(wrong string) ątku

From: Alchien <alchien_usunto_at_interia.pl>
Date: Mon, 14 Dec 2009 17:29:16 +0100


Witam,

> Alchien dArchien (w zakoczeniu dwch ostatnich listw):
>
> 1.Reszt pozdrawiam starowandejskim "wypierdala".
>
> 2.Czy, skoro rne strony sceny politycznej wyyy si ju na mnie
> pod
> rnymi pretekstami, moemy wrci do spraw istotniejszych?
>
>
> Wyjanijmy co i ostatecznie zamknijmy ten wtek.
>
> W cigu ostatnich miesicy zdoa Pan zrazi do siebie wiksz cz
> naszej wsplnoty.

To Pan jest politycznym liderem teje wikszoci, wic zapewne wie Pan lepiej. Powiem tyle - z tymi, z ktrymi rozmawiaem kwarta temu, rozmawiam do dzi w takim samym tonie.

> Z sobie tylko znanych powodw raz po raz wchodzi Pan w buty
> Instruktora Narodu, przyjmujc przy tym jak Fichteask zasad z
> gatunku: powody tego, co ja robi dzi, ty zrozumiesz dopiero jutro.
> Doprawdy - robi Pan wszystko, by utrwali wraenie, e jest jedyn
> osob w
> tej czci galaktyki, ktra wie, co si wok niej dzieje. Naucza
> Pan z
> Wysokoci, nie dopuszczajc przy tym banalnej opcji, e nie ma w
> tych naukach
> sensu.

Broni przede wszystkim nie konkretnej pozycji czy nauki, co pewnej paszczyzny dyskusji - paszczyzny, o ktrej zupenie zapomnielimy, co doprowadzio nas do dzisiejszego kryzysu. Mikronacje nie s "gr w pastwo" - s wymylaniem pastwa, czym bardziej kreatywnym ni gra w zamknitych ramach utrwalonych zasad.

Jeli mam co do zarzucenia Republikanom, to e s kolejn - cho ciekaw, potrzebn (teraz wrcz niezbdn), etc. - konfiguracj pl, kart i etonw. Wyjci wprost z pudeka.

> Naprawd uwaa Pan, e Dreamlandczycy przejli si uwagami na temat
> Agambena, Derridy czy Foucaulta i z tego powodu cofaj Panu dzisiaj
> mandat
> zaufania? Dlatego Erbokaczyk Bogusj kieruje pod Pana adresem akurat
> takie a
> nie inne uwagi?

Bo mnie nie lubi, co jaki czas temu przyzna wprost (przy okazji mojego krtkiego pobytu w Erboce).

Chc jednak zauway, e nie mam do nikogo pretensji o, jak Pan to nazwa, "cofnicie mandatu zaufania". Dreamlandczycy nie chcieli, ebym przeprowadzi reform - zoyem dymisj. Sprzeciwiam si tylko obarczaniu mnie win bd za "niepowodzenie misji politycznej", bd - to ju zupeny absurd - za pogbianie kryzysu. Dreamlandczycy ostatecznie nie chcieli, ebym zreformowa Krlestwo - i dlatego zrezygnowaem z prby jego zreformowania. To uczciwy ukad. Nie ma tutaj miejsca na pretensje ktrejkolwiek ze stron.

> Std skoki cinienia u powcigliwego Martina van Buurena?

Ze wzgldu na nasz poprzedni dyskusj.

> Nic z tego; zbyt pikne by to byo, by mogo by prawdziwe.
> Wyobramy to
> sobie: Dreamland jednym wielkim seminarium z filozofii polityki! To
> nie
> konkretne idee zniechciy do Pana Dreamlandczykw, lecz Paski
> osobliwy
> autorytaryzm. Nie postawa teoretyczna, lecz zwyka skaza charakteru.

Jeli tak, to skaza ta musiaa niejednokrotnie da o sobie zna wczeniej. Nie zmieniem si radykalnie przez ostatnie trzy miesice - zmienio si to, o czym mwi. Jeli samym przeniesieniem mojej zwyczajowej gadaniny na inn paszczyzn wzbudziem furi u kilku zacnych Dreamlandczykw, traktuj to jako powd do dumy ;)

> Mgby Pan przemawia choby czystym Heglem czy, dla odmiany,
> Hobbesem i
> Leonem XIII, a jestem przekonany, e Martin van Buuren, ktrym Pan
> wczoraj
> cisn o cian, podaby Panu rk: wystarczyo wykaza wol rozmowy,
> wsppracy, zrozumienia postawy adwersarza.

Robiem to ju raz - a dokadny przebieg dyskusji wkleiem w poprzedni mail. Spotkaem si raczej z zacietrzewieniem i zarzutem, e "to nie jest normalne rozumienie danego sowa/pojcia". Prosz mi wierzy - jeli kto chciaby w dyskusji nad ustrojem przywoa Hegla, bybym wniebowzity. Ale nie musi przywoywa nikogo. Da si - choby tak, jak Ghardin. To nie z mojej strony brakuje woli rozmowy.

Tak samo - mgbym pisa to, co pisaem, nie uywajc adnych nazwisk (nawet cytaty mgbym przypisa sobie). Sens pozostaby ten sam. Nie stworzyem jakiego tajemnego labiryntu odniesie i referencji. Jeli w moich mailach powstay luki i niejasnoci, nie wynikay z przywoanych nazwisk, a z moich potkni - i naleaoby mi je wytkn. Odniesienia miay pomc szybciej zorientowa si w temacie tym, ktrym co mwi. Zdaje mi si, e o to rwnie nie mona mie pretensji.

> Choby werbalnie. Nikt nigdy nie
> odrzuci Paskiego programu. Nikt przecie, co sam Pan zauway, nie
> przedstawi adnego kontrargumentu; poza tym jednym Pask osob.

Niech to bdzie figur czasw, w ktrych przyszo nam tworzy KD :)

> Dreamland potrzebuje refleksji. Rozmawialimy na ten temat
> prywatnie. I ta
> refleksja ma dzi miejsce, cho nie na tej licie dyskusyjnej. le
> si Pan
> do tego zabra. Jestem zwolennikiem wprowadzenia w Krlestwie ustroju
> republikaskiego, ale nie zapominam, e znaczna cz obecnych tu osb
> trafia do Krlestwa a teraz trwa w jego eterycznych granicach -
> wanie
> ze wzgldu na okrelone cechy jego systemu politycznego.

Nie twierdz przecie, e chc ich std wyrzuci, zrazi do Krlestwa czy zszarga ich osobiste witoci. Chciabym tylko, eby te osoby zrozumiay, e Dreamland tworzyy mieszkajc w nim i powicajc mu czas, a nie suc jakiemu Prawu, Tradycji czy Koronie i konserwujc je. Zamiast tego swoistego cementu - wiadomo, e jestemy tu razem, e rozmawiamy, e Dreamland jest naszym wsplnym projektem, ktry si cay czas rozwija, w ramach ktrego moemy niemal wszystko.

Zmiana ustroju byaby czym fantastycznym - udowadniaaby, e "projekt Dreamland" cigle pozostaje w naszych rkach w caoci, jest czym wicej ni jakakolwiek gra, jakikolwiek rodzaj role playing, jakikolwiek portal spoecznociowy.

Nie twierdz, e Republikanie nie reanimuj Dreamlandu - przeciwnie. Z pewnoci oywi go na jaki czas wasn aktywnoci - wydaje mi si, e przy odpowiednim zaangaowaniu, ktrego na razie im nie brakuje, cign tu nawet nowych obywateli, naoliwi tryby i rozkrc instytucje - trzymam za to kciuki. Ale jeli na tym poprzestaniemy, to bdzie cigle Dreamland ciasny, zamknity, dziaajcy wedug licznych cile okrelonych zasad, ktrych poznanie i zapamitanie od lat reguluje tryb naszego v-ycia, stanowic o etapie tzw. kariery i o wirtualnym dowiadczeniu. Dlatego Dreamland nigdy nie potrzebowa systemu punktw prestiu, stau, dowiadczenia czy czego tam jeszcze.

Innymi sowy: wierz, e Dreamland oyje, wrci do aktywnoci, wyjdzie z najciszego kryzysu (chocia nie jest to przesdzone). Wtpi tylko, czy nawet przy dwustu aktywnych obywatelach bdzie to Dreamland, w ktrym chciabym mieszka i pracowa.

Nie wiem, jak "miaem si do tego zabra". Czekajc, a Republikanie wymyl w siedzibie partii, czego nam potrzeba? A moe czekajc, a te same argumenty podpisane tym samym nazwiskiem bd wzbudza mniejszy opr wrd Dreamlandczykw? Zaangaowaem si w dyskusj w jedyny sposb, jaki widziaem - mwic wprost, otwarcie, publicznie o tym, co moim zdaniem w KD ze.

> Mgbym zaproponowa Panu migracj do innej mikronacji, co swego
> czasu z
> podobnych wzgldw wybra Marcus Estreicher. Ale to nie jest
> rozwizanie. A
> jednak przekonywanie, e wszyscy wok s w bdzie, e nie
> dostrzegaj
> tego, co wyczyta Pan wanie w ksice, jest na dusz met
> strategi samobjcz. Owszem trzeba cign ludzi za sob. Ale nie
> za pomoc liny holowniczej przytroczonej do ng.

To, co wyczytaem w tej czy innej ksice, usyszaem tu i wdzie, mwi nie jako szalony bibliotekarz uniwersytecki, ale jako Alchien Dreamlandczyk, obywatel weblandzki, zamieszkay w KD od niespena piciu lat. Prosz nie demonizowa. To, co mwi, mwi przede wszystkim z perspektywy moich dowiadcze w Dreamlandzie. I gdyby zechciano tak czyta to, o czym mwi, nasza dyskusja wygldaaby inaczej.

Zaley mi w rwnym stopniu na przekonywaniu innych i na byciu przekonywanym. Zaley mi, ebymy przekonywali siebie nawzajem. Zaley mi, ebymy przestali ciy ku kompromisom i zaczli otwarcie rozmawia. ebymy nie kierowali si tylko "szacunkiem dla rozmwcy", ale i prbowali wsucha si w jego pogldy, zrozumie je, skonfrontowa z wasnymi - i pokci si bd da si przekona. Sucha go nie dlatego, e jest innym obywatelem i ma rwne prawa do decydowania KD, co ja - ale dlatego, e moe mie racj, e to, co mwi, jest intrygujce. Nigdy nie bdziem w stanie mwi tylko o wasnym interesie. Dlatego nie wystarczy wyliczy redniej ze wszystkich gosw, ktre do nas docieraj. Przekonujmy si, bo - chocia daleko mi do ideaw deliberacji - susznoci przegosowa si nie da. Jeden Ghardin skania do wikszej refleksji ni piciu innych rozmwcw.

Mona byoby zarzuci mi wiele, gdybym tak krytyk uprawia wbrew Dreamlandczykom, zajmujc istotne stanowisko - na przykad Premiera. Tymczasem jest to gos zwykego obywatela. Gos, ktry stara si powiedzie o tym, co w Dreamlandzie nie gra i zgrzyta w jego przekonaniu - bo innym przekonaniem ni swoim nie dysponuje. Nie ma ambicji rzdzi przez teori - przeciwnie, raczej chce, by jego konstrukcje zostay w miar dokadnie obejrzane przez tych, ktrzy bd rzdzi.

> Prosz mi wierzy, e nie przychodzi mi atwo pisa te sowa:
> kilkakrotnie
> w okresie swojej obecnoci w Krlestwie rwnie przekonany byem, e
> ocieram si o jasnowidzenie. I miao to fatalne skutki, przede
> wszystkim
> dla mnie samego. Z lekcji trzeba wycign wnioski.

Gdybym by jasnowidzem, nigdy nie porzucibym teki Premiera. Ale nie bdc nim, jako Premier musiaem kierowa si wol Dreamlandczykw. Teraz, jako obywatel, mog po prostu otwarcie mwi o swoich przekonaniach. Nikt nie musi mnie sucha. Ja czekam na dyskutantw (w zasadzie ju nie czekam, ale o tym poniej).

Co do fatalnych, osobicie odczuwanych skutkw - popsucia dotychczasowych znajomoci si nie obawiam. Kto mnie troch pozna i odby ze mn chocia kilka w miar satysfakcjonujcych rozmw, wybaczy mi, jak myl, te wybryki na LDKD. Ale czuj si faktycznie zmczony sytuacj; dodatkowo, jak Pan to okreli, powicam KD nienormalnie duo czasu. Dlatego dzisiaj wypisaem si z Centralnego Rejestru Mieszkacw.

Bardzo mio spdziem tutaj pi lat (rocznica, co zabawne, mija dokadnie w Wigili) ;) Ale na podzikowania bdzie miejsce w nastpnym mailu, ktry moe dzi, a jeli nie, to jutro.

> Wiem, e powica Pan Dreamlandowi nienormalnie duo czasu. Doceniam
> to.
> Uwaam Pana za jednego z najwybitniejszych czonkw naszej
> spoecznoci.
> Zamierzam z Panem rozmawia i jeli zajdzie taka potrzeba - pyta o
> opini, wanie jako zaangaowanego uczestnika naszej gry. Prosz
> jednak
> Pamita, e wielu Dreamlandczykw na dwik Paskiego nazwiska siga
> bdzie po gruby kij. Tym kijem bdzie Pan grzmocony w biay dzie i w
> obecnoci obojtnych przechodniw czasem susznie, cho czciej
> zapewne z nabytej awersji. Takie s losy utrconych pbogw.

Plusem jest to, e ja tego grzmocenia nie odczuwam. Zawizaem tutaj wiele fantastycznych znajomoci i o nie si nie obawiam - nawet, jeli w tej chwili ten czy w zgrzyta zbami na mj widok, przejdzie mu, skoro publicznie zamilkn :) W warunkach wirtualnych grzmocenia si nie czuje, jeli si nie chce go czu. Ja nie chc. Nie chc sobie ani z Panem, ani z nikim innym, "dawa po twarzach".

Mocnych sw - czy, jak to okresli de Rama, "klozetowej poetyki" - uyem raz. Naprawd nie ma podstaw ani powodu, eby akurat mnie konkretnie z ni wiza.

Pozdrawiam,
Alchien

[Non-text portions of this message have been removed] Received on Mon 14 Dec 2009 - 08:35:39 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET