"dr jur. net. Robert książę van Buuren" <r.buuren_usunto_at_gmail.com> pisze:
(...(
> I, po złożeniu dymisji przez Barona van den Sune, szukałem osoby,
> która zastąpi go na tym stanowisku. Doskonale wiesz jak było, więc
> dziwi mnie to, że zarzucasz mi, że nie dążyłem do tego, aby
> zapewnić prowincji najlepszego namiestnika.
Robercie, nie zarzucam Tobie braku chęci, wręcz przeciwnie - doceniam Twoją próbę zaangażowania jako Regent. Moim zdaniem nieco paraliżowaną zachowawczym stylem sprawowania władzy pierwowzoru. I pewnie jakbyś mocniej ścisnął berło i jabłko, tak jak to powinien uczynić w obecnym kryzysowym stanie Monarcha-Menadżer i umiejętnie wykraczał poza słabnący blask wielkiej niegdyś korony Monarchy-Symbolu, to mógłbyś z powodzeniem sam siebie namaścić na następcę.
> Nie, Korona nie chce zrzucać z siebie żadnych obowiązków.
Całe pasmo redukcji obowiązków, z gatunku raczej symbolicznych, świadczy o tym, że Korona chce zrzucać z siebie odpowiedzialność w imię "demokratyzacji". Tyle, że pozostawia przy sobie najsilniejsze instrumenty, a wśród nich - obsadzanie stanowisk namiestników. I za tą część polityki państwa ponosi odpowiedzialność.
Kiedy Dreamland jest silniejszy, bardziej twórczy i rozwojowy, gdy ma aktywnych namiestników i aktywne prowincje czy aktywny rząd centralny? Kiedy jest pozytywny impuls, gdy rywalizują prowincje czy ministrowie? I pytanie podstawowe: kto i co jest/był siłą Dreamlandu? Czy nie czasem ludzie i prowincje? ;>
> Ja nie chcę zrzucać z siebie żadnych obowiązków, które na siebie biorę. Jeżeli
> nie mogę czegoś robić to zwyczajnie rezygnuję, i tyle.
I to jest bardzo cenne, bo taka postawa powinna być normą. Tym bardziej nie rozumiem zaciekłości z jaką przypisujesz mi rzekome kłamstwo, a z prywatnej wypowiedzi czynisz zarzut pod adresem urzędu jaki reprezentuję głównie na salach sądowych. Z wypowiedzi ogólnej, mówiącej, że argument t.zw. realu jest absolutny(?) i niepodważalny(?), uważasz, że dotyczy to właśnie Ciebie. Tyle, że kłóciłoby się takie twierdzenie z wypowiedzią wcześniejszą, że jak nie możesz czegoś zrobić to rezygnujesz. Akurat w tym właśnie z Tobą bym się zgodził. A zarzut był raczej taki, że niektórym właście takiego "Twojego" podejścia brakuje.
A to: "pragną coś jeszcze zrobić" odnosi się
> do Ciebie? Jeżeli tak - proszę powiedz co chcesz robić, gdzie
> popracować, nikt nie będzie stawał na drodze.
Wiele osób deklarowało chęć działania. Niektórzy sami wiedzieli co chcą zrobić, ale odbijali się od muru bezradności, inni wyrażali chęć podłączenia się i pomocy - nie znajdowali porozumienia. W mojej ocenie KD znalazło się w fazie deintegracji. Brak lidera, brak wspólnoty celów, brak organizacji działania, rozkład poczucia siły naszej społeczności i ogólne uczucie marazmu.
Robercie, zarzuty powyższe nie są kierowane do Ciebie, nawet gdy przyjmujesz na siebie rolę obrońcy z urzędu. Tym bardziej, że za bardzo Cię lubię, abym miał deprecjonować Twój olbrzymi wkład w rozliczne sprawy KD. Przeczytaj raz jeszcze temat wiadomości, a zrozumiesz w jakim kontekście wypowiedziałem się i w związki z jakim artykułem. ;)
> Z poważaniem,
> (-) Robert książę van Buuren
Pozdrawiam,
(-) mgr net. Paul markiz von Panevnick
Pierwszy Palatyn Satriny
P.S.
Co do namiestnika Luindoru to nie wypowiadam się, gdyż uważam, że namiestnikiem powinien być mieszkaniec prowincji, na czele której ma stanąć. I tyle. ;P
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET