> Alchienie, to Ty raczej nie rozumiesz tego co ja do Ciebie mówię.
> Ustepstwo nie znaczy oddanie stanowiska, ustepstwo to próba ułożenia
> wspólnego kompromisu ze wszystkimi. Jak sam mówisz obecnie jesteśmy w
> kameralnym składzie więc taki kompromis nie byłby czymś obciążającym.
> Czy ktoś powiedział, że Premier ma być pustym narzędziem? Otóż nie.
> To, że ktoś potrafi iść na kompromisy, pewne ustepstwa świadczy tylko
> i wyłącznie o tym, że jest to osoba, która potrafi racjonalnie myśleć
> i przede wszystkim WSPÓŁPRACOWAĆ, a w Naszej społeczności współpraca
> powinna być podstawą.
Aaa... Czyli jednak chodzi o WSPÓŁPRACĘ, nie USTĘPSTWA? I naprawdę nie widziałeś różnicy? Kompromis ma to do siebie, że jest wyłącznie świadectwem niemocy stron. Nikt nikogo nie przekonał do swoich racji, nikt nikomu nie ufa, ale musimy się dogadać, bo nawzajem możemy sobie zagrozić. Kompromisowość i konsensualność to podstawy neoliberalnego modelu polityki. Polecam choćby krytykę ze strony Badiou. Takiej polityki nie uprawiam.
Zarzucasz mi, że niektóre pojęcia mają u mnie "zbyt negatywne zabarwienie". Domyślając się, że nie wszyscy zrozumieją od razu, o co mi chodzi, wyłożyłem moje ich rozumienie kilkukrotnie, łopatologicznie. Tymczasem mam wrażenie, że sam rzucasz pustymi, liberalnymi frazesami. Może więc pójdę w drugą stronę - zamiast łopatologicznie, przedstawię sprawę szczegółowo.
Czym innym jest "współpraca" (wspólna praca, wspólne wy-pracowywanie wizji, poglądów, etc.), a czym innym ustępstwa (u-stąpienie, od- stąpienie od swoich zamiarów, ale bez zaznaczenia miejsca, "w" które się ustępuje). Innymi słowy: można powiedzieć, że "współpraca" służy zakreśleniu wspólnego obszaru, podczas, gdy "ustępowanie" służy jedynie wyłączeniu z dyskursu miejsca, z którego się ustępuje. "Ustępujący" zostaje wypchnięty z narracji w przestrzeń, która określa się tylko przez negację jego pierwotnego położenia i przez pierwotne (przed ustępstwem) miejsce drugiego podmiotu. "Ustępowanie" sakralizuje (a więc również tabuizuje) sferę autentycznych przekonań. Służy więc fundacji wspólnoty, ale nie może napędzać jej bieżącej polityki. Ustanawia reprezentację (jak w "scenie założycielskiej" u Geertza - pierwotni myśliwi zgromadzeni nad upolowaną zwierzyną wyciągają po nią dłonie, widząc ten sam gest u pozostałych i z obawy przed nimi zatrzymują ręce w pół drogi po łup i zamieniają gest objęcia w posiadanie gestem wskazania, reprezentacji), ale nie ma jeszcze wymiaru dialektycznego.
Współpraca (w sensie otwarcia się na Innego) nie tylko ma ten wymiar, nie tylko oddaje uczestnikom wspólnoty jej fundament, nie tylko przywraca społeczeństwu polityczność, ale dodatkowo ukazuje tę ślepą plamkę dyskursu, sferę własnych przekonań, z których nie możemy zrezygnować. Kompromisowość, ustępstwo - ostatecznie tę plamkę zakrywa. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - bez odniesienia do tej sfery, poszczególne (pochodne) przekonania przylegają do stosunków towarowych, jak powiedziałby Marks, i się im poddają. W pewnym sensie dochodzi do utowarowienia przekonań.
Mam nadzieję, że rozjaśniłem. Jestem jak najbardziej za współpracą (czekam na konkrety) i przeciw ustępstwom.
Pozdrawiam serdecznie,
arcyksiążę Alchien
Premier
Szara Eminencja
PS Jeśli uważasz, że nie rozumiesz rozmówcy ze względu na jego nietrzeźwość, to sprawdź, który z Was więcej wypił.
[Non-text portions of this message have been removed] Received on Mon 19 Oct 2009 - 15:45:37 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET