(wrong string) ęcie wątku, życzenia i podziękowania (było: Re: [dreamland] Re: [surmala] [tuulemaa] [oczko redaktorskie] Korona dla Przyjaciela)

From: Alchien <alchien_usunto_at_interia.pl>
Date: Sat, 26 Dec 2009 16:21:52 +0100


Witam,

Wrócê po raz ostatni do dyskusji z Ghardinem:

> Nie twierdzê, ¿e zarz¹dzanie ludŸmi jest zadaniem Korony - ale
> w³aœnie,
> jak sam piszesz, narzêdziem. W praktyce mikronacyjnej - jednym z
> najwa¿niejszych. I chocia¿ Nastêpca nie jest urzêdnikiem Korony, lecz
> organem pañstwa - to poniewa¿ to Korona odpowiada za konstytucyjny
> porz¹dek Królestwa, w jej zadaniach le¿y równie¿ zadbanie o takiego
> Nastêpcê Tronu, który skutecznie bêdzie tego porz¹dku pilnowa³. W tym
> sensie problem wyboru Nastêpcy wchodzi w zakres zagadnieñ zarz¹dzania
> ludŸmi - i tu zaufanie, jak pisa³em, jest i powinno byæ jednym z
> podstawowych kryteriów.

W tym sensie zgoda, ale nie zmienia to dwóch kwestii, o których mówiliœmy - specyficznego charakteru zaufania zwi¹zanego z tytu³em "przyjaciela Korony" i nadmiernego wyeksponowania tej kwestii (w moim przekonaniu).

> Na marginesie warto te¿ zauwa¿yæ, ¿e zaufanie - jakkolwiek bêd¹c
> kryterium subiektywnym - buduje siê w wyniku konkretnych cech osoby,
> której siê ufa. Odpowiedzialnoœæ, uczciwoœæ, zdrowy rozs¹dek,
> lojalnoϾ,
> pracowitoϾ, szczeroϾ - i tym podobne cechy, zazwyczaj sprawdzone w
> dzia³aniu, staj¹ siê podstaw¹ zaufania. Jakby nie patrzeæ, s¹ to cechy
> jak najbardziej wskazane u monarchy.

Bardzo arbitralny wybór. Nie wracaj¹c ju¿ do kwestii "przyjaŸni Korony" - zaufanie do kogoœ ("ufam Ci") wi¹¿e siê dla mnie raczej z podobieñstwem charakterów, ew. z dwustronn¹ wspó³prac¹, ale zamyka siê w relacji dwóch osób (w tym wypadku osoby i instytucji) i wcale nie dotyczy w konieczny sposób pola, które zostaje poza ni¹ (które wyra¿a siê np. w stwierdzeniu "ufam, ¿e podo³asz"). Zaufanie dwóch gangsterów (przepraszam za kontrastowy przyk³ad) œwiadczy o ich _wzajemnej_ odpowiedzialnoœci, uczciwoœci, lojalnoœci, etc. Ale nie uniwersalizuje tych wartoœci. W tym te¿ problem - etykieta "przyjaciela Korony" sztucznie uogólnia i rozszerza cechy pewnej partykularnej relacji na ca³oœæ osoby kandydata (i wszystkie relacje, które go dotycz¹).

Oby³oby siê bez "przyjaciela Korony". Wystarczy³oby mówiæ o odpowiedzialnoœci, uczciwoœci, zdrowym rozs¹dku, etc.

> Rozumiem. Jednoczeœnie mam wra¿enie, ¿e ten mechanizm, ten charakter
> dyskursu trwa w Dreamlandzie od lat, mo¿e nawet le¿y u jego podstaw.
> Jesteœ w stanie skonkretyzowaæ, jaki dyskurs czy jaki inny mechanizm
> funkcjonowania by Ci odpowiada³?

To dyskusja na wiele godzin. Na p³aszczyŸnie konkretnego projektu politycznego - marzy mi siê republika. Chodzi o to, by pewne nabudowywane na KD wartoœci, jak Korona, Monarchia, Prawo, Tradycja (które stale konstruujemy i którym "s³u¿ymy") nie przes³ania³y czystej zabawy, jak¹ jest bycie tutaj razem i "wymyœlanie" pañstwa; wartoœci¹ nie jest Korona i Orze³ Ebruzów, ale to, ¿e ja (Ty, on, inny) jestem w tej chwili tutaj, w Dreamlandzie. Innymi s³owy - chodzi o to, by tworzyæ regu³y mikronacyjnej gry, zamiast siê ich uczyæ.

> Niestety - nic konkretnego mi to nie mówi. Moje g³ówne obszary
> wiedzy i
> zainteresowañ oscyluj¹ raczej miêdzy in¿ynieri¹ budowlan¹, histori¹
> sztuki, filozofi¹ przestrzeni i podstawami socjologii miasta (z punktu
> widzenia architektów i urbanistów). Na socjologiê i politologiê
> zwyczajnie nie starcza czasu - wiêc tradycja Foucaultowska i
> teoretyków
> biopolityki mówi mi tyle, co zapewne Tobie powiedzia³aby teoria
> przestrzeni Norberga-Schulza, rasmussenowska idea odczuwania czy
> sposoby
> percepcji wg szko³y japoñskiej (Tange, Ito, Sejima, Fujimoto i inni).
> Prawie nic.

Faktycznie - prawie nic. Jakieœ przeb³yski :) Wybacz, jeœli niezrêcznie siê wyrazi³em - chodzi³o mi o to, by nie zawê¿aæ pojêcia. Myœlê, ¿e ka¿de podejœcie do dyskursu (wy³¹czaj¹c œciœle lingwistyczne) przyda siê w naszej dyskusji. Ale przywo³am, jeœli pozwolisz, s³owa Czerwiñskiego z przedmowy do "Historii szaleñstwa":

„S³owo dyskurs ma tu szczególny sens. Nie chodzi bowiem o wypowiedŸ wy³¹cznie jêzykow¹, lecz o to, co da siê wyczytaæ jako sui generis wizja z manifestacji bardzo ró¿nych, z tak ró¿nych sposobów wyra¿ania jak dzia³anie z jednej strony, a mowa z drugiej (...) Foucault akcentuje to, ¿e podobnie jak proste nazywanie, tak¿e budowanie dyskursu o rzeczywistoœci nie tyle tworzy swoiste jej odbicie, ile stanowi jej projektowanie, jej wspó³konstruowanie”

Oczywiœcie, jednym z narzêdzi dyskursu jest wiedza, któr¹ przedstawia i za pomoc¹ której sprawuje w³adzê (bo wiedza jest w³aœnie konstrukcj¹ dyskursu). Innymi s³owy: dyskurs to taki sposób (spo³ecznego, kulturowego, etc.) mówienia o rzeczywistoœci, który kszta³tuje j¹ przez samo mówienie o niej.

> I pewnie masz racjê :)
> Nie rozumiem jeszcze jednego - czy za destruktywny uwa¿asz sam fakt
> sakralizacji Korony w g³owach spo³eczeñstwa? Czy raczej wycofywanie
> siê
> Korony z faktycznego ¿ycia publicznego i sprawowania w³adzy pomimo
> wspomnianej sakralizacji?

Obie te sytuacje; najgorsza jest wg mnie trzecia, poœrednia - aktualna. Najbardziej chcia³bym oczywiœcie profanacji takich konstrukcji jak Korona, Prawo czy Tradycja. Ale porz¹dek, w którym Korona po prostu przyznaje siê do swojego sakralnego charakteru te¿ jest intryguj¹cy (do takiego têskni¹ w wiêkszoœci, jak mi siê zdaje, monarchiœci). Obecna sytuacja frustruje tych, którzy wol¹ desakralizowaæ i zmusza monarchistów, ¿eby oszukiwali samych siebie. Nikt na tym nie mo¿e skorzystaæ.

> Wreszcie - dlaczego uwa¿asz "Consensus facit legem" za nieusuwalne? Ja
> odebra³em proklamacjê jako pewne uznanie dojrza³oœci politycznej
> dreamlandzkiego spo³eczeñstwa - i zwi¹zane z tym "przyznanie" mu (jego
> przedstawicielom) samodzielnoœci poprzez zasadê nieingerencji Korony.
> Nie widzê jednak ¿adnego powodu, by Korona nie mog³a stwierdziæ, ¿e
> dojrza³oœæ ta by³a chwilowa lub jej uznanie przedwczesne - i w
> zwi¹zku z
> tym z powy¿szych deklaracji siê wycofaæ. Choæby celem ochrony porz¹dku
> konstytucyjnego Królestwa.

K³opot w tym, ¿e Dreamlandczycy s¹ dojrzali politycznie. Gdyby pod tym pretekstem Korona cofnê³aby Consensus facit legem, mielibyœmy do czynienia z tyrani¹. A argumentami w³aœciwymi siê nie pos³u¿y, bo Consensus facit legem zmieni³ zasady, wed³ug których funkcjonuje. Korona uwik³a³a siê w naœladowanie samej siebie.

> Trzeba jednak zauwa¿yæ, ¿e prawo o charakterze (pozornie) opresyjnym
> równie¿ mo¿e byæ elementem spe³niania oczekiwañ Narodu. Zakaz
> przechodzenia przez tory na stacji kolejowej zdecydowanie jest
> opresyjny
> (i jak¿e przy tym irytuj¹cy), ogranicza nasz¹ wolnoœæ i prawo wyboru.
> Ale jednoczeœnie naszym oczekiwaniem wobec pañstwa jest zapewnienie
> nam
> bezpieczeñstwa - i realizacji tego oczekiwania w³aœnie ten konkretny
> zakaz jest elementem. Nie mówi¹c ju¿ o tym, ¿e od kolei oczekujemy
> sprawnej podró¿y - i zapobieganie wypadkom miêdzy innymi w ten sposób
> równie¿ jest realizacj¹ oczekiwañ. Generalnie wydaje mi siê, ¿e czêsto
> rozró¿nienie na prawo "opresyjne" i "s³u¿ebne" nie jest jednoznaczne.

Oczywiœcie. K³opot w tym, ¿e zinstytucjonalizowane i wyalienowane Prawo s³u¿y przede wszystkim konserwacji samego siebie. Schematy, które powielamy w Dreamlandzie od d³ugiego czasu, s³u¿¹ utrzymania porz¹dku, który bêdzie powiela³ schematy. To swego rodzaju b³êdne ko³o, w którym nie chodzi o opozycjê "opresji" i "s³u¿by", tylko "prawa w sobie" i "prawa dla ludzi". Od prawa maj¹cego "upañstwowiæ" nasz¹ zabawê przeszliœmy najpierw: do prawa, które jest celem w sobie, ale stanowi pole zabawy w mikronacjê, a nastêpnie: do prawa, które tê mikronacjê (nie tyle w jej konkretnym kszta³cie, co w ogóle w jej mikronacyjnym istnieniu) konstytuuje. W powszechnej opinii Dreamland jest Dreamlandem dziêki Koronie, Tradycji, Prawu, etc. Chcia³bym, ¿eby by³ Dreamlandem dziêki ludziom, którzy te instytucje powo³ali (i którzy zdolni s¹ je odwo³aæ, nie niszcz¹c KD) - dziêki Dreamlandczykom.

> Mikronacje do tego maj¹ szczególn¹ specyfikê w wyniku ich
> dobrowolnoœci
> i wirtualnoœci. De facto nie mamy mo¿liwoœci skutecznego
> wyegzekwowania
> realizacji obowi¹zków, wymierzenia ¿adnej faktycznej kary, ¿adna
> decyzja
> nie niesie ze sob¹ zagro¿enia dla realnego cz³owieka - a wiêc instynkt
> samozachowawczy jako element systemu spo³ecznego dzia³a zgo³a inaczej
> ni¿ w rzeczywistoœci. Wreszcie - rzeczywiste pañstwa dopuszczaj¹ do
> decydowania obywateli dopiero z odpowiednio d³ugim (œrednio 18-21 lat)
> sta¿em w realiach danego pañstwa; u nas mo¿na taki wp³yw uzyskaæ w
> ci¹gu
> kilku dni, praktycznie zupe³nie nie maj¹c praktyki ani rozeznania w
> realiach. W warunkach mikronacji Korona jest równie¿ po to, by
> "wiedzieæ
> lepiej" - czyli by zabezpieczaæ system przed z³ymi decyzjami ogó³u lub
> jego przedstawicieli, jeœli wynikaj¹ one z niewiedzy lub nieznajomoœci
> realiów. Jakkolwiek kontrowersyjnie to brzmi - pewne decyzje
> podejmowaæ
> trzeba dla naszego dobra, choæby i wbrew nam. Moim zdaniem mieœci
> siê to
> w kategorii reprezentacji Narodu.

Zasadniczo zgoda - ale wskaza³eœ tutaj to, co ³¹czy Koronê z innymi modelami instytucji, monarchiê z innymi modelami pañstwowoœci w ogóle. Tê sam¹ funkcjê mo¿e spe³niaæ inna g³owa pañstwa. Tê sam¹ funkcjê mog¹ spe³niaæ doœwiadczeni obywatele, którzy po prostu s¹ tutaj i na bie¿¹co anga¿uj¹ siê w Dreamland.

> Zgadzam siê, ¿e, jak piszesz, "oczekiwanie zdolnego kandydata (...)
> obejdzie siê bez zapoœredniczenia w >>przyjaŸni Korony-Instytucji<<".
> Nie uwa¿am jednak, by zapoœredniczenie to zrywa³o wiêŸ z Narodem.
> Skoro
> Korona jest reprezentacj¹, "przed³u¿eniem", elementem szczególnym
> Narodu
> - to okreœlenie "przyjaciel Korony" t³umaczê sobie na "zdaniem
> Korony -
> przyjaciel Narodu". Reprezentant Narodu swoim autorytetem firmuje
> kandydata - skoro on mu zaufa³, to my - maj¹c o wiele mniej danych -
> mo¿emy udzieliæ kredytu zaufania opieraj¹c siê na zaufaniu do
> gwaranta-Korony.

Nie uwa¿am, ¿eby Korona, jako instytucja, by³a elementem Narodu czy (jeœli pozwolisz na rozszerzenie terminu) spo³ecznoœci. Cz³onkiem spo³ecznoœci jest Król. Wolê reprezentanta ni¿ reprezentacjê (przekut¹ w instytucjê, w element porz¹dku prawnego). Nie ma dla mnie ci¹g³oœci miêdzy "przyjacielem Korony" a "przyjacielem Narodu". Oczywiœcie, domagamy siê takiego przejœcia i chcemy je tu widzieæ - ale moim zdaniem nie da siê go obroniæ.

W tym k³opot - Prezydent wypowiada siê w imieniu swoim (Prezydenta) albo pañstwa (Republiki); nie ma trzeciej instancji, któr¹ jest w naszym wypadku Korona. W pe³ni zgadzam siê z Tob¹, ¿e reprezentant Narodu ma prawo wypowiadaæ siê w jego imieniu i powinien byæ obdarzony jego zaufaniem. Ale nie taki reprezentant, którego przes³ania wyzuta z podmiotowoœci politycznej Instytucja.

> A ja siê na takie rozwi¹zanie nie zgadzam. Powodów jest wiele, od
> tradycji po bezpieczeñstwo pañstwa - to temat na osobn¹, s¹¿nist¹
> dyskusjê. Niemniej - masz mo¿liwoœæ realizacji swojej propozycji,
> jeœli
> zdo³asz pozyskaæ dla niej odpowiednio wielu obywateli. Próbuj.

Nie zdo³am i nawet ju¿ nie planujê :) Ale w kwestii bezpieczeñstwa, powtórzê mo¿e - bie¿¹ce zaanga¿owanie choæby tylko po³owy z tych, którzy dzisiaj tworz¹ Klub Republikañski, gwarantuje nam ci¹g³oœæ istnienia.

> Racja. Musimy zwracaæ uwagê na wp³yw dyskursu na jêzyk - i poprzez
> jêzyk. Warto jednak zwróciæ równie¿ uwagê, ¿e te same symbole czy
> jêzykowe frazy mo¿na interpretowaæ ró¿nie - jak równie¿ ró¿ne wagi do
> nich przyk³adaæ. Czego ilustracj¹ jest nasza dyskusja :)

Oczywiœcie. Rozumiem Twoje rozumienie tekstu Edwarda - ale w moim przekonaniu zostaje ono przekszta³cone przez suplement, jakim jest interpretacja skupiona na symbolicznych elementach w³adzy. Rozumiem chêæ przejœcia miêdzy Koron¹ i Narodem - takie rozumienie tekstu mówi nam wiele na temat oczekiwañ ca³ej spo³ecznoœci. Ale inne rozumienie ujawnia nieci¹g³oœæ miêdzy tymi pojêciami.

***

Jak wspomnia³em w innym mailu - czas na po¿egnania i na podziêkowania :)

Najpierw mo¿e przeprosiny: s³owa nazwane przez de Ramê "klozetow¹ poetyk¹" by³y zupe³nie niepotrzebne. Dosz³o do przeci¹¿enia nerwowego. Teraz, bêd¹c ju¿ oficjalnie bezpañstwowcem, trochê to wszystko ze mnie schodzi :) Wierzê, ¿e szczere przeprosiny mog¹ wiele naprawiæ - a szczeroœæ jest tym, co najw³aœciwsze w miejscu, z którego mówiê. Dlatego przepraszam.

A teraz pozwolê sobie na bardziej optymistyczne klimaty :)

Do KD przyby³em niemal¿e piêæ lat temu, w grudniu 2004. Wêdrowa³em przez pierwsze dwa tygodnie miêdzy prowincjami, ostatecznie osiadaj¹c w Weblandzie. Do dziœ czujê siê Weblandczykiem i Surmalajczykiem - tym dwóm prowincjom (ich lokalnym spo³ecznoœciom, ich namiestnikom) dziêkujê szczególnie.

Pracowa³em w Prowincji, nastêpnie w Armii (w której a¿ do momentu wypisania siê z KD, s³u¿y³em) - praca "wywiadowcza", w ramach S³u¿b Specjalnych, tyle wyczerpuj¹ca, co satysfakcjonuj¹ca, by³a wspania³¹ przygod¹ i da³a w moim przekonaniu sporo wymiernych efektów. Osobom, które to osi¹gnê³y, z którymi wspó³pracowa³em bodaj najbli¿ej - po raz siedemdziesi¹ty siódmy najszczerzej dziêkujê. Tajemnice wywiadowcze oczywiœcie zabiorê ze sob¹ do grobu ;) A jest co zabieraæ.

Wspaniale wspominam czasy wszystkich politycznych i quasi-politycznych organizacji, w których przysz³o mi uczestniczyæ - PSiPu, klubu za³o¿onego z Estreicherem (jak on siê nazywa³?), co najmniej dwóch tajnych stowarzyszeñ, a nawet grupy ds. Piwonii (ktoœ to pamiêta?). We wszystkich znajdowa³em wspania³ych ludzi, nadzwyczaj zaanga¿owanych w Dreamland. Dziêki.

Praca w MSZ i chwilowe przewodzenie Rz¹dowi - to poch³ania³o mnie ju¿ ca³kiem niedawno. Wiele osób, w kraju i za granic¹, okaza³o siê chêtnych do pomocy i - niejednokrotnie - do wskazania w³aœciwej drogi poszczególnych projektów i rozmów. Mam wra¿enie, ¿e zdoby³em w tym wypadku tylu przyjació³, co wrogów. Pierwsi okazali siê szczerzy, drudzy - wymagaj¹cy. Dziêkujê im i tym, którzy zgodzili siê przej¹æ ode mnie obowi¹zki zwi¹zane z t¹ prac¹.

W tej czêœci to tyle - dziêkujê wszystkim, którzy doczytali do tego miejsca.

Teraz bêdzie imiennie. Wyliczam tylko obywateli KD figuruj¹cych w CRMie - chocia¿ niemniej zawdziêczam wielu obcokrajowcom (równie¿ Erbokañczykom - nie zapomnia³em o Was ;)) i nieobecnym wœród nas obywatelom KD. W Dreamlandzie i poza jego granicami pozna³em mnóstwo œwietnych ludzi, którzy potrafili swoj¹ oryginalnoœæ i ró¿norodnoœæ odbiæ w przestrzeni mikroœwiata. Cieszê siê, ¿e ich pozna³em; to znajomoœci niezast¹pione.

No, ale spójrzmy do rejestru - na osoby, które dane mi by³o spotkaæ przez te piêæ lat. Dziêkujê:

Bagerowi - za niezapomniane wieczory w Kancelarii Prezydenta Weblandu i ogromn¹ ¿yczliwoœæ, za cierpliwoœæ do moich pytañ, za czo³g i wieloryba w ogródku;
Ghardinowi - za wprowadzenie mnie do KD, za bycie tutaj istotnym punktem odniesienia, za cierpliwoœæ i wyrozumia³oœæ, Leniadowi - za wspó³pracê i niejedn¹ ciekaw¹ rozmowê; Maryushckowi - za ugoszczenie mnie w jego mieœcie, za okres pracy w Weblandzie;
Taheto - za owocne rozmowy, potem - za owocne spory; Jubei d'Archien - za wszystko, o czym ju¿ wie, za ¿yczliwoœæ i pomoc, za oparcie;
Paw³owi Erwinowi d'Archien - za bycie œwietnym wspólnikiem i nastêpc¹, za otwartoœæ i za ka¿d¹ odbyt¹ rozmowê, za cierpliwoœæ do mojej osoby; Edwardowi - za tyle¿ wartoœciow¹, co skomplikowan¹ wspó³pracê, za wyrozumia³oœæ i szczeroœæ;
Jacquesowi de Brolle - za to, ¿e chcia³ ze mn¹ rozmawiaæ, za wymagaj¹c¹ dyskusjê, za sk³onienie do refleksji; Martinowi van Buuren-d'Archien - za d³ug¹ i ró¿norodn¹ historiê naszej znajomoœci, która da³a mi wiele wartoœciowych doœwiadczeñ, za nieustaj¹c¹, acz porywcz¹ ¿yczliwoœæ, której nie znalaz³bym gdzie indziej;
Robertowi van Buuren-d'Archien - za radê i pomoc, za otwartoœæ i gotowoœæ do dyskusji, za nieustaj¹c¹ ¿yczliwoœæ; Marion Cirilli - za te kilka owocnych rozmów, które z ni¹ odby³em; Fishiemu - za d³ugi okres wspania³ej wspó³pracy, za nieustaj¹c¹ ¿yczliwoœæ, za pomys³y i zaanga¿owanie;
Etherardowi - za chêæ pomocy i za oddanie wspólnym projektom; Gabrielowi Grandinowi - za energiê i zaanga¿owanie we wspó³pracê; Paw³owi von Gratz - za chêæ niesienia pomocy i za ka¿d¹ radê, której mi udzieli³;
Geraltowi Gwynbleidd - za kilka krótkich, ale ciekawych rozmów; Patrickowi Haddenowi - za ciekawy, choæ nied³ugi okres wspó³pracy; Krzysztofowi - za rozwagê, otwartoœæ i ¿yczliwoœæ, za wytrwa³oœæ pracy, za gotowoœæ do rozmowy w momencie kryzysu i w chwili spokoju; Józefowi - za wszystkie wspólne projekty i "przegadane" godziny, za szczeroœæ i lojalnoœæ, za bycie fantastycznym wspó³pracownikiem; Paw³owi Milewskiemu - za wspania³e projekty i wiele niezast¹pionych rozmów, za niez³omn¹ ¿yczliwoœæ i zrozumienie; Cyprianowi - za zaanga¿owanie w KD i oryginalnoœæ pomys³ów; Matyldzie Marcius - za nied³ugi okres wspó³pracy; Mugglerowi - za otwartoœæ rozmowy i za podjête wspólnie projekty; Paulowi Panevnickowi - za niezwyk³e zaanga¿owanie w Dreamland, za wnikliwoœæ i chêæ niesienia pomocy;
Arturowi Piotrowi - za bycie niekwestionowanym autorytetem w wielu kwestiach ¿ycia wirtualnego, za wszystko, co zrobi³ dla Dreamlandu i czego dane mi by³o siê od niego nauczyæ; Medgarowi de Ramie - za rolê wymagaj¹cego dyskutanta, za wspania³e artyku³y w GW, który lektura dostarczy³a mi wiele przyjemnoœci; Krzysztofowi Roenowi - za zaufanie i zaskoczenie, którym by³o wprowadzenie mnie do KWK, za pomoc i otwartoœæ; Yelonkowi - za wspó³pracê i pomoc na pocz¹tku mojego v-¿ycia; Kobe Shakurowi - za towarzyskoœæ i otwartoœæ, jak¹ okazuje wirtualnym rodakom;
Mateuszowi Conroyowi Shakurowi - za szczeroœæ, pomoc i konsekwencjê; Arturionowi - za wiele przegadanych godzin i wiele potyczek w BfW; Cyricowi - za podbudowuj¹c¹ mnie zawsze energiê; Paw³u Svobodzie - za ¿yczliw¹ powœci¹gliwoœæ, rozwagê i chêæ do rozmowy; Ireth Tinuviel - za wspania³¹ pracê w Weblandzie; Hansowi - za bycie Hansem;
£ukaszowi - za szczeroœæ i lojalnoœæ, za wielki wk³ad w Dreamland i za d³ug¹ historiê naszej wspó³pracy, za prenumeratê SEF i za branie na siebie niewdziêcznych zadañ;
Kaziowi - za bycie we w³aœciwym miejscu we w³aœciwym czasie i za gotowoœæ do pomocy b¹dŸ rady;
Fabioli - za nied³ugi okres wspó³pracy.

Ghardinie - od rozmowy z Tob¹ moja przygoda w KD siê zaczê³a, rozmowa z Tob¹ j¹ koñczy.

Bawi³em siê wspaniale - wszystkim dziêkujê :)

I sk³adam Wam, drodzy Dreamlandczycy, œwi¹teczne ¿yczenia: radoœci i spokoju, zaanga¿owania w Dreamland, wielu wspania³ych znajomoœci, œwietnej zabawy, si³y do podejmowania wielu projektów, czerpania z tego, co mikronacje oferuj¹ swoim mieszkañcom.

Pozdrawiam,
gen. Alchien arcyksi¹¿ê d'Archien-Liberi

[Non-text portions of this message have been removed] Received on Sat 26 Dec 2009 - 07:22:33 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET