Może sprostuję publicznie, bo coś poszło bardzo nie tak. Najpierw ogólnie:
A teraz do konkretów.
> Alchien d’Archien pyta: „Jak szybko Dreamlandczycy powiedzą >nie<
> rzuconemu
> przez Republikanów pomysłowi głosów ważonych?”.
>
> Dreamlandczycy odpowiadają: nie ma takiego pomysłu. Klub Republikański
> proponuje jedynie debatę na temat systemu głosów ważonych i jest w tej
> kwestii podzielony. Innymi słowy – nie będzie forsował żadnej opcji,
> choć
> zaprezentuje dostrzegalne wady i zalety wprowadzenia takiego
> systemu. Nie
> będziemy zmuszać wegetarianina do konsumowania kotletów schabowych.
> Oczywiście może Pan wyrazić sprzeciw wobec samej idei debaty.
Pan mnie źle zrozumiał. Ja jestem gotów poprzeć głosy ważone choćby z tego względu, że jest to eksperyment, próba przekroczenia pewnych granic ustrojowych. Jestem za. Ale obawiam się, że sama dyskusja nad głosami ważonymi, bez stworzenia gruntu do odpowiednio głębokich przemian, nie przejdzie. Obawiam się po prostu, że ten jeden przełomowy postulat Republikanów wśród kilku (kilkunastu) zachowawczych nie jest w stanie wybronić się przed opinią publiczną - a mówię to dlatego, że raz już się nie wybronił (kiedy, proszę pamiętać, byłem bodaj jego najbardziej zagorzałym orędownikiem; ale w przeciwieństwie do Estreichera nie mam zamiaru teraz robić negatywnej propagandy).
> Alchien d’Archien pyta: „Jak długo pociągnie Dreamland czerpiąc z
> katalogu działań bezpiecznych i wypróbowanych?”.
>
> Dreamlandczycy odpowiadają: krótko.
>
> Dlatego nie będzie działań ani bezpiecznych, ani wypróbowanych. Na ten
> przykład: jest pewną tradycją, że strony federalnych organów władzy
> publicznej nie są aktualizowane. Najwyższy czas wypróbować rozwiązanie
> polegające na ich zaktualizowaniu.
Trochę brak mi słów. Czy to naprawdę ma być odpowiedź na moje pytanie? Pan przecież wie najlepiej (z naszych prywatnych rozmów), że to całkiem poważnie przeze mnie traktowana bolączka Królestwa - to, że nie odnajdujemy się w sytuacjach, w których trzeba sięgnąć po niewypróbowane rozwiązania. Jesteśmy pionierami w tym sensie, że "[zawsze] byliśmy pierwsi", a nie w tym, że pierwsi nadal jesteśmy czy jesteśmy skłonni do bycia pierwszymi. KKK (bo mój poprzedni mail mial byc wylacznie kpiacym usmiechem na dzwiek slow Królewska Komisja Konstytucyjna) jest tradycyjnym, zachowawczym, eks-pionierskim i zupelnie bezproduktywnym sposobem na próbę inicjowania zaczątku dyskusji nad możliwością naszkicowania zmian w Konstytucji.
Nie potępiam prób zmiany Konstytucji - broń Wando! Nie podoba mi się tylko metoda, jaką jest Królewska Komisja Konstytucyjna (w której miałem już okazję uczestniczyć).
> Alchien d’Archien pyta: „Czy z tego wypada się jeszcze śmiać?”
>
> Przed niespełna dwoma miesiącami został Pan wskazany na następcę de
> Godwina
> na stanowisku Premiera Rządu Królewskiego. Pańskie ugrupowanie
> zdominowało
> Izbę Poselską na bezprecedensową skalę. Trzymał Pan w ręku wszystkie
> karty. Efekt: utajniony.
>
> Dreamlandczycy odpowiadają: niech ten, kto połamał się przy
> przysiadzie, nie
> uczy innych, jak się robi salto.
Jeśli to sposób na spytanie mnie, co się stało, mogę odpowiedzieć tylko: od miesiąca mówię o tym, co się stało. Mam nadzieję, że Pan to dostrzegł. Konkretniej nie będzie. A argument "z niepowodzeń przeciwnika" jest tyleż skuteczny wizerunkowo, co zupełnie bezproduktywny i bezprzedmiotowy. Posługując się słowami, których nauczył wielu Polaków pewien znany telewizyjny lekarz: "it's not medically relevant".
> Alchien d’Archien pyta: „Kto pił z mojego kubeczka?”.
> Dreamlandczycy odpowiadają: demagog.
Demagogom wara od mojego kubeczka. Bo nie sądzę, żeby chciał Pan moim wypowiedziom z ostatnich kilku tygodni przypiąć łatkę "demagogii"? Jeśli tak, to jak nazwie Pan wspaniałą (choć niedokończoną) dyskusję z udziałem Ghardina?
> Moja sugestia: przestrzegajmy podstawowych zasad lub w ogóle nie
> rozmawiajmy.
> To nie wiec uliczny, a Pan nie wrócił właśnie z Finlandii.
Poprzedni mail był wyrazem rozczarowania utworzeniem KKK. Ten jest w pewnym (niewielkim może) stopniu wyrazem rozczarowania reakcją Republikanów i tym, w jakim kierunku zmierza dyskusja. Oczywiście, na fundamentalnym poziomie wynika to z drobnego nieporozumienia między nami. Ale skala tego nieporozumienia (czy to wynikającego z mojej niejasnej wypowiedzi, czy z błędnego jej odczytania) nie redukuje wielkości republikańskiej reakcji.
Umówmy się: w tak zorganizowanej debacie nie mam zamiaru uczestniczyć. Jeśli mój głos dla przyszłej partii rządzącej jest nieistotny dlatego, że nie utworzyłem sprawnego rządu, to dokończę tylko planowany esej krytycznopolityczny i, zgodnie z planem, udam się na długo zasłużony urlop w v-zaświatach. Innymi słowy: Panowie, jeśli mnie nie potrzebujecie, to powiedzcie to wprost, ja się przestanę produkować.
Pozdrawiam,
Alchien
[Non-text portions of this message have been removed] Received on Wed 09 Dec 2009 - 18:36:56 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET