> Nie użył Pan go, ale o eksterytorialności powiedział: "kiedy Erboka
> buduje ambasadę w Dreamlandzie, to teren ambasady jest terenem Erboki, a
> nie Dreamlandu."
Pani :) W mikroświecie do tej pory nikt nie przejmował się zbytnio ambasadami, bardziej interesowano się do tej pory ambasadorem - jednak praktyka jest taka, że nikt nie egzekwował od ambasad żadnych opłat (a tak jest w dzisiejszym prawie - że w większości opłat nie ma, poza opłatami usługowymi). Więc właściwie rzecz biorąc - mamy stan taki, jaki był w Realu przed latami 60-tymi.
> Mam rozumieć, że Erboka rysując swoją mapę powinna dodawać tereny swoich
> ambasad ?
Niech Pan nie będzie śmieszny :) Nikt mi nie wmówi, ze przed
konferencją, na której doszło do zniesienia eksterytorialności państwa
malowały sobie na mapach kropki w miejscach, gdzie miały ambasady,
gdzie akurat przelatywały statki powietrzne, albo płynęły statki
morskie. Eksterytorialność była problematyczna, ale dzisiejszy stan
nie można opisać w pełni jako wyłączny teren państwa przyjmującego.
Jest to, jak ładnie wybrnęła prowadząca zajęcia, bardziej zawiły
problem.
> Bo USA to USA. Dużego i silnego nie pyta się o to czy działa zgodnie z
> prawem.
Jasne, że jest jeszcze prawo silniejszego. Gdyby Polska była w stanie zmierzyć się z USA, to po ataku Amerykanów na polską ambasadę, odpowiedziałaby bardziej stanowczo niż teraz, kiedy Amerykanie dają nam "prztyczki" w nos raz po raz. Ciężko jest wypowiedzieć wojnę, kiedy jest raczej pewne, że się ją przegra.
> .. bo tak mówi prawo amerykańskie. Polskie prawo nie może zakazać osobie
> X nabywania obywatelstwa innego państwa.
>
Tego akurat przyznam, ale nie wiem. Wiem, że się tak robi, ale jeśli
mówi o tym prawo amerykańskie, a inne państwo przyjmujące dopuszcza
jego stosowanie wobec swoich obywateli na teoretycznie swoim terenie -
coś jest na rzeczy. Nie bardzo mam pomysł, gdzie szukać o tym
informacji: czy nie jest to np kwestia umowy bilateralnej, albo brak
tej umowy. Jeśli Pan ma jakąś pozycję do polecenia, w której znajdę
rozwinięcie tej kwestii - poproszę o podrzucenie tytułu książki.
> chyba konwencje wiedeńskie o tym mówią.
>
Tak - dokładnie ta o stosunkach dyplomatycznych, ale na tej
konferencji, o którą co i rusz zahaczamy określano te kwestie, jak i
kwestie immunitetów mianem "przywilejów", stąd też skrótowe użycie
przeze mnie tego hasła.
> To że polska policja/straż itd nie mogą wejść do jakiejś ambasady wnika
> z tego, że tak mówią ratyfikowane umowy międzynarodowe nadające terenom
> ambasad szerokie przywileje.
I sama konwencja wiedeńska z 61.
> Nie rozumiem.
Dla mnie jest to trochę jak proszenie o wejście na teren obcego państwa. Musiałabym sprawdzić czy od konieczności uzyskiwania zgody szefa misji istnieją jakieś wyjątki - nie kojarzę w tej chwili, ale podejrzewam że poza wyjątkowymi sytuacjami związanymi np z uchybieniami brak takowych.
Powyższa całość - czyli dyskusja o tym na ile obowiązujące prawo
przekłada się na to, jak jest ono stosowane i jaki jest rzeczywisty
status takiego, a nie innego terenu, przywodzi mi na myśl pewne moje
dociekanie. Na zajęciach z prawa dowiedziałam się od prowadzącej o
tym, iż prawnicy międzynarodowi głowią się nad problemem istnienia w
traktacie dwóch wykluczających się zasad - zasady subsydiarności i
zasady do niej odwrotnej. O tym błędzie w dokumencie nie mówił nikt,
bo i zakładam że mało kto przeczytał traktat, a już na pewno nie
europosłowie i dziennikarze relacjonujący tematy okołotraktatowe i
piszący o tym, co będzie po wejściu w życiu traktatu. A i do dzisiaj
nikt nie nagłośnił dyskusją o tym problemie, a która się przewija
przez konferencje prawnicze. Akurat tak się szczęśliwie złożyło, że w
krótkim czasie po tych zajęciach miałam inne, na których naszym
gościem była kobieta, która stała na czele grupy ds negocjacji
traktatu lizbońskiego. Zapytałam ją wtedy co ona o tym sądzi i którą
zasadę będzie się tak naprawdę stosowało. Odpowiedziała mi wtedy mniej
więcej tak: "Wie Pani... zasada subsydiarności została zapisana prawie
20 lat temu i istniała w prawie europejskim, ale tak naprawdę nikt
nigdy z niej nie skorzystał i się nią nie przejmował. A pojawiła się,
ponieważ związki regionalne naciskały na taki zapis. I tak będzie od
grudnia 09 - nie ma więc żadnej sprzeczności, a prawnicy muszą o czymś
dyskutować".
Wniosek: prawo swoje, a praktyka (zwyczaj) międzynarodowa swoje.
Pozdrawiam,
-- M. Reddy-O'Rhada Lady Protektor WRMReceived on Sun 14 Feb 2010 - 16:35:09 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET