Re: [dreamland] Jaka konstytucja? Komentarz do obecnej sytuacji

From: Edward I Artur, RS. <Krieg_usunto_at_poczta.fm>
Date: Wed, 20 Jan 2010 00:59:18 +0100

 Możliwie długo chciałem powstrzymywać się od komentowania projektu pułkownika Kalickiego. Teraz nadszedł jednak chyba dobry moment, tym bardziej, że mam noc wolną od pracy i mogę nadrobić zaległości.

 Najpierw wyprostuję jednak opinię, która pojawiła się na liście dyskusyjnej - opinię, według której jestem "bez klasy" w związku z faktem, w jaki sposób 20 czerwca 2009 roku odwołałem pułkownika Kalickiego z urzędu Namiestnika Koronnego Surmali (tj. bez uprzedzenia Go o tej decyzji).
Przypomnę, że 1) nie jestem i nie byłem jakimś "Józefożercą", na co może wskazywać choćby fakt, że utrzymałem pułkownika Kalickiego na urzędzie mimo zmasowanego ataku na jego osobę na początku 2009 roku. Po części to właśnie także ta moja decyzja zaważyła na tym, że Dreamland stracił dwóch aktywnych obywateli: Marcusa Estreichera i Pablo von Neumanna, o czym wspominałem nawet w swojej ostatniej proklamacji królewskiej. Moja odmowa odwołania Pułkownika miała także inne podstawy: uważałem i uważam, że sposób, w jaki panowie Estreicher i Neumann domagali się zmiany namiestnika; a przede wszystkim fakt, że stawiali warunki polegające na wyzbyciu się przez Pałac Ekhorn kontroli nad poczynaniami nowopowołanego namiestnika - wręcz nie pozwalały mi na podjęcie takiej decyzji. Gdybym jednak chciał wówczas odwołać Pułkownika, mógłbym to uczynić. Co więcej, taką możliwość miałem jeszcze przynajmniej kilkukrotnie i z niej nie skorzystałem.
2) Postanowienie królewskie odwołujące Pułkownika podpisałem ostatecznie 20 czerwca 2009 roku, bez uprzedzenia Pułkownika o takim zamiarze. I tutaj też ważny jest kontekst. Przypomnę, że stało się to wskutek podpisania przez Pułkownika jako Namiestnika Koronnego dreamlandzkiej prowincji _Traktatu_ z obcą organizacją państwową, i to taką, z którą Dreamland nie utrzymywał stosunków dyplomatycznych. Dokonało się to bez choćby cienia konsultacji z Koroną, Rządem czy szefem dyplomacji. Niemożliwe wówczas stało się utrzymanie namiestnika, który tak jawnie łamie Konstytucję. Politykę zagraniczną prowadzi Królestwo, a nie jego prowincje. Tak było wtedy, tak jest teraz i tak zapewne bardzo długo jeszcze będzie. Uprzedzanie o zamiarze odwołania w takiej sytuacji uważałem wówczas i uważam nadal za zbędne. Pan Kalicki jest inteligentnym człowiekiem - musiał zatem zdawać sobie sprawę, jakie są konsekwencje jego podpisu pod umową międzynarodową bez uprzedzenia czy konsultacji z organami, które prowadzą politykę zagraniczną. Rażąco przekroczył swoje kompetencje, został odwołany. Jak mówię: nie miałem w tej sytuacji innego wyjścia.

 A jeśli chodzi o przedstawiony projekt zmian konstytucyjnych.  

 Rzeczywiście, to wspaniale, że projekt ten ujrzał światło dzienne, technicznie przygotowany jest nieźle.

 Jest to jednak projekt merytorycznie zły. Zgodnie z tym, co napisał Pan Premier de Brolle: terapia musi wynikać z diagnozy. Królestwo nie znajduje się natomiast w trudnej sytuacji dlatego, że Król czy Korona wykonują swoje prerogatywy w sposób, który Pan Kalicki uważa za niewłaściwy - a zatem, nie dlatego choćby, że to Korona ratyfikuje umowy międzynarodowe, nie dlatego, że to Ona określa podstawowe założenia polityki prowadzonej przez Królestwo, i nie dlatego w końcu, że Premier nie jest wybierany w wyborach powszechnych. Królestwo boryka się z brakami ludnościowymi i żadne cudowne terapie wywracające ustrój do góry nogami nie zmienią tego prostego faktu. Osłabienia organizmu nie leczy się antybiotykami.

 Królestwo nie będzie prowadziło stabilnej polityki, jeśli odpowiedzialny będzie za nią w całości rząd, a Król zostanie sprowadzony do roli notariusza. I to tym bardziej, że rządy tradycyjnie od pewnego czasu mieliśmy raczej słabe, od której to zasady gabinet premiera de Brolle'a zdaje się chwalebnym wyjątkiem. Nie poprawi też sytuacji Królestwa kolejne pchnięcie w stronę demokratyzacji - wskazuje na to przynajmniej pamięć o XIII kadencji Izby Poselskiej. Społeczeństwo dreamlandzkie nie korzysta obecnie na dalszej demokratyzacji. Proklamacja "Consensus facit legem", która oddawała pole reprezentującemu demokratyczną większość rządowi - pozostaje w istocie martwa i pełni głównie rolę symboliczną. W zasadzie nie ma chętnych do tego, by zagospodarować wiązkę uprawnień, którą Korona oddała dla dobra demokracji. Takie są fakty. Dalsza demokratyzacja i powierzanie funkcji premiera osobie wybranej w powszechnych wyborach są po prostu strzałem w stopę. Podobnie jak wspomniane już redukowanie roli królewskiej do roli notariusza. To niczemu w istocie nie służy.

 Co więcej - projekt nie został zgłoszony wtedy, gdy rządziło Stronnictwo Federalne, na którego tezach konstytucyjnych projekt się opiera. Od września do początku listopada 2009 roku Stronnictwo Federalne, którego członkiem był pan Kalicki (i z ramienia którego pozostawał Ministrem Spraw Wewnętrznych w dwóch ówczesnych rządach) nie zdecydowało się przeprowadzić tego projektu w czasie swoich rządów, mimo że projekt podobno był w zasadniczym stopniu przygotowany. Projekt zgłoszony został teraz, gdy działa Królewska Komisja Konstytucyjna, która ma wypracować projekt zmian w ustawie zasadniczej. A projektodawca domaga się od razu rozstrzygnięcia w referendum. Tu nie ma logiki. Tu jest bicie na oślep.

-- 
(-) Edward I Artur, RS.



----------------------------------------------------------------------
Kup wlasne mieszkanie za 72 tys. zl.
Sprawdz najlepsze oferty >>> http://link.interia.pl/f2570
Received on Tue 19 Jan 2010 - 16:01:31 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET