Re: [dreamland] O powszechności wyborów do Izby Poselskiej

From: Pavel Svoboda, r.s. <svoboda_usunto_at_aster.pl>
Date: Mon, 17 Aug 2009 21:09:18 +0200


Z pewnym opóźnieniem spowodowanym urlopem, ale jednak chciałbym się wypowiedzieć. Dziwią mnie głosy, które dla mnie zdają się pośrednio mówić, że 5 kandydatów to nic nadzwyczajnego, a dopiero 4 kandydatów to byłby powód do niepokoju. Całą winą za niepowodzenie wyborów w pierwszym podejściu obarcza się ordynację, a powrót do jednego okręgu wyborczego traktuje się jak ostateczne i definitywne rozwiązanie problemu. Wszyscy nie mogą się doczekać, by przy odrobinie szczęścia i z pomocą poluzowanych przepisów przepchnąć do IP minimalną wymaganą liczbę 5 posłów i na kolejne pięć miesięcy zapomnieć o istnieniu parlamentu.

Moim zdaniem ordynacja wyborcza nie jest winna niczemu. W tej konkretnej konfiguracji ujawniła ona jedynie nieco szybciej to, co ewidentnie i tak nas dogoni. Drodzy Państwo, pięciu kandydatów zgłoszonych do wyborów to katastrofa. Dziś było ich pięciu, w następnych wyborach będzie ich trzech lub w ogóle nikogo i wtedy być może wszyscy się zdziwią: przecież tym razem mieliśmy dobrą ordynację! Więc skąd znów ten sam problem?

Baron de Brolle wyraża obawę, że ordynacja wielookręgowa doprowadziła do naruszenia powszechności wyborów, ponieważ pozbawiła prawa głosu mieszkańców jednej z prowincji. W czasie prac nad ordynacją z okręgami sytuację, do której doszło w Furlandii, nazwałem scenariuszem 10 sprawiedliwych. Jeśli w całej prowincji nie znajduje się ani jedna osoba gotowa do reprezentowania swojej społeczności w Izbie Poselskiej, należy założyć, że cała społeczność en masse zrzeka się swojego prawa do reprezentacji. Wbrew pozorom czynne i bierne prawo wyborcze są powiązane - trudno głosować, jeśli nie ma na kogo. Jak powiedziałem: dziś Furlandia, jutro będzie to cały Dreamland. Nie w ordynacji tkwi patologia.

Na stwierdzenie barona de Brolle'a, że "obecna ordynacja wyborcza uniemożliwia wyborcy oddanie głosu na najbardziej odpowiadającego mu kandydata", należy powiedzieć, że to również jest sytuacja, która miała miejsce w poprzedniej, jednookręgowej ordynacji. Ja przynajmniej, od paru lat nie miałem możliwości oddania głosu na najbardziej odpowiadającego mi kandydata, bo taki po prostu się nie zgłosił.

Popierałem i popieram ordynację wprowadzającą okręgi wyborcze, a jej liczne zalety wymieniałem kilkukrotnie, chyba także publicznie.

W sytuacji, w której nikt nie zgłasza się do kandydowania w wyborach rozmowa o ordynacji jest kompletnie bez sensu. Oczywiście problem jest, ale zupełnie gdzie indziej. Nie widzę w tej chwili idealnego rozwiązania.

W Senacie Martin markiz van Buuren podniósł pomysł, ponoć oryginalnie zaproponowany przez hrabiego Albona, by połączyć obie izby parlamentu w jedną - gdzie połowa składu byłaby wybierana, a druga obsadzona przez Namiestników. Wydaje się to stosunkowo sensowne rozwiązanie w obecnej sytuacji, ponieważ nawet gdy zainteresowanie wyborami kompletnie zaniknie, Parlament nadal będzie mógł jakoś tam funkcjonować. Można będzie usunąć obecną minimalna barierę pięciu mandatów, które muszą być obsadzone w wyborach. Wtedy wybory będzie można przeprowadzać regularnie co pięć miesięcy, nie martwiąc się, czy wyłoni się w nich jeden, czy żaden poseł.

Nie zgadzam się jednak z Marszałkiem Senatu, że umieszczenie Senatorów w ławach Izby Poselskiej rozwiąże kwestię reprezentacji Prowincji. Namiestnicy Koronni nie są Prowincjami i nawet z ich tytułu jasno wynika, że reprezentują Koronę, a nie Prowincje. Dlatego gdyby sytuacja nie była tak patologiczna, jak jest, namawiałbym do powrotu do ordynacji, która została niedawno uchylona. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś Królestwo powróci kiedyś to swojej dawnej przeciętnej aktywności, ta ordynacja zostanie przywrócona.

Z poważaniem,
(-) Pavel Svoboda, r.s. Received on Mon 17 Aug 2009 - 12:09:45 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET