Re: [dreamland] Re: propozycja

From: taheto <taheto_usunto_at_o2.pl>
Date: Wed, 21 Oct 2009 13:32:40 +0200


Ghardin parasė:

> [...] Nie wiem, czy reanimacja Królestwa nie
> powinna oprzeć się raczej na powrocie do czasów "amatorszczyzny". Czasów
> prostego, minimalnego prawa. Czasów, gdy para nie szła w gwizdek
> błędnego koła mechanizmów i procedur v-demokratycznych. Czasów
> despotycznej swobody działania namiestników czy ministrów. Czasów, gdy o
> istnieniu decydował fakt strony internetowej, a nie rejestracji, opłaty,
> statutu czy mieszczenia się w szufladkach i kategoriach.
>
> Tylko czy taki powrót Dreamlandu w ogóle jest możliwy? Czy nie tracąc
> swojej historii umielibyśmy pożegnać się z tonami wypracowanych form i
> wrócić do początków, do epoki html'a łupanego? Wreszcie - czy w czasach
> web 2.0+ takie rozwiązanie miałoby jakąkolwiek szansę zadziałać?
>

Arcyksiążę zauważył bardzo ważną rzecz. "Bo liczą się ludzie" - tak pisze na stronie głównej i chodzi o to, że bez obywateli mikronacja umiera - nikt nie ma ku temu wątpliwości.

Nasze prawo jest rozbudowane, ale to już element tradycji, zresztą właśnie za nie jesteśmy podziwiani w mikroświecie. Nie możemy więc skreślić pracy wielu wirtualnych pokoleń, ani części samych siebie, naszego społeczeństwa.

Czy "powrót do html'a łupanego"? Moim zdaniem nie. Strony powinny być atrakcyjne, ALE nie możemy przesadzić. Mikronacja powinna przejmować pewne udogodnienia z modnych w nurcie web 2.0 portali społecznościowych, aby utrwalać więzi pomiędzy obywatelami, jednak nie może sama stać się takim portalem.

Musimy jasno powiedzieć, że wirtualne państwo to rozrywka intelektualna - niszowa, ale za to nie mamy się czego wstydzić. Zamiast budować fikcyjne floty kosmiczne, czy siedzieć po nocy i wydobywać minerały z dalekich planet, my dyskutujemy. Uczymy się bronić swoich racji, przekonywać do nich innych, a nawet zarządzać lepiej swoim czasem. Nasza zabawa rozwija. I właśnie ta dyskusja jest podstawą istnienia mikronacji. Zwróćcie uwagę, że początkiem każdego v-państwa jest lista, lub forum.

Kiedy dyskusja obumiera, nowi obywatele przestają się interesować sprawami państwa, w końcu odchodzą i spada aktywność. Pamiętam co mnie przyciągnęło do KD - właśnie poziom rozmów na LDKD. Parę miesięcy później otrzymałem od MSZ zadanie monitorowania listy Sarmacji i wiadomości w stylu "sam jesteś głupi" utwierdziły mnie w przekonaniu, że dokonałem słusznego wyboru.

Zmierzam w swoim przydługim (za co przepraszam) wywodzie do tego, że tak na prawdę nie ważne, jak mamy rozbudowane prawo, jakie nowoczesne opcje wprowadzimy. Państwo musi żyć. Dlatego chcąc naprawić sytuację musimy przekierować wszystko na LDKD. Niech Korona dzieli się swoimi spostrzeżeniami - to nie musi być dla Króla wiążące, przecież może wyrazić swe zdanie bez konsekwencji; niech rząd informuje o wszystkim, niech PODDAJE POD DYSKUSJĘ nawet najmniej znaczące ze swoich pomysłów; MSZ mogłoby na bieżąco pisać, co dzieje się za granicą, choćby i miały to być wypowiedzi w stylu "W trakcie spotkania JE wyszedł na siku. Poza tym nic ciekawego się nie stało" :) Zawieśmy nieformalnie listy prowincji, wszystkie sprawy omawiajmy tutaj. To samo tyczy się partii (poza decyzjami personalnymi i głosowaniami).

Jesteśmy w różnym wieku i wszyscy mamy realowe obowiązki. Tymczasem w każdym mieście jest hot-spot, a komórka z wifi i programem pocztowym to norma. Dziś Dreamland mieści się w kieszeni, więc pole do popisu mamy znacznie większe niż kiedyś. Tylko powiedzmy sobie jasno - jest jedno centrum życia tego państwa i innego nie może być. Nie ma innych kanałów komunikacji, nie ma omawiania czegoś na boku.

>
> Pozdrawiam z przedsionka zaświatów,
> ax. Ghardin

Pozdrawiam,
baron Taheto Received on Wed 21 Oct 2009 - 04:25:31 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET