Re: [dreamland] Re: [surmala] [tuulemaa] [oczko redaktorskie] Korona dla Przyjaciela

From: Ghardin <ghardin.kd_usunto_at_gmail.com>
Date: Sat, 05 Dec 2009 13:17:46 +0100


Witam!

> Owszem, to bardzo źle - poniżej wyjaśnię. Co do gazety - naprawdę nie
> dostrzegasz różnicy między Tuulemaa (jako organizacji uczestniczącej w
> życiu politycznym) a konstytucyjnym organem KD, który ponoć gwarantuje
> stabilność i ciągłość władzy?

Oczywiście, że jest różnica, wiele różnic. Niemniej - i czasopismo, i państwo wymaga zarządzania ludźmi. Czynnik zaufania w zarządzaniu ludźmi jest jednym z najważniejszych - oczywiście razem z kompetencjami. Tyle, że kompetencje można nabyć poprzez naukę - a bycie godnym zaufania w większym stopniu zależy od cech charakteru.

(...)

> Właśnie stąd mamy "przyjaciela Korony" - dziwną konstrukcję, w której
> zalety kandydata odsyłają nas do etykietki "przyjaciela Instytucji", a
> rzeczona etykietka - do zalet kandydata. Zalety te, zapośredniczone w
> etykiecie, nie mogą być już dyskutowane w ich autonomii, bo odtąd
> następca opromieniony jest blaskiem samego monarchy. Korona staje się
> najwyższym autorytetem w tym sensie, że bez jej "certyfikatu" zalety
> kandydata (jako kandydata) nie mogą się uwidocznić społecznie, a w
> zasadzie - społecznie nie istnieją.

Zgadzam się - połowicznie. Wydaje mi się, że efekt, o którym mówisz, wynika przede wszystkim z faktu prezentacji Następcy wyłącznie jako Przyjaciela Korony. Zgadzam się, że było to nietrafione, że zabrakło szerszej prezentacji i wskazania zalet kandydata, które zdecydowały o wyborze. Gdyby taka prezentacja była, etykieta "przyjaciela Korony" stałaby się po prostu kolejną z zalet - oznaczającą głównie zaufanie właśnie - nie uzurpując sobie prawa do wagi pozostałych zalet, nie stając się niejako "pudełkiem", w którym - musimy uwierzyć - się znajdują.

(...)

> Wszyscy uparcie zapominamy o tym, że istnieje coś takiego, jak dyskurs
> - to, w jakiej narracji funkcjonujemy, nie pozostaje bez wpływu na nas
> samych.

Tutaj wykorzystałbym okazję i poprosił, abyś na marginesie tej dyskusji przytoczył lub sformułował generalną definicję dyskursu, jaką się posługujesz. Pojęcie to obecnie ma tak szeroki zakres, niestałość i różnorodność interpretacji, że definicja taka - w momencie, gdy do pojęcia odwołujesz się dosyć często - może pomóc w zrozumieniu i unikaniu konfliktów.

(...)

> Tu trzeba przypomnieć jeszcze o jednej rzeczy. Nie chodzi o to, żeby
> następcy ufał poprzedni Król. Chodzi o to, żeby następcy zaufał Naród.
> Każdy Król musi zrozumieć, że jest jego konstytucyjnym
> przedstawicielem, a nie personifikacją. Myślę, że konkretna
> działalność polityczna (w ramach której podmiotowość polityczną,
> wyraźny światopogląd i prawo jego promowania ma konkretny Król, a nie
> niezmienny Tron) mogłaby tu bardzo pomóc, sprofanować sakralną
> dziedzinę władzy. Problem w tym, że monarchia za daleko odeszła od
> tego modelu i nie jest już zdolna do powrotu.

Zgadzam się z diagnozą. Wierzę jednak w zdolność do powrotu - Następca Tronu będzie miał tu ogromną szansę zredefiniować obecność Króla w życiu i polityce Królestwa. W końcu każdy nowy monarcha to jakieś nowe otwarcie, nowe spojrzenie - i stosunkowo duży wachlarz możliwości określenia wstępnego kursu. A ponieważ - jak się zdaje - potrzeba powrotu monarchy do sedna Królestwa, do mieszkańców, wyrażana jest po wszystkich stronach naszych barykad, Następca będzie musiał się z tym problemem zmierzyć. Teraz ma czas na przemyślenia.

 > W jednym zgoda -
> "Przyjaciel" oznacza kogoś, komu można zaufać, kto chce twojego dobra;
> "Przyjaciel Korony" oznacza kogoś, komu Korona może zaufać, kto chce
> dobra Korony. Pokusiłeś się niestety nie tylko o utożsamienie Króla z
> Koroną, ale i Korony z Królestwem. W tym problem. Król nie jest
> Lewiatanem. Działa w imieniu Narodu, ale nie może autorytatywnie
> decydować o tym, kogo obdarzymy zaufaniem. Naród nie dostosuje się do
> jego decyzji. To on musi dostosowywać się do oczekiwań Narodu.

Fakt - utożsamiłem Koronę z Królestwem - pochopnie. Skoro jednak zgadzasz się z wymogiem zaufania - to Następca powinien być "przyjacielem Króla", "przyjacielem Korony" czy "przyjacielem Królestwa" - i jak sobie to ostatnie wyobrażasz? Poprzez powszechne wybory monarchy?

Ja z dostosowywaniem się Króla do oczekiwań Narodu w kwestii następcy nie do końca się zgadzam. Król jest gwarantem konstytucyjnego porządku - i wskazując następcę, ma obowiązek wybrać tego kandydata, który według jego najpełniejszej wiedzy i wiary najlepiej wypełniał będzie królewskie obowiązki. Wierzę, że tak i tym razem się stało - a jedynie prezentacja Następcy przybrała niefortunny kształt.
Jeśli ten wybór w praktyce okaże się błędny - Naród ma konstytucyjną możliwość zdecydować o odebraniu Korony i zwołaniu Sejmu Elekcyjnego. Dajmy jednak najpierw szansę.

> Podtrzymuję wszystko, co napisałem. Józef oczekiwał czegoś od Korony,
> jako obywatel. Nie dostał tego - napisał komentarz odnośnie audiencji.

(...)

Oczywiście - i miał takie prawo. Tak samo, jak naszym prawem jest mieć inne zdanie, uważać pewne słowa za ważne lub nieważne, czy wreszcie - inaczej interpretować frazę "Przyjaciel Korony już od dawna" (bo może to jej końcówka jest kluczowa, mówiąc o tym, że Następca do objęcia tej roli przygotowywany był od dawna właśnie, a więc zebrał już w tej kwestii doświadczenie i jest człowiekiem sprawdzonym?).

Ja - w przeciwieństwie do Pavla Svobody - Seniorem nie jestem, roboty monarchy od podszewki nie znam - a również nie uważam słów wypowiedzianych na audiencji za szczególnie znaczące. Bardziej istotny jest dla mnie fakt wyznaczenia Następcy i sama osoba tegoż, niż słowa, którymi to ogłoszono. Moje prawo.

Pozdrawiam,
ax. Ghardin Received on Sat 05 Dec 2009 - 04:18:25 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET