Użytkownik "Alchien" napisał:
„Spełnia się niestety to, czego się obawiałem - krytyka wobec mojej krytyki opiera się na tym, że odchodzę z KD (chociaż jeszcze tu jestem) i na tym, że nie stworzyłem dobrego Rządu (chociaż nie wpływa to na wagę argumentów, których używam). [...] Jeśli mój głos dla przyszłej partii rządzącej jest nieistotny dlatego, że nie utworzyłem sprawnego rządu, to dokończę tylko planowany esej krytycznopolityczny i, zgodnie z planem, udam się na długo zasłużony urlop w v-zaświatach".
Nie demonizujmy. Daliśmy sobie po twarzy. Przyzna Pan, że krążenie jest po tym lepsze.
Nie stwierdziłem, że nie zdołał Pan stworzyć „sprawnego rządu”. Nie na tym polega mój zarzut; w przeciwnym razie wypadałoby przyznać, że co drugi z naszych premierów powinien odczuwać uzasadniony dyskomfort. Pan jednak zrejterował z ringu w sytuacji, gdy większość obserwatorów naszej sceny politycznej postawiła na Pana pieniądze. Nie było w historii politycznej Królestwa finiszu pozostawiającego poczucie większego niedosytu. Dyskurs dyskursem, ale ściana, na którą Pan trafił, nie jest wykonana z żelbetonu.
Gdyby Pan wytrwał na tym niewygodnym posterunku, dzisiaj znajdowaliby się w zupełnie innym miejscu. Zabrakło czynów na poparcie słów. I to wszystko niestety ma wpływ na rangę polemiczną Pańskich argumentów. A szkoda.
>Innymi słowy: Panowie, jeśli mnie nie potrzebujecie, to powiedzcie to wprost, >ja się przestanę produkować”.
Ależ niech się Pan produkuje. W Pałacu Królewskim rośnie Panu wierny fanklub. JKM z pewnością czytuje Pana do śniadania. A przecież nic tak nie podnosi ciśnienia, jak łoskot gilotyny o poranku. W tym kontekście Bartłomiej Jasiński miał co najwyżej siłę kawy zbożowej.
Teoria przede wszystkim. Oczywiście - zaraz po praktyce.
Ze stosownymi pozdrowieniami,
Jacques de Brolle
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET