Baron Taheto napisał:
> Premierowi Jazłowieckiemu doradziłem już odnośnie tej sprawy zakup
> nowych okularów.
> Rozumiem jednak, że wymyślone przez niego rewelacje utkwiły w
> świadomości społeczeństwa
> i cieszę się, że arcyksiążę poruszył ten temat. Proszę podać mi
> dowolną
> definicję systemu gospodarczego.
Chyba nie pomylę się w ocenie sytuacji, jeśli napiszę, że niemała część aktywnych dziś Dreamlandczyków docenia Pański, baronie Taheto, wkład w rozwój naszego Królestwa, ale też i niemała część aktywnych dziś Dreamlandczyków walczy właśnie z przykrym wrażeniem, że robi Pan sobie, baronie Taheto, kosmiczne jaja z potencjalnych wyborców.
Udzielenie odpowiedzi na pytanie o stan przygotowywanego przez Pana, jako federalnego ministra, systemu gospodarczego uzależnia Pan od podania właściwej definicji tegoż systemu? A nie można poznać tej odpowiedzi, czemu by nie?, bez wspomnianego definiowania, gratisowo i, że tak powiem, poza kolejką?
Z grubsza chodzi o ten system, nad którym Pan pracował, gdy mówił, że pracuje nad „systemem gospodarczym”. O ten sam, jak sądzę, gdy 12 stycznia ogłaszał Pan jego ukończenie i rychłe oddanie do użytku. Jeśli pracował Pan jeszcze nad jakimś innym systemem gospodarczym, również chętnie zapoznamy się z odpowiednio krzepiącym raportem.
Dla odświeżenia pamięci przejrzałem archiwum listy dyskusyjnej. W styczniu zastrzegał Pan co prawda, że trzeba jeszcze „dopieścić layout systemu, znaleźć wszystkie możliwe błędy i je naprawić, a także tu i ówdzie coś poprawić, ale – co warto raz jeszcze podkreślić – „system gospodarczy Królestwa Dreamlandu został ukończony”.
Na zasłużone gratulacje nie trzeba było długo czekać. „Dreamlandczycy, czapki z głów, dokonano czegoś wielkiego”, napisał jeden z rozentuzjazmowanych obywateli, dorzucając do tego „najgłębsze, najszczersze wyrazy uznania”.
Tym szczodrym obywatelem był, rzecz zabawna, arcyksiążę d’Archien. Ten sam, który teraz sprawdza karty i wyciąga wnioski. Ma do święte tego prawo pierwszego nabywcy – macanta.
Proszę spróbować nas zrozumieć. Nikt nie chce Pana linczować. Osobiście kwestia systemu „Benebruz” od samego początku była mi obojętna i nie mam powodu, by Panu teraz wypominać niepowodzenie, zaniechanie czy choćby zwykłą zwłokę. Sprawa niechybnie poszłaby w niepamięć, gdyby nie ten osobliwy fakt, że zdecydował się Pan na wczorajsze wystąpienie, fundując sobie w ten sposób wyjątkowo skuteczną antyreklamę. Stało się, sam wywołał się Pan do tablicy.
Obawiam się, że poza premierem Jazłowieckim nikt nie został wtajemniczony w kulisy całej sprawy. Jeśli „Benebruz” nie sprawdził się na etapie testowania, wykazując jakieś tajemnicze wady płodowe, chcielibyśmy poznać szczegóły i wreszcie zamknąć temat.
Jacques de Brolle
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET