Zakładam, że w zaistniałej sytuacji Regent zdecyduje się na jedno z dwóch rozwiązań. Albo zarządzi powtórzenie całego postępowania wyborczego, licząc, że szczęśliwie pojawi się co najmniej jeden dodatkowy kandydat, który nie okaże się senatorem, albo, co byłoby wyjściem mniej ryzykownym, w formie zgrabnego dekretu wprowadzi niezbędne zmiany do obowiązującej obecnie ordynacji wyborczej.
Bez względu jednak na opcję, na którą zdecyduje się nasz Regent, do rozwiązania pozostaje problem w moim odczuciu mniej pilny, ale implikujący poważniejsze konsekwencje. Jest to oczywiście problem, a raczej cała litania problemów, jaką generuje fakt funkcjonowania pięciu osobnych okręgów wyborczych.
Nie rozumiem powodu, dla którego w naszych warunkach wprowadzono podział na okręgi wyborcze. Regulacja, która skazuje obywatela na wybór spośród kandydatów zarejestrowanych w okręgu zamieszkania, jest w moim odczuciu rozwiązaniem patogennym, otwierającym, jak dzisiaj, furtkę dla sytuacji, w której wyborcy z jednego lub większej liczby okręgów pozbawieni zostają możliwości oddania głosu, co w moim odczuciu stanowi naruszenie zagwarantowanej ustawowo zasady powszechności wyborów (art. 8 UF z dn. 13 czerwca 2009 r. o Parlamencie Królewskim). Jak doskonale pamiętamy - o powszechności wyborów decyduje nie tylko to, czy wszyscy obywatele dysponują czynnym prawem wyborczym, ale także i to, czy mają warunki, aby z tego prawa korzystać.
Powtórzę: dreamlandzki wyborca skazany jest na wybór kandydata z listy właściwej dla jego okręgu. W świecie rzeczywistym powyższa formuła zdaje egzamin choćby z tej prostej przyczyny, że niepodobna sobie wyobrazić, by w danym okręgu zabrakło kandydatów, zaś wybory ogólnokrajowe odbyły się z jego pominięciem. Co więcej, choć nie jest to okoliczność szczególnie istotna z formalno-prawnego punktu widzenia – deputowany faktycznie jest reprezentantem swojego okręgu wyborczego i choć jego mandat ma tzw. charakter wolny, w rzeczywistości stara się swego wyborcę w taki czy inny sposób ukontentować. (U nas taka okoliczność na ogół nie ma miejsca, wyborców się nie kontentuje, zaś sami posłowie rychło zapadają sie pod ziemię, ale to już wątek innej dyskusji.)
Liczba kandydatów, choć u nas wciąż niewystarczająca, nie ma w tym momencie większego znaczenia, prawdziwie istotna jest bowiem polityczna afiliacja kandydata – tj. jego partyjna przynależność. W trakcie obecnych wyborów sprawa wyklarowała się już w przedbiegach: jedna partia wystawiła wszystkich kandydatów. Czy wskażę zatem kandydata X czy kandydata Y – nie ma to znaczenia wobec faktu, że w ostatecznym rozrachunku zwycięży dokładnie ta sama partia P.
Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której, jak w każdej zróżnicowanej społeczności, do wyborczego boju stają przedstawicie dwóch lub więcej partii politycznych. To, na kogo będę mógł oddać swój głos, zależeć będzie tylko od tego, czy dana partia zdecyduje się wystawić swojego kandydata akurat w moim okręgu. Dla przykładu: gdyby w obecnych wyborach pojawiła się alternatywa wobec Stronnictwa Federalnego – choćby w osobie kandydata niezrzeszonego – mógłbym oddać nań swój głos jedynie w sytuacji, gdyby ów kandydat startował w moim rodzimym okręgu – a zatem w Weblandzie.
Gdyby w Morlandzie czy Surmali pojawił się tymczasem cały legion kandydatów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, jako Weblandczyk nie miałbym żadnej możliwości, by zmniejszyć wyborcze szanse Stronnictwa Federalnego i zagłosować na poczciwego komunistę. Sytuacja, w której, jak w obecnych wyborach, obywatele jednego z okręgów pozbawieni zostali możliwości decydowania o kształcie federalnego organu przedstawicielskiego, jakim jest Izba Poselska, jest aż nadto kontrowersyjna.
Podsumowując: obecna ordynacja wyborcza uniemożliwia wyborcy oddanie głosu na najbardziej odpowiadającego mu kandydata.
Wydaje się, że w naszych warunkach jedynym sensownym rozwiązaniem będzie powrót do formuły, w którym wszystkie prowincje składać się będą na jeden okręg wielomandatowy, co rozwiązałoby nasze obecne bolączki. Jeśli nawet do wyborów ponownie stanie tylko jedna partia i wystawi, jak dzisiaj, pięciu kandydatów, elekcja dojdzie do skutku. Jednocześnie, jak dawniej, każdy wyborca będzie mógł oddać swój głos na tego spośród kandydatów, który najbardziej przypadnie mu do gustu. Koniec końców - oto właśnie chodzi.
Wybory ponownie zyskajÄ… powszechny charakter.
Jacques de Brolle
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET