Cisza wyborcza zakończona, a ja - po kilku dniach śladowej obecności - chętnie wrócę do przerwanej dyskusji.
> Czy zadaniem Korony jest naprawdę w Twoim przekonaniu "zarządzanie
> ludźmi"? Bo moim zdaniem to tylko administracyjne narzędzie, które
> służy jej do wykonywania jej kompetencji. A następca nie jest
> asystentem i urzędnikiem Korony, kimś, kim Korona zarządza (podstawą
> do oceny jego roli nie może być administracyjna sytuacja Korony),
> tylko organem państwa i przedstawicielem Narodu.
Nie twierdzę, że zarządzanie ludźmi jest zadaniem Korony - ale właśnie, jak sam piszesz, narzędziem. W praktyce mikronacyjnej - jednym z najważniejszych. I chociaż Następca nie jest urzędnikiem Korony, lecz organem państwa - to ponieważ to Korona odpowiada za konstytucyjny porządek Królestwa, w jej zadaniach leży również zadbanie o takiego Następcę Tronu, który skutecznie będzie tego porządku pilnował. W tym sensie problem wyboru Następcy wchodzi w zakres zagadnień zarządzania ludźmi - i tu zaufanie, jak pisałem, jest i powinno być jednym z podstawowych kryteriów.
Na marginesie warto też zauważyć, że zaufanie - jakkolwiek będąc kryterium subiektywnym - buduje się w wyniku konkretnych cech osoby, której się ufa. Odpowiedzialność, uczciwość, zdrowy rozsądek, lojalność, pracowitość, szczerość - i tym podobne cechy, zazwyczaj sprawdzone w działaniu, stają się podstawą zaufania. Jakby nie patrzeć, są to cechy jak najbardziej wskazane u monarchy.
(...)
> Tymczasem,
> moim zdaniem, ta sytuacja odsłania pewien mechanizm dyskursywnego
> funkcjonowania Dreamlandu. Król, postępując tak, a nie inaczej,
> ukonstytuował i skonkretyzował pewne cechy dyskursu (o których staram
> się tutaj powiedzieć), odrzucając inne. To, co zrobił, nie było jego
> zupełnie dobrowolną decyzją (w potocznym znaczeniu tej frazy), ale też
> nie pozostało bez wpływu na dalszy bieg narracji. Dlatego nie
> rozmawiamy o dyskursie, który te wydarzenia poprzedzał, ale o tym, w
> ramach którego te wydarzenia nastąpiły - o tym, który sięga swoim
> trwaniem naszej rozmowy.
Rozumiem. Jednocześnie mam wrażenie, że ten mechanizm, ten charakter dyskursu trwa w Dreamlandzie od lat, może nawet leży u jego podstaw. Jesteś w stanie skonkretyzować, jaki dyskurs czy jaki inny mechanizm funkcjonowania by Ci odpowiadał?
> Trudno byłoby mi kusić się o definicję - jeśli pozwolisz, wolałbym
> odwołać się do pewnej tradycji, która posługuje się tym pojęciem;
> niech będzie to tradycja Foucaultowska i, szerzej, teoretyków
> biopolityki.
Niestety - nic konkretnego mi to nie mówi. Moje główne obszary wiedzy i zainteresowań oscylują raczej między inżynierią budowlaną, historią sztuki, filozofią przestrzeni i podstawami socjologii miasta (z punktu widzenia architektów i urbanistów). Na socjologię i politologię zwyczajnie nie starcza czasu - więc tradycja Foucaultowska i teoretyków biopolityki mówi mi tyle, co zapewne Tobie powiedziałaby teoria przestrzeni Norberga-Schulza, rasmussenowska idea odczuwania czy sposoby percepcji wg szkoły japońskiej (Tange, Ito, Sejima, Fujimoto i inni). Prawie nic.
(...)
> To sytuacja jeszcze bardziej destruktywna. No,
> ale cóż - czas pokaże. Chciałbym wierzyć w "zdolność do powrotu". Ale
> mam Cię w tym miejscu za niepoprawnego optymistę ;)
I pewnie masz rację :)
Nie rozumiem jeszcze jednego - czy za destruktywny uważasz sam fakt
sakralizacji Korony w głowach społeczeństwa? Czy raczej wycofywanie się
Korony z faktycznego życia publicznego i sprawowania władzy pomimo
wspomnianej sakralizacji?
Wreszcie - dlaczego uważasz "Consensus facit legem" za nieusuwalne? Ja
odebrałem proklamację jako pewne uznanie dojrzałości politycznej
dreamlandzkiego społeczeństwa - i związane z tym "przyznanie" mu (jego
przedstawicielom) samodzielności poprzez zasadę nieingerencji Korony.
Nie widzę jednak żadnego powodu, by Korona nie mogła stwierdzić, że
dojrzałość ta była chwilowa lub jej uznanie przedwczesne - i w związku z
tym z powyższych deklaracji się wycofać. Choćby celem ochrony porządku
konstytucyjnego Królestwa.
(...)
> Odchodzimy trochę od tematu dyskusji (mówiliśmy bowiem właśnie o tym,
> co odkryła przed nami prezentacja następcy), ale i tu jest kilka
> ciekawych kwestii do rozważenia. Zarówno konstytucyjny porządek, jak i
> prawo w ogóle (i wszystkie obowiązki oraz narzędzia, które udostępnia)
> mają służyć Narodowi i spełniać jego oczekiwania. Znowu przydałoby się
> Benjaminowskie rozróżnienie na prawo, które obowiązuje i prawo, które
> jest w użyciu. Prawo obowiązujące jest figurą opresji; prawo-w-użyciu
> to prawo zwrócone temu, kogo dotyczyło.
Trzeba jednak zauważyć, że prawo o charakterze (pozornie) opresyjnym również może być elementem spełniania oczekiwań Narodu. Zakaz przechodzenia przez tory na stacji kolejowej zdecydowanie jest opresyjny (i jakże przy tym irytujący), ogranicza naszą wolność i prawo wyboru. Ale jednocześnie naszym oczekiwaniem wobec państwa jest zapewnienie nam bezpieczeństwa - i realizacji tego oczekiwania właśnie ten konkretny zakaz jest elementem. Nie mówiąc już o tym, że od kolei oczekujemy sprawnej podróży - i zapobieganie wypadkom między innymi w ten sposób również jest realizacją oczekiwań. Generalnie wydaje mi się, że często rozróżnienie na prawo "opresyjne" i "służebne" nie jest jednoznaczne.
Mikronacje do tego mają szczególną specyfikę w wyniku ich dobrowolności i wirtualności. De facto nie mamy możliwości skutecznego wyegzekwowania realizacji obowiązków, wymierzenia żadnej faktycznej kary, żadna decyzja nie niesie ze sobą zagrożenia dla realnego człowieka - a więc instynkt samozachowawczy jako element systemu społecznego działa zgoła inaczej niż w rzeczywistości. Wreszcie - rzeczywiste państwa dopuszczają do decydowania obywateli dopiero z odpowiednio długim (średnio 18-21 lat) stażem w realiach danego państwa; u nas można taki wpływ uzyskać w ciągu kilku dni, praktycznie zupełnie nie mając praktyki ani rozeznania w realiach. W warunkach mikronacji Korona jest również po to, by "wiedzieć lepiej" - czyli by zabezpieczać system przed złymi decyzjami ogółu lub jego przedstawicieli, jeśli wynikają one z niewiedzy lub nieznajomości realiów. Jakkolwiek kontrowersyjnie to brzmi - pewne decyzje podejmować trzeba dla naszego dobra, choćby i wbrew nam. Moim zdaniem mieści się to w kategorii reprezentacji Narodu.
(...)
Zgadzam się, że, jak piszesz, "oczekiwanie zdolnego kandydata (...) obejdzie się bez zapośredniczenia w >>przyjaźni Korony-Instytucji<<". Nie uważam jednak, by zapośredniczenie to zrywało więź z Narodem. Skoro Korona jest reprezentacją, "przedłużeniem", elementem szczególnym Narodu - to określenie "przyjaciel Korony" tłumaczę sobie na "zdaniem Korony - przyjaciel Narodu". Reprezentant Narodu swoim autorytetem firmuje kandydata - skoro on mu zaufał, to my - mając o wiele mniej danych - możemy udzielić kredytu zaufania opierając się na zaufaniu do gwaranta-Korony.
(...)
> Co do powszechnych wyborów Monarchy - proponuję zniesienie monarchii i > ustanowienie elekcyjnego, kadencyjnego stanowiska głowy państwa.
A ja się na takie rozwiązanie nie zgadzam. Powodów jest wiele, od tradycji po bezpieczeństwo państwa - to temat na osobną, sążnistą dyskusję. Niemniej - masz możliwość realizacji swojej propozycji, jeśli zdołasz pozyskać dla niej odpowiednio wielu obywateli. Próbuj.
(...)
> Oczywiście, Twoje prawo. I na tym poziomie nigdy nie będę w stanie się > z Tobą zgodzić. Jeśli nie zwracamy uwagi na symboliczne funkcjonowanie > dyskursu (a więc przede wszystkim na to, jak odciska on swój ślad w > języku), to nie będziemy zdolni ani do konkretnej dyskusji, ani do > konkretnych zmian. Dyskurs nie istnieje bowiem bez symbolicznego.
Racja. Musimy zwracać uwagę na wpływ dyskursu na język - i poprzez język. Warto jednak zwrócić również uwagę, że te same symbole czy językowe frazy można interpretować różnie - jak również różne wagi do nich przykładać. Czego ilustracją jest nasza dyskusja :)
Pozdrawiam,
ax. Ghardin
Received on Sat 12 Dec 2009 - 06:05:36 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET