowej rewizji Konstytucji i ustroju Królestwa.
Szkoda, że Komisja nie zajęła się, jak widać, pierwszym etapem i ograniczyła się do etapu drugiego.
Pozdrawiam,
(-) Pavel Svoboda, r.s.
poseł
Received on Tue 16 Feb 2010 - 20:58:24 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET