Drodzy Państwo,
Temat wraca jak bumerang. Zmiana ustawy zasadniczej i – co za tym idzie – przebudowa systemu politycznego to wątek w naszej debacie publicznej stale obecny co najmniej od połowy ubiegłego roku. A zatem: zmieniać czy nie zmieniać? A jeśli tak – to w jakim stopniu? W kontekście inauguracji prac Królewskiej Komisji Konstytucyjnej pytanie wydaje się szczególnie zasadne. W kontekście tzw. projektu obywatelskiego Józefa Kalickiego pytanie wzbogaca się o konkretną treść. Marszałek Izby Poselskiej poinformował mnie, że wspomniany wniosek, tym razem poparty podpisami pięciu obywateli Królestwa, trafił wczoraj pod strzechy Parlamentu, gdzie będzie procedowany zgodnie z art. 53 Konstytucji.
Bez zbędnych dekoracji, najprościej, jak to tylko możliwe, postaram się skomentować zaistniałą sytuację. Zacznę od określenia własnego stanowiska. Jestem zwolennikiem wprowadzenia daleko idących zmian, choć zarazem szanuję wygłoszone tu i ówdzie opinie pozostałych członków Rządu, Izby Poselskiej i Senatu. A są to, przypomnę, opinie wyrażające daleko posuniętą powściągliwość w odniesieniu do kolejnych eksperymentów z zakresu inżynierii ustrojowej.
A jednak cieszy mnie inicjatywa Józefa Kalickiego. O takie inicjatywy niedawno publicznie apelowałem i o taką inicjatywę prosiłem J. Kalickiego w trakcie prywatnej rozmowy. W moim odczuciu mamy do czynienia z pierwszą konstruktywną wypowiedzią pułkownika od całych miesięcy. Nadarza się okazja, by w końcu odnieść się do pozytywnej i nade wszystko skonkretyzowanej wizji.
A jednak nie podzielam zawartej we wniosku oceny tego, co jego autor sam raczył nazwać „kryzysem społecznym”. Jeśli jest kryzys, to najbardziej banalny ze wszystkich - demograficzny, i dotykający wszystkie bez wyjątku mikronacje – stare i nowe, duże i małe, republiki i monarchie. Co za tym idzie - nie podzielam nadziei, jakie pułkownik wiążę z przedstawionymi tak propozycjami. Zmiany instytucjonalne, w dodatku w tak skromnym charakterze, jaki przewiduje projekt Józefa Kalickiego, w najmniejszym stopniu nie wpłyną na poprawę sytuacji. To nie instytucje nas zawiodły. W tym sensie całą inicjatywa razi nieco swoją naiwnością i chyba tylko tym wytłumaczyć mogę niemal zupełny brak zainteresowania wspomnianym dokumentem ze strony głównych graczy naszej sceny politycznej.
Mówimy zarazem o projekcie dobrze znanym wszystkim tym, którzy uważnie obserwują nasze życie publiczne. Z analogicznymi propozycjami w lipcu ubiegłego roku wyszło Stronnictwo Federalne. Prezentację wspomnianych propozycji znajdziemy w expose premiera Etherarda de Godwina z 12 września 2009 r. (LDKD #31437) oraz na witrynie Stronnictwa. Józef Kalicki wykonał raczej kawałek solidnej roboty, ale raczej archeologicznej niż koncepcyjnej. Odkopał skorupkę. Zapytajmy teraz, co nam da pocieranie owej skorupki.
Przypomnę: projekt zakłada połączenie obu izb Parlamentu i przekształcenie ich w Zgromadzenie Narodowe, wyposażone odtąd w pewne dodatkowe kompetencje, które jednak nijak mają się do jakości życia publicznego i nie gwarantują jego poprawy (prawo ratyfikowania umów międzynarodowych, powoływanie sędziów i Prokuratora Generalnego z własnej inicjatywy, a nie, jak dotąd na wniosek Króla). W zakresie władzy wykonawczej mamy z kolei do czynienia z przesunięciem punktu ciężkości - zamiast monarchy to pochodzący z bezpośrednich wyborów premier ma być głównym rozgrywającym. I to wszystko.
Panowie wnioskodawcy – w wolnym czacie zajrzyjcie do tego dokumentu. Omawiany projekt zakłada zmianę dla samej zmiany i taką opinię usłyszałem od każdego, z kim miałem na ten temat okazję dyskutować. A przecież żaden z wnioskodawców nie wykluł się wczoraj z jaja. A skoro tak - zdolny jest, jak zakładam, do krytycznego namysłu nad potencjalnymi konsekwencjami proponowanych przez Was zapisów. A jedynym obserwowalnym skutkiem będzie spektakularny brak skutku.
Kilka dni temu w innym miejscu Prezes Sądu Królestwa słusznie zauważył, że „XIII kadencja Izby Poselskiej uświadomiła nam, że w warunkach państwa wirtualnego istnieje jednak granica demokratyzacji”. Dlatego demokracja mikronacyjna, jak pisał przed rokiem król senior Pavel Svoboda, jest demokracją bezzębną. Libertas omnia vinicit, jak czytamy na stronie głównej Sarmacji. Jak wielokrotnie jednak widzieliśmy - nie omnia, nie libertas, i nie vincit. Stąd takie, a nie inne przesunięcia akcentów. Poza tym – czasem lepsze ratio, niż libertas.
W warunkach mikronacji z oczywistych względów władza ustawodawcza, reprezentowana przez wybieralny organ przedstawicielski, jest najsłabszym ogniwem systemu politycznego. Czy będzie to Wandystan, Scholandia czy Sarmacja, lokalne legislatury prędzej czy później okazują się dysfunkcjonalne. Mniejsza teraz o przyczyny. Przemówiła empiria. Zgromadzony materiał sięga początków naszego parlamentaryzmu.
Każdy projekt zakładający wzmocnienie legislatywy jest w naszych warunkach skazany na niepowodzenie Dwuizbowość wynika z federalnego charakteru ustroju terytorialno-administracyjnego Królestwa i nie pozostaje w oczywistym związku w zasadą suwerenności narodu. Nie poprę idei połączenia obu izb. Nie przemawia za nią żaden argument, pod którym podpisałby się politolog. Jako szefa rządu nie stać mnie na demagogię.
Kluczem jest sprawna egzekutywa. Jest to wniosek tak banalny, że pozwolę sobie zamilknąć w tym miejscu. Dziwię się, że tak doświadczony obywatel, jakim jest pułkownik Kalicki, zdecydował się akurat na wariant zakładający rozdęcie legislatury. Zmiany, jeśli nastąpią, postępować będą dokładnie w przeciwnym kierunku.
Bez względu na to, czy głównym rozgrywającym w naszym systemie politycznym będzie monarcha, premier, czy komitet ocalenia publicznego, czy suwerenem nazwiemy naród, czy jednostkę, z perspektywy podmiotów sfery publicznej nie ma to większego znaczenia. Stwierdzam to ze smutkiem. W ostatecznej instancji liczy się bowiem ferment na głównej liście dyskusyjnej. Taka jest istota mikronacji. Podniecić znudzonego cymbała. Witalność państwa oceniana jest przez pryzmat aktywności subskrybentów na liście dyskusyjnej.
Główny gracz musi być zatem nie tyle graczem aktywnym, co raczej sama aktywność jest tym przymiotem, który sprawia, że danego gracza jesteśmy skłonni postrzegać jako głównego. W naszych warunkach oznacza to po prostu, że ten ostatni regularnie zmuszony będzie wchodzić w buty dyrektora cyrku. Ale gdy krytykujemy jego nieruchawość, nie sięgajmy po argumenty politologiczne, bo z politologią nie ma to nic wspólnego.
Powtórzę – jestem ZA zmianami w Konstytucji (i w odpowiednim czasie przedstawię własne propozycje na forum do tego powołanym), ale za zmianami przemyślanymi, takimi, które nie porażają swoją naiwnością i które na dłuższą metę nie utrudnią nam życia. Dlatego właśnie powstała Królewska Komisja Konstytucyjna, która gwarantuje, że podobne buble zostaną w porę zneutralizowane. Czego by nie powiedzieć o jej składzie i trybie procedowania, znalazły się tam osoby reprezentujące wszystkie organy władzy publicznej – w tym również ten wybieralny. Wygłoszone tam opinie – raz zachowawcze, innym razem postulujące zmiany – będą głosami z samych trzewi systemu. Głosami osób, które inwestują swój czas w naszą zabawę i które dysponują pełnym oglądem sytuacji. Gwarantuję, że nikt z nas nie chce tej zabawy zepsuć.
(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:06 CET