Przepraszam, ale muszę zabrać głos, bo jeśli nie będzie mi dane skomentować bieżącej dyskusji, to kliknę to nieszczęsne "wypisz się" w CRM już dzisiaj, a nie w planowanym terminie. Pozwolę sobie skomentować wypowiedzi tandemu Taheto-Svoboda, pomijając pierwszy mail Taheto w dyskusji, w którym nie ma nawet materiału do polemiki.
Po kolei:
Taheto: "Chodziło mi o to, że upatrzyliście sobie Koronę jako cel
ataków i wydaje
mi się, że _teraz_ (są to moje odczucia po przeczytaniu ostatniego
artykułu) sam Król, czy bycie jakkolwiek z Nim związanym, zastępuje Wam
wszelkie argumenty. Zaślepiły Was Wasze własne ataki na Koronę."
O "zaślepieniu własnymi atakami na Koronę" oczywiście trudno dyskutować (szczególnie, że Taheto przykładów nie podaje). Obawiam się czegoś innego - tego, że za argument służy sama pierwsza część zdania: "chodziło mi o to, że upatrzyliście sobie Koronę jako cel ataków _i_ (...)". Czy Korona nie może być celem ataków? W moim przekonaniu - może i powinna być, jako najbardziej wadliwa część naszego dyskursu ustrojowego. Korona nie jest sacrum ani, jak to usłyszałem ostatnio od pewnego Dreamlandczyka, "Suwerenem". Korona to konstytucyjnie wykreowany urząd. Nie ma w nim nic świętego ani nic suwerennego. Apel do Józefa: nie bój się mówić o tym, że atakujesz Koronę czy Króla.
Taheto: "Jak już wspomniałem wyżej, nie oczekiwałem laudacji NT. Ale
to nie
oznacza, że uznam za stosowne negowanie zdolności księcia van Buurena
praktycznie bez podania przyczyny."
Tego nikt w artykule nie zrobił. Proszę wskazać konkretne miejsce. Krytyce poddane zostało zachowanie Korony, nie zdolność Roberta.
Taheto: "To, że Król zamiast wyliczać jego talenty powiedział krótko "przyjaciel Korony" nie oznacza przecież, jak zdajecie się twierdzić, że było to jedyne kryterium wyboru."
Jedyne - nie. Podstawowe - prawdopodobnie. Jedno spośród wielu - z pewnością. I to ostatnie jest już wystarczającym powodem do oburzenia. Nawet, jeśli Korona uważa, że etykietka "przyjaciela Korony" jest jakimś szczególnym certyfikatem umiejętności i doświadczenia, to powoływanie się na tę etykietkę, dokonane zapośredniczenie (zamiast mówienia wprost o umiejętnościach i doświadczeniu) jest głęboko nieetyczne i destrukcyjne.
Taheto: "Kwitujecie: "(...) Ot, posiada on - jakieś - umiejętności
oraz - jakieś
- doświadczenie" . Bez przesady. Tytuł naukowy, duże doświadczenie jako
sędzia i sprawowanie regencji to nie "jakieś" umiejętności, czy "jakieś"
doświadczenie. To przypomina sytuację, kiedy przychodzi ktoś nowy i nie
wie o co chodzi. Ale Wy nie jesteście w KD od wczoraj."
Tu będzie krótko: naprawdę nie dostrzegł baron ironii?
Taheto: "W moim odczuciu przedstawiliście osobę NT w bardzo negatywnym
świetle
nie podając żadnych racjonalnych argumentów."
W negatywnym świetle przedstawiono nie następcę tronu, ale Koronę - i sposób, w jaki Korona "zarekomendowała" Roberta jako następcę, paradoksalnie szkodząc jemu samemu.
Taheto: "Po prostu ten artykuł - w porównaniu z resztą nękających Koronę tekstów (...)"
Biedna, nękana Korona. W normalnym społeczeństwie to się nazywa "spór polityczny", a nie "nękanie".
Svoboda: "Można zadać sobie pytanie, czy opatrzenie artykułu
adnotacją, że jest to
felieton, wystarczy by nie musieć podawać jakichkolwiek uzasadnień dla
owych subiektywnych opinii. Mówiąc szczerze, także w realu, kulawego psa
nie obchodzi, jakie są subiektywne opinie redaktora X czy Y. Ludzie
czytają felietony, by poznać tok rozumowania, jaki prowadzi redaktora do
takich a nie innych wniosków. Wtedy dopiero czytelnik może ukształtować
swoją własną opinię, zależnie od tego, czy argumentacja felietonisty go
przekonała czy nie."
W zasadzie zgoda - poza pierwszym zdaniem, gdzie Svoboda chciałby od razu narzucić prasie pewien dyskurs formalny, który pozwoliłby artykuły w Tuulemaa przełknąć gładko, nie zaburzając codziennego trybu zajęć. Mimo to - w zasadzie zgoda, gdyby nie sprzeczność, w jakiej ten fragment stoi z następnym:
Svoboda: "Sugerowanie, że kryterium wyboru Następcy Tronu była
wyłącznie przyjaźń
z JKM, ponieważ w tracie audiencji JKM nazwał Następcę przyjacielem,
każe czytelnikowi sądzić, że autor albo sobie stroi żarty albo jest na
bakier z logiką. Sens felietonu się w zasadzie zatraca."
Skoro mówimy o byciu na bakier z logiką, prosiłbym Seniora o wykazanie - dla przyzwoitości - błędu logicznego, którego dopuścił się redaktor, albo o zrezygnowanie z takich mocnych i "sierioznie" brzmiących słów. To Senior miesza rejestry, odnosząc konkluzję pewnego dyskursywnego dowodu bezpośrednio do sfery empirycznej - nie śledzi redaktorskiego wywodu, który tak dowartościował w poprzednim akapicie, tylko jego logicznie końcową konkluzję zestawia z własną empiryczną obserwacją. Senior tak naprawdę nawet nie polemizuje.
Co do poprawności samej tezy - zarówno Taheto, jak i Svoboda wzięli ją
w najprostszym możliwym rozumieniu, tzn. w prostej implikacji "Robert
jest przyjacielem Korony -> dlatego został Królem". Wnioski redaktora
artykułu da się uprościć w ten sposób tylko przy dostatecznie dużej
dawce złej woli, zupełnym braku uwagi albo przywołanym przez Taheto
"zaślepieniu". Redaktor tak naprawdę postawił przed nami pewien
problem, a skrócenie jego tezy w powyższy sposób pozostawia ją po
prostu niepełną. Ja widzę jego wnioski tak: "Robert jest przyjacielem
Korony -> Korona powołuje się na to, że Robert jest jej przyjacielem -
> Robert zostaje Królem - > nawet, jeśli Robert ma predyspozycje do
bycia Królem (w co zresztą sam wierzę - A.), to bezpośrednią przyczyną
jego powołania jest przyjaźń z Koroną -> nawet, jeśli Korona
dostrzegła umiejętności Roberta, to musiała je zapośredniczyć w
"przyjaźni" z nim -> nawet, jeśli umiejętności Roberta są powodem jego
wyznaczenia na następcę, to nie mogą obyć się bez zapośredniczenia w
przyjaźni z Koroną -> czy Korona potrafi tolerować zdolnych
nieprzyjaciół? (to pytanie jest zawarte w artykule moim zdaniem
implicite - A.)". W tym momencie to już nie takie proste, prawda? Nie
chodzi o to, że Korona nie zwraca uwagi na umiejętności i
doświadczenie następcy, ale o to, że musi je oswoić, przyswoić,
zaakceptować i niejako zawłaszczyć przez kategorię "przyjaciela
Korony". Proszę zwrócić uwagę - nie przyjaciela Edwarda Kriega, ale
przyjaciela Korony. Przyjaciela instytucji.
Svoboda: "Zazwyczaj od dziennikarza oczekuje się nie tylko zadawania
pytań, ale
też szukania odpowiedzi. Gdyby zamiast czepiać się kilku wypowiedzi z
25-minutowej audiencji na czacie, za podstawę artykułu i swojej
argumentacji wziął Pan życiorys księcia van Buurena, artykuł byłby dużo
ciekawszy i miałby dużo więcej sensu. Jako dziennikarz mógł Pan wręcz
zadać kilka pytań Następcy i Królowi, a następnie opublikować odpowiedzi
w ramach artykułu."
A gdyby Józef napisał o swojej podróży po mikronacjach zagranicznych (nie mam pojęcia, czy taka była - strzelam) to by dopiero było ciekawe! Czy Senior tak na serio? Uważa Senior, że argumentem do polemiki z jakimś tekstem (choćby dziennikarskim) jest to, że dziennikarz napisał nie na ten temat, który Seniora interesuje, albo oparł się na innych źródłach, niż przez Seniora-czytelnika przewidziane? Źródła są wiarygodne - autentyczności cytowanej wypowiedzi nikt nie kwestionuje. Nie mówię, że nie przydałby się artykuł o życiorysie Roberta - Pavle, usiądź i napisz! Józef napisał coś istotnego, krytycznego i bardzo interesującego na podstawie "audiencyjnej" wypowiedzi. Takie jego prawo - swoją drogą, dobrze wykorzystane. I jeśli chcesz, Pavle, polemizować z Józefem, to polemizuj z jego tekstem, a nie z jakimś wielkim, nieokreślonym polem tekstów potencjalnych i niebyłych.
Svoboda: "Zresztą wypada dodać uczciwie, że ostatni akapit artykułu
podejmuje
próbę podsumowania Następcy Tronu na podstawie tego, kim jest, zamiast
tylko na podstawie, tego, co powiedział o nim na czacie Król. Niestety
konkluzja jest dosyć zawiła: "książę van Buuren jest zupełnie inną
postacią od urzędującego Króla" jednak "Robert van Buuren jest (...)
wieloletnim wychowankiem JKM Edwarda Kriega (...) dość czasu, aby
zaprzyjaźnić się, oraz aby przejąć część nawyków od starszego "mentora""
Czyli obserwując ich można stwierdzić, że są różni, ale ponieważ znają
się długo, powinni być podobni, więc pewnie są podobni... Zagadką jest
dla mnie, jak Pan sam siebie jest w stanie przekonać do własnych
subiektywnych opinii :)"
Czy Senior naprawdę uważa, że w stwierdzeniu "różni, ale podobni" tkwi sprzeczność lub paradoks? :))
Na razie tyle. Wracam do pracy nad całościową krytyką Monarchii, którą mam nadzieję po weekendzie ogłosić. Do tego czasu nie będę się tu udzielał.
Pozdrawiam,
Alchien
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET