Słyszałem, że absolutnym priorytetem są zmiany w Konstytucji. Czyżby pojawił się nowy priorytet? :) Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
> W ogóle obawiam się zakorzenienia w KD, w obliczu kryzysu aktywności,
> modelu konsensualnego. Rozmawiając z pewnym Dreamlandczykiem, którego
> zdanie bardzo szanuję i który stanowi dla mnie wielki autorytet,
> usłyszałem, że Stronnictwo "powinno być gotowe na ustępstwa". Takie
> stwierdzenie budzi mój silny opór. Jesteśmy otwarci na dyskusje, na
> propozycje zmian - ale nie pójdziemy na "ustępstwa" w kwestii dobra
> KD. Innymi słowy - jeśli ktoś przekona mnie, że KD potrzebuje innego
> kierunku zmian, oczywiście go posłucham. Ale ani osobiste sympatie,
> ani antypatie, ani korony, ani karabiny nie zmuszą mnie, bym szedł "na
> ustępstwo", bym przedkładał czyjś partykularny interes nad dobro
> narodowe. Nie "pójdziemy na ustępstwa", by było łatwiej wprowadzić
> reformy. Nie "pójdziemy na ustępstwa", by zadowolić wszystkich.
> Będziemy zawsze podążać tam, gdzie widzimy dobro Dreamlandu.
Sęk w tym, Arcyksiążę, że w powyższym artykule uzurpuje Pan sobie monopol na dobro narodowe. Skąd założenie, że tylko Pańskie pomysły służą państwu, a pomysły wszystkich innych ludzi to "partykularne interesy". Ustrój polityczny państwa kuje się poprzez zderzanie ze sobą różnych idei. Trwałość zapewniają zmiany stopniowe i ostrożne. Przykładem niech będzie Kościół Katolicki, który, choć sam niechętnie to przyznaję, swoje dwa tysiące lat istnienia zasługuje temu, że niechętnie się reformuje. Zmiany muszą następować, ale np. nagłe z dnia na dzień dopuszczenie kobiet do duszpasterstwa lub zwrot o 180 stopni w kwestii homoseksualizmu, prawie na pewno doprowadziłoby do schizmy, tak jak doprowadziło w Kościele Anglikańskim. Mówię to, mimo że sam pozytywnie odebrałbym takie zmiany w Kościele. Liczę optymistycznie, że w ciągu jakichś 200 lat będzie można zaobserwować zmiany w tym kierunku.
Przykładem z drugiego krańca huśtawki niech będą Czerwoni Khmerzy z Kambodży. To jest właśnie przykład grupy ludzi święcie przekonanych, że racja stoi po ich stronie, że zdobyli receptę na idealne państwo i zadeklarowali brak gotowości na jakiekolwiek ustępstwa. Pomijając katastrofalne skutki ich diabolicznej polityki, ich reżim przetrwał 4 lata.
Jeśli pozwolisz sobie, Drogi Arcyksiążę, by wobec Twoich zmian narósł ostry sprzeciw, spodziewaj się, że ich trwałość będzie zapewniona wyłącznie tak długo, jak pozostaniesz u władzy. Nie chodzi tu nawet o rozmywanie Waszych reform, a o włączanie w nie innych środowisk w Dreamlandzie. Twój "despotyzm" objawia się jak dotąd wyłącznie w Twoim nastawieniu i słowach, a już wywołuje sprzeciw z kilku stron. Myślę, że tak jak wszyscy czujemy, że Dreamland przynależy do nas, tak samo chcemy czuć, że reforma Dreamlandu jest naszą własnością, a nie własnością jakiejś jednej osoby.
Wszyscy znamy, jak wspomniałeś, program SF i wiemy w jakich ramach możemy się poruszać. Nikt nie oczekuje, że szkielet reformy uda się poważnie zmodyfikować, skoro SF kontroluje Izbę Poselską i Rząd. Jest jednak jeszcze Korona i Senat oraz Prowincje. Póki ustrój mamy jaki mamy, nie możesz, Drogi Arcyksiążę, powiedzieć, że kontrolujesz wszystkie ośrodki władzy - co najwyżej ich połowę. Musisz więc, chcesz, czy nie, wziąć w rachubę te inne ośrodki władzy, i wyodrębnić w swojej reformie odrobinę "mięsa" przeznaczoną na negocjacje. Takie negocjacje, o ile prowadzone przy świadomości, że szkielet ma zostać bez zmian, doprowadzą do wyeliminowania kruczków i niedociągnięć w Waszym planie, a nie do jego rozwodnienia. Jednocześnie, jak już wyjaśniłem, pomogą w utrwaleniu całości reform, które będą zasadzone na szerszej bazie poparcia.
> Pozdrawiam,
> arcyksiążę Alchien
> Premier
> Szara Eminencja
Pozdrawiam,
(-) Pavel Svoboda, r.s.
Received on Mon 19 Oct 2009 - 05:48:09 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET