Użytkownik "Józef Kalicki" napisał:
> Niemniej jednak wprowadza tzw. głos pusty, który pozwala na udział w
> wyborach i oddanie głosu, który nie zostanie zaliczony na konto danego
> kandydata tylko dlatego, że lepszego nie było. Jeżeli kandydaci nie
> wykażą się minimum zaangażowania to ludzie pójdą na wybory,
> oddadzą głosy, ale dani kandydaci nie muszą zostać wybrani.
> [...] Ufam, iż wygrana nie jest oczywista.
W myśl zasady: nie mogę zagłosować na "mojego" kandydata, więc przynajmniej pociągnę za nogi kandydata obozu mi obrzydłego?
Głos pusty, Markizie, oddać mogę i mniejszym nakładem energii - nie głosując w ogóle. Intencję ustawodawcy oczywiście rozumiem: jest świętym prawem wyborcy nie wskazać żadnego kandydata, okazując w ten sposób skalę swej dezaprobaty, apatii czy dezorientacji, ale specjalnie fatygować się w tym celu do lokalu wyborczego? Jest sens ściągać kapcie i wychodzić z mieszkania?
Jeśli w wyborach do Izby Poselskiej stanąłby jutro Pan, Surmalajczyk zamknięty w okręgu surmalajskim, oraz Henryk Stokłosa w moim rodzimym okręgu weblandzkim, i z pewnych względów wolałbym zagłosować na Pana, w świetle obowiązującego prawa mogę albo oddać głos na Stokłosę, albo wrzucić do urny pustą kartkę. A przecież niezupełnie o to mi chodziło.
Okręgi wyborcze izolują kandydatów od ich potencjalnych wyborców.
Obecna ordynacja nie tylko uniemożliwia wyborcy oddanie głosu na najbardziej odpowiadającego mu kandydata, co z oczywistych względów wypacza wyniki wyborów, ale w niektórych przypadkach może w ogóle pozbawić go możliwości zagłosowania.
Jacques de Brolle
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET